• facebook
  • rss
  • Jesteś cudem!

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    Gość Warszawski 23/2012

    dodane 07.06.2012 00:00

    Ciąża i poród były dla nich zagrożeniem, a mimo to zaryzykowały wszystko. Bo bardzo chciały być matkami i „motylki w brzuchu” były dla nich żywym człowiekiem. 
Teraz mają 
nawet 12 dzieci.


    Cud Joanny ma trzy lata i jasną czuprynę. Biega między rzędami zapełnionych krzeseł, kiedy jego mama opowiada, jak z medycznego punktu widzenia miał się nie począć, nie urodzić... Ale Henio jest zdrowy, podobnie jak starszy o trzy lata brat Józio.


    Nic wielkiego?

    
– Spotykam kobiety z cukrzycą, które z powodu swojej choroby boją się macierzyństwa. Wiara w to, że można w ich sytuacji urodzić zdrowe dzieci, jest ważna – mówiła Joanna w czasie wernisażu wystawy i promocji książki Marty Dzbeńskiej-Karpińskiej o matkach, które mimo chorób, zagrożenia zdrowia, a nawet życia zdecydowały się urodzić. Na wernisaż do Centrum Myśli Jana Pawła II przyjechało siedem spośród 22 bohaterek niezwykle delikatnie i pięknie sportretowanych przez Martę Dzbeńską-Karpińską. Tak naprawdę bohaterek, do których dotarła fotograf było więcej, ale na potrzeby wystawy i książki wybrała tylko te, które zgodziły się na sesję zdjęciową i upublicznienie swojej często intymnej historii.

    A wymagało to odwagi, bo sporo z nich uważa, że „nic wielkiego przecież nie zrobiły”.
Jak chociażby mama o greckim imieniu Stamatyja, która w 1992 r., będąc w ciąży z trzecim dzieckiem, dowiedziała się, że ma olbrzymiego mięśniaka. Lekarze zalecali aborcję, a gdy nic nie wskórali, straszyli, że dziecko będzie niepełnosprawne albo umrze po urodzeniu. Rodzice jednak konsekwentnie odpowiadali lekarzowi: „Nie pan dał temu dziecku życie i nie pan będzie je odbierał”. Szybciej od dziecka rósł mięśniak. Lekarze kręcili głowami i zalecali chociaż skrócenie ciąży. Stamatyja bała się, że to zmniejszy szanse dziecka na przeżycie. Cesarskie cięcie i równoczesne usunięcie mięśniaka wykonano dopiero w siódmym miesiącu ciąży i na świat przyszła całkiem zdrowa Marysia. Ważyła 2 kg, a wycięty nowotwór złośliwy jej matki – 15 kg. Wyczerpanej kobiecie lekarze nie dawali większych szans, nie poddano jej nawet leczeniu onkologicznemu. A ona po prostu wyzdrowiała. Jej utalentowana muzycznie Marysia w tym roku zdawała maturę.


    Cudowne dzieci

    
W wieku maturalnym jest też inne „cudowne” dziecko – Michał, który urodził się z niedotlenieniem i dostał zaledwie 2 punkty w skali Apgar. Teraz – jak jego mama Agata – jest pasjonatem fotografii i w tej dziedzinie ma już spore osiągnięcia. – Nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być – Agata głaszcze czule wyższego o głowę synka. Kiedy zaszła w drugą ciążę, z powodu krwawień wewnątrzmacicznych, lekarz sugerował aborcję. – Jedyne, co mi pozostało, to... zmienić lekarza – mówi krótko.
Leżała w szpitalu, na lekach podtrzymujących ciążę, cały czas pod kontrolą, ze świadomością, że w każdej chwili może stracić dziecko. Dotrwała do 33. tygodnia ciąży, kiedy dostała sepsy i znalazła się na granicy śmierci. – Miałam świadomość wysokiego ryzyka. Tego, że mogę umrzeć. I kiedy tak miesiącami leżałam w szpitalu, było mi z tym ciężko, bo w domu czekała na mnie 1,5-roczna córka. Dzisiaj podjęłabym taką samą decyzję – mówi Agata.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Minerwa
      26.05.2015 17:36
      Nie neguję Bożej interwencji, ale pani Stamatyja wyzdrowiała przede wszystkim dlatego, że mięśniak NIE jest nowotworem złośliwym. Nic zatem dziwnego, że mamy Marysi nie poddano leczeniu onkologicznemu - nie było ono potrzebne!
      Coś o tym wiem, bo sama miałam mięśniaka jak dwie pięści - one naprawdę potrafią rosnąć duże, a w ciąży rosną jeszcze szybciej - na szczęście pozbyłam się go na trzy lata przed ciążą.
      Zresztą, sprawdźcie gdziekolwiek, choćby w Wiki. Hasło MIĘŚNIAK. Nowotwór niezłośliwy.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół