• facebook
  • rss
  • Doba z Miłosiernym

    Agata Ślusarczyk

    |

    Gość Warszawski 22/2012

    dodane 31.05.2012 00:00

    Przychodzi po cichu. Słucha o chorej żonie, 
kocie sąsiada, co to pieczonego kurczaka 
z balkonu kiedyś zjadł, i samotności. I nawet, 
gdy nic nie mówi, życie mieszkańców dzielnicy już inaczej się toczy...

    Kiedy w latach 80. gościła w obrazie Matka Boża, czekały na nią przystrojone korytarze, wyprane firany i zapastowane lastryko. Tłum sąsiadów podążał od mieszkania do mieszkania za maryjnym wizerunkiem. Były wspólne modlitwy i głośne śpiewy. Ku zaskoczeniu mieszkańców parafii św. Józefa Oblubieńca NMP na Kole, Miłosierny Jezus przychodzi po cichu. Do każdej rodziny po kolei. 


    Ruszył we wrześniu

    
Z pomysłem, jak rozszerzyć kult Jezusa Miłosiernego na całą parafię, proboszcz ks. Zbigniew Godlewski nosił się od wielu lat. – Co roku organizujemy obchody święta Bożego Miłosierdzia, codziennie odmawiamy koronkę, a w piątki o godz. 15 jest Msza św. Mamy także grupy modlitewne. Ale w dzieła te zaangażowana jest stała grupa osób – wyjaśnia proboszcz. Dlatego, gdy zobaczył, że inicjatywa nawiedzania obrazu Jezusa Miłosiernego oddolnie kiełkuje, postanowił włączyć w nią całą, 20-tysięczną parafię. 5 września 2011 r. namalowany przez parafiankę wizerunek wyruszył w parafię.


    Ciche nawiedzenie

    
– Nasz blok niedawno został odnowiony. Może by też ludzie od środka się odnowili – pomyślała Aldona Konkiel, która pierwsza do swojego bloku zaprosiła Miłosiernego Jezusa. Pukała od drzwi do drzwi. Czuła się jak misjonarka Dobrej Nowiny, z tym że lekko wystraszona. Odwagi w zachęcaniu innych rodzin dodawał znak krzyża robiony przed sąsiedzkimi drzwiami.
Na 70 mieszkań przyjąć obraz zgodziło się na początek kilka rodzin. Mało. Bo i rotacja w bloku duża, poza tym część lokali stoi pusta. Część lokatorów księdza po kolędzie nie wpuszcza, więc co dopiero obraz. – Są bloki, gdzie ponad połowa mieszkańców Pana Jezusa w obrazie zaprasza. Ludzie do późna pracują, czasami wstydzą się swojego ubóstwa i choroby – wyjaśnia proboszcz. – Są i tacy, którzy po prostu nie chcą. Niektórym nie daje to później spokoju.
Pani Aldona na klatce powiesiła listę chętnych i informacje o „nawiedzeniu”. – Nawiedzenie? Czyli co? – dopytywali mieszkańcy. I to nie tylko w bloku przy ul. Deotymy. Starsi wiekiem zazwyczaj pamiętali, jak w latach 80. Matka Boża w obrazie po domach wędrowała. Wraz z sąsiadami, którzy jak wspominają mieszkańcy, w „cudze kąty zglądali”... – Młodzi z kolei myślą, że jak zaproszą obraz, to wszystkie bolączki jak ręką odjął. A to latami potrzebne łaski trzeba wypraszać – tłumaczy Barbara Młodzińska z ul. Księcia Janusza.


    Domowe rekolekcje

    
Do bloków blisko kościoła odprowadza obraz procesja. Wtedy jest jak w Boże Ciało – samochody przystają, przechodnie przyklękają (ku zaskoczeniu wszystkich), ludzie z okien patrzą, jak obraz wśród pieśni i modlitw wędruje do rodzin. Do dalej położonych mieszkań dowożony jest samochodem. Przed klatką jest wówczas uroczyste powitanie. Mieszkańcy oczekują go w takim napięciu, że niekiedy aż słowa powitalnej modlitwy przez zaciśnięte gardło trudno przechodzą. Do przyjmującej go rodziny „wprowadza się” na dobę. A razem z nim „czarna teczka” z modlitewnikami i książkami o historii kultu. Choć pomocna, łatwiej własnymi słowami opowiedzieć o ciężko chorej żonie, córce, która lada moment będzie rodzić, o sąsiedzie, co to miejsce parkingowe zajął. Niby nic takiego, a na sercu wciąż leży...


    Dojrzewające owoce

    
W bloku przy ul. Deotymy pani Aldona mieszka zaledwie sześć lat. Ale dopiero po nawiedzeniu obrazu Jezusa Miłosiernego poczuła się w końcu zadomowiona. – Czuję, że w sąsiedzkich stosunkach coś się zmieniło. Na moim piętrze mieszkańcy są bardziej otwarci. Z tymi, którzy przyjęli obraz, mam szczególną więź. A nawet i ci, którzy obrazu nie przyjęli, nie są dla mnie obcy – wyznaje.
Mieszkańców swojego bloku rozpoznaje w kościele i na klatce. Często siebie zagadną. Ci, którym wiele lat temu „o parking poszło”, przekazując sobie obraz, pogodzili się. Niektórzy dopiero z okazji nawiedzenia dowiedzieli się o życiu parafii – wieczystej adoracji i parafialnych wspólnotach. Inni sami zgłosili się do kapłanów, oferując pomoc. – To dopiero dojrzewające owoce, bo w parafii na Kole peregrynacja obrazu Jezusa Miłosiernego ma potrwać dziewięć lat – mówi ks. Zbigniew Godlewski.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół