• facebook
  • rss
  • Człowiek orkiestra

    Tomasz Gołąb

    |

    Gość Warszawski 25/2012

    dodane 21.06.2012 00:00

    Zmiany na ul. Miodowej. Zawsze życzliwy, wrażliwy, niestrudzony… Po blisko 40 latach pracy w kurii warszawskiej, przechodzi na emeryturę ks. Grzegorz Kalwarczyk.

    Z pokoju na pierwszym piętrze Kurii Metropolitalnej Warszawskiej rozciąga się widok na dziedziniec. Tu przy oknie stoi biurko księdza kanclerza. Drzwi właściwie się nie zamykają. – Nigdy nie widziałam go zasmuconego, chociaż powodów do zmartwień pewnie mu nie brakowało – mówi s. Teresa Janek, urszulanka, która podobnie jak ks. Grzegorz Kalwarczyk w kurii warszawskiej przepracowała blisko 40 lat. – Oboje zaczynaliśmy pracę przy kard. Stefanie Wyszyńskim. Ja przyszłam kilka miesięcy wcześniej, 1 grudnia 1973 r. Kanclerzem był wówczas ks. prałat Franciszek Olszewski. Potem przez wiele lat to stanowisko należało do ks. Króla, a w 1992 r. objął je ks. Grzegorz, kapłan wielkiego serca i taktu. Najpierw zajmował się sprawami sakramentalnymi. Nie pamiętam, żeby któryś z interesantów wychodził od niego z poczuciem zawodu. Zawsze potrafił znaleźć odpowiedni czas i rozwiązanie problemu. I zawsze miał dla każdego dużo uśmiechu – wspomina urszulanka. – Jeszcze niejedną rzecz dla Kościoła przyjdzie mu pewnie dokonać, bo duch do pracy wciąż ochoczy. Jak to u starszego pokolenia, które nie liczy godzin i kropli potu – przekonuje.

    Kanclerz kupił komórkę

    Do komputera się nie przyzwyczaił. Woli pióro. Zaskoczył jednak rok temu ks. Bogdana Bartołda, proboszcza parafii katedralnej, gdzie ks. Grzegorz mieszka od 40 lat. – Tu jest mój numer komórkowy. – Jak to, ksiądz kanclerz kupił telefon? – Kupiłem i w dodatku umiem się nim posługiwać – odpowiedział, choć wszyscy wiedzą, że jeśli kanclerz kurii zaczął używać telefonu komórkowego, to albo rewolucja nadciąga, albo świat się kończy. Tym bardziej dziwi inna pasja ks. Grzegorza Kalwarczyka. To urodzony archiwista: kolekcjoner fotografii dokumentujących religijne wydarzenia w Warszawie i okolicach, ale przede wszystkim niestrudzony obserwator zmian i nieocenione źródło informacji o tym, co w diecezji piszczy. Ktoś taki, jak wytrawny dziennikarz i muzealnik w jednym. Nic dziwnego, skoro od samego początku pracy w kurii powierzono mu obowiązki najpierw sekretarza, a potem – od maja 1991 r. – redaktora naczelnego „Wiadomości Archidiecezjalnych Warszawskich”. Jego zasługą było opracowanie pierwszej precyzyjnej mapy administracyjnej archidiecezji warszawskiej (1998 r.) i jubileuszowego „Rocznika Archidiecezji Warszawskiej” w roku milenijnym. Zresztą, jeśli na rynku wydawniczym ukazywało się w ostatnich latach coś, co opisywało życie diecezji, to albo było to dzieło podpisane nazwiskiem kanclerza, albo coś, w powstaniu czego pomagał, albo wreszcie coś, przy czym z jego benedyktyńskiej pracy korzystano. – Zna chyba wszystkie nazwiska kapłanów diecezjalnych i większość z tych, którzy pracowali w diecezji warszawskiej przed podziałem w 1992 r. Na wyrywki może wymieniać rok urodzenia czy święceń. Nie lubi komputerów, ale podejrzewamy, że sam taki komputer ma w głowie – śmieje się osoba z bliskiego otoczenia kanclerza. – Z jego „Informatorów Diecezjalnych” korzystają wszystkie kancelarie parafialne. To nieocenione źródło wiedzy i kontaktów – mówi ks. Tadeusz Bożełko, proboszcz parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu i kustosz Sanktuarium Księdza Jerzego Popiełuszki.

    Przyjaciel męczennika

    Z Męczennikiem z Żoliborza jego życie związało się zresztą znacznie ściślej. Ks. Jerzy wielokrotnie bywał u ks. Grzegorza, radząc się w rozmaitych sprawach. Także w sprawie prześladowań, jakich doznawał ze strony SB. Ostatnia rozmowa odbyła się trzy dni przed porwaniem ks. Popiełuszki. Ks. Grzegorz radził, żeby ks. Jerzy nie chodził sam, a najlepiej także nie informował nikogo o swoich planach, żeby nie narażać się na zamach. Ks. Jerzy odpowiedział: „raz się żyje i raz trzeba umrzeć”. To ks. Kalwarczyk jechał dwa tygodnie później do Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku, żeby odebrać ciało umęczonego kapłana. Myślał, że jest wytrzymały, ale widok ciała przyjaciela, pokrytego sińcami i bardzo zmienionego, wstrząsnął nim. Gdy przywiózł trumnę do Warszawy, czekały tam dziesiątki tysięcy szlochających ludzi. – Nie było chyba potem prawie żadnej uroczystości związanej z ks. Jerzym, w której ksiądz kanclerz by nie uczestniczył. I jemu prymas powierzył w końcu także funkcję sędziego w procesie beatyfikacyjnym – mówi Katarzyna Soborak, współpracowniczka ks. Jerzego i kierownik powołanego w ubiegłym roku Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego Jerzego Popiełuszki. Ks. Grzegorz Kalwarczyk jako kanclerz kurii uczestniczył też w przekazywaniu relikwii ks. Jerzego ponad 500 różnym ośrodkom duszpasterskim na całym świecie.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół