• facebook
  • rss
  • Serca biało-czerwone

    Tomasz Gołąb

    |

    Gość Warszawski 24/2012

    dodane 14.06.2012 00:00

    Strefa kibica okazała się strzałem w dziesiątkę. Ci, którzy obejrzeli w niej mecz z Grekami, wymienili się miejscami z tymi, którzy po obejrzeniu meczu na Stadionie Narodowym chcieli zerknąć, jak tego wieczora pójdzie Rosjanom z Czechami.

    Minęli się na moście Ponia- towskiego. Kibice z Na- rodowego nie wracali w dobrych humorach. Liczyli na więcej niż remis. Ci, którzy Alejami Jerozolimskimi szli z fan zony sprzed Pałacu Kultury humory mieli lepsze. Niektórzy zawdzięczali to hektolitrom piwa, które przelały się w strefie kibica, a czego wymownym dowodem były tysiące plastikowych kufli, walających się wieczorem po bruku pod PKiN. – Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało – skandowali kibice z Narodowego, idąc ramię w ramię z fanami drużyny greckiej. – Kibicowałem obydwu drużynom. Remis jest OK – mówił Jorgos, który w Warszawie mieszka od kilku lat.

    – Dla mnie to jednak porażka – dodawał Piotr Zajkowski, który na meczu był z siedmioletnim synem Stasiem, a do Centrum wracał z grupą kibiców z Aten. Wśród nich było zresztą bardzo dużo całych rodzin i bardzo mało osób starszych. Dla 81-letniego Wiesława Sieroty, który na mecz wybrał się z żoną, droga powrotna na pieszo przez rondo de Gaulle’a, gdzie stanęła gigantyczna replika piłki Tango 12, okazała się zbyt daleka. Transport publiczny zdał jednak egzamin, pod warunkiem, że po pół godzinie marszu w tłumie biało-czerwonych kibiców udało się dotrzeć w okolice strefy kibica i ul. Marszałkowskiej. Tu zabawa, na koncercie Afromental i przy muzyce puszczanej przez DJ’a trwała do godziny pierwszej w nocy. Piłkarską atmosferą zachwycali się nie tylko rodowici warszawianie.

    Pod wrażeniem…

    Iwona i Marcin Hejdukowie

    – To fantastyczne miejsce, a Polska i jej kibice w pełni zasługują na to, żeby u nas rozgrywała się taka impreza. Wiernie kibicujemy naszym, ale też mieliśmy okazję obserwować EURO w Austrii i turniej w Niemczech. Do RPA nie pojechaliśmy, szkoda, ale było za daleko. I proszę wierzyć, nigdzie nie widzieliśmy takiej atmosfery jak w warszawskiej strefie kibica. To wyjątkowe przeżycie także dla naszych dzieci, Neli i Ksawiera.

    Ania i Monika

    – Tańczyłyśmy na ceremonii otwarcia! Niesamowite przeżycie. Warto było trenować te dwa czy trzy miesiące. W środku panuje genialna atmosfera i wszystko udało się bezbłędnie. Trochę jeszcze patrzyłyśmy na mecz, ale po drugiej połowie wyszłyśmy. W środku zrobiło się strasznie duszno jak w saunie.

    Anna Sobiecka

    – Mieszkam niedaleko Stadionu, przy pl. Hallera i nie mogłam się oprzeć, żeby nie przyjść pod tę arenę, świętować z naszymi. Syn, trener koszykówki, wyjechał na mecz i zostałam w domu sama. Po pierwszej bramce po prostu nie mogłam siedzieć spokojnie i oglądać relacji tylko w telewizji, więc wsiadłam w autobus i jestem.

    Kamila i Wiesław Sierotowie

    – Było niesamowicie. Pierwsza połowa doskonała, ale po drugiej wychodzimy z pewnym niedosytem. Ostatni raz na meczu to ja byłem, zaraz… jakieś 30 lat temu. Odżyły emocje i wspomnienia, także z tych meczów, na które przed wojną ojciec zabierał mnie na stadion Polonii. Teraz mamy jeszcze piękniejszy stadion.

    Janina Kucewicz

    – Przyjechaliśmy właśnie z Australii. Syn pasjonuje się piłką i nie chciał przegapić takiego wydarzenia. Czekam na niego pod stadionem. I oczywiście kibicuję naszym. 1:1? No to jeszcze mamy szanse na wyjście z grupy, super.

    Le Huuthuong i Nguyen Thi Than Hien

    – Wietnam, niestety, nie gra, ale sami nie wiemy, komu byśmy kibicowali, gdyby dziś Polska grała z nim, a nie z Grekami. Mieszkamy w Polsce od 17 lat, mamy polskie obywatelstwo i serca coraz bardziej biało-czerwone. Ale turniej wygrają chyba Niemcy.

    Alioune Diop i Mamadou Diallo

    – Do Warszawy przyjechaliśmy z Senegalu, 10 lat temu. Tu studiowaliśmy i tu mamy pracę: Alioune w firmie elektroenergetycznej, a ja w szkole polsko-francuskiej. Sercem jesteśmy za Polską, ale na puchar szans nie mamy. Dobrze byłoby przynajmniej wyjść z grupy.

    Li Tian Peng i Wang Hai Feng

    – Jesteśmy pod wrażeniem Warszawy. Nasz Pekin dawno przestał być tak spokojnym i zielonym miastem. I tak mało tu ludzi! Oczywiście, kibicujemy wam. O proszę, nawet maskotki kupiliśmy. Zabierzemy do Chin najlepsze wspomnienia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół