• facebook
  • rss
  • Za krótka noc

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    Gość Warszawski 21/2012

    dodane 24.05.2012 00:49

    Noc Muzeów. 
Spacer po Barbakanie 
wieczorową porą, zejście do staromiejskich piwnic, zwiedzanie Łazienek w blasku latarek, 
kucie żelaza 
i kurs tańca dworskiego... 
Atrakcje na każdym kroku.


    Na głównych warszawskich ulicach ruch jak w piątkowe popołudnie. 19 maja głośnymi salwami z broni i armaty na pl. Krasińskich rozpoczęło tę niezwykłą noc Muzeum Ordynariatu Polowego i Państwowe Muzeum Archeologiczne. Przed katedrą polową powstał punkt powstańczy, a w namiocie obok można było zobaczyć stułę i piuskę Papieża Polaka – eksponaty wypożyczone z budującego się w Wilanowie Muzeum Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego. – Coś ci powstańcy tacy czyści i mundury jak spod żelazka... – przyglądali się starsi przechodnie.

    – Jeszcze nie weszliśmy do kanałów – odpowiadali członkowie grup rekonstrukcyjnych.
Pokazem tańców czeczeńskich zapraszało Muzeum Azji i Pacyfiku, a nieopodal – przy Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie koncert klasyki dawali muzycy Warszawskiej Opery Kameralnej, który przy okazji zbierali podpisy za ratowaniem ich placówki. Rodziny z dziećmi stały w kolejce do muzeum Skłodowskiej, gdzie tego wieczoru można było zbudować sobie własną elektrownię atomową (i nawet zabrać ją do domu), zrobić wiele doświadczeń chemicznych, obejrzeć wystawy i posłuchać prezentacji.
Przez staromiejski rynek wiła się szeroka kolejka chętnych do obejrzenia piwnic, które Muzeum Historyczne m. st. Warszawy po raz pierwszy udostępniło zwiedzającym. Piwnice, a w nich ciekawe wystawy m.in. o ks. Piotrze Skardze, św. Andrzeju Boboli, pamiątek z Powstania Warszawskiego otworzyli również ojcowie jezuici w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej.

    Jak przystało na zakonników, uczyli też zwiedzających pokory – żeby zobaczyć niektóre piwniczne zakamarki, trzeba było nisko pochylić głowy. Ale było warto.
Jak zwykle kolejki chętnych ustawiły się do Zamku Królewskiego, Muzeum Wojska Polskiego, Centrum Nauki Kopernik, Muzeum Narodowego, gdzie po raz pierwszy prezentowano arcydzieła odzyskane po II wojnie światowej. Te, których jeszcze nie odzyskano, można było obejrzeć na ciekawej prezentacji na telebimach przed Pałacem Prezydenckim. Do zwiedzania prezydenckich sal ustawiła się najdłuższa kolejka, sięgająca aż pod Bibliotekę Rolniczą.
– Muzea i galerie można zobaczyć w inne dni, a u prezydenta jeszcze nie byłyśmy. Chcemy zobaczyć, gdzie odbywają się ważne państwowe uroczystości, gdzie zapadają decyzje... – mówią Joanna Niczi i Anna Kapałek, które po czterech godzinach stania, dotarły do drzwi pałacu.
Pomiędzy 209 placówkami biorącymi udział w tegorocznej Nocy Muzeów kursowały specjalne autobusy i piętrusy, ale każdy choć kawałek chciał się przejechać zabytkowym „ogórkiem”.

    Jak za czasów ich świetności – przejazd odbył się w tłoku, warkocie silnika i zapachu spalin. Starsi wsiadali z sentymentem, młodsi z zaciekawieniem.
– Czemu ta noc nie może trwać cały dzień?! – narzekał Wacław Boznakowski, który wraz z rodziną przed północą wyszedł z Muzeum Techniki – z powodów finansowych zagrożonego likwidacją i reklamującego się w tym roku jako „ostatnia noc w tym muzeum”. Zwiedzili już w blasku świec Pałac na Wyspie, a jeszcze chcieli zajrzeć do Muzeum Kowalstwa, gdzie można było samemu wykuć podkowy i do Centrum Edukacyjnego IPN, żeby pograć w historyczne gry, ale czas szybko zleciał, a najmłodsza 9-letnia Zosia sennie słaniała się na nogach.
Były jednak miejsca, gdzie Noc Muzeów się przeciągnęła. W wilanowskim pałacu świętowano ją trzy dni.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół