Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Czy wiesz, co nucisz?

Dlaczego tytuły najbardziej znanych popowych piosenek trafiły do watykańskich dokumentów? 
Kiedy medytacja chrześcijańska może być niebezpieczna? Czy modlitwa o uzdrowienie międzypokoleniowe jest zła?

Biskup Andrzej Siemieniewski włączył CD, a z głośników popłynęły dawne szlagiery. Z musicalu „Hair” – entuzjastycznie zapowiadające nadejście ery wodnika; Beatlesów – magicznej, tajemniczej podróży i popularny w latach 60. hymn hipisów; „We go to San Francisco”, mówiący o „dziwnych wibracjach”. – Tytuły tych i wielu innych popularnych piosenek znajdziemy w dokumencie Papieskiej Rady Kultury i Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego z 2003 r. „Jezus Chrystus dawcą wody żywej. Chrześcijańska refleksja na temat New Age” – mówił wrocławski biskup pomocniczy na spotkaniu 24 maja u ojców dominikanów na Służewie, poświęconym Nowej Erze – nowoczesnej mistyce czy pseudomistycznej iluzji.


Jak podkreślił duchowny, samo poszukiwanie mistyki, pojmowanej jako dążenie do tego, „co w górze”, jest dobre. Problem zaczyna się wtedy, gdy tych doświadczeń szukamy „na skróty”: poprzez narkotyki, farmakologię, rzekomo cudowne kryształy, ćwiczenia, zabiegi psychologiczne... Prawdziwa mistyka zawsze prowadzi do spotkania z Bogiem – ale wiedzie poprzez modlitwę, post, słuchanie słowa Bożego i uznanie, że to Bóg wybiera sposób, w jaki chce działać w naszym życiu i do nas przemawiać... Mistyka nie polega więc na tym, że szukam doświadczeń religijnych, które mi odpowiadają, pomagają, sprawiają, że czuję się lepiej, uspokajają mnie, „pasują mi”...
– Ludzie wracają ze spotkania religijnego, z pielgrzymki, radośni, odmienieni i mówią, ze czuli, że tam działał Bóg. Jadą do sanktuarium, żeby przemodlić ważne dla nich sprawy. To też jest mistyka – mówił biskup.

Dawniej była ona obecna głównie w klasztorach, teraz upowszechniła się w ruchach i wspólnotach katolickich. Na spotkaniu padały pytania m.in. o kontrowersyjną metodę medytacji, podobną do buddyjskiej, upowszechnianą przez angielskiego benedyktyna o. Laurence’a Freemana i modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe, które prowadzi wiele wspólnot. – O. Freeman mówi, że proponuje powrót do modlitwy starożytnych mnichów. Przestudiowałem ich pisma i mogę stwierdzić, że dawni mnisi tak się nie modlili. To, co proponuje o. Freeman, to zupełnie nowy sposób medytacji, odwołujący się do fałszywej argumentacji – ostrzegał bp Siemieniewski.
Jego zdaniem, nową praktyką jest też modlitwa o uzdrowienie międzypokoleniowe, która zakłada, że działanie szatana w życiu naszych przodków przenosi się na kolejne pokolenia, ale nie ma podstaw teologicznych. – Jeśli przyjmiemy, że skutki pewnych grzechów społecznych naszych przodków – aborcji, alkoholizmu, rozwodów – spadają na ich dzieci, wnuki i inne osoby z ich otoczenia, w tym przypadku modlitwa o uzdrowienie jest uzasadniona – zastrzegł gość.


« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy