• facebook
  • rss
  • Co może niepokoić?

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    Gość Warszawski 25/2012

    dodane 21.06.2012 00:00

    Szukamy innych, żeby wspólnie wzrastać duchowo, przebywać z ludźmi o podobnych wartościach, mieć w nich oparcie… A co, jeśli nagle spostrzeżemy, że wspólnota nas „obrosła”: zawładnęła naszym czasem, życiem, wolnością… To znaczy, że jesteśmy w sekcie.

    Na ostatnim przedwakacyjnym spotkaniu z cyklu „Wiara i okolice”, poświęconego ruchowi New Age, uczestnicy usłyszeli, jak łatwo poddać się manipulacji i znaleźć się w sekcie. Także takiej, która wyrosła z Kościoła albo która nazywa siebie chrześcijańską. – Struktura sekty opiera się na charyzmatycznym przywódcy, który samozwańczo uważa się za bóstwo, stawia ponad prawem i sam ustanawia prawdy. Wymaga absolutnego posłuszeństwa, dąży do władzy lub zdobycia bogactw materialnych – mówił 14 czerwca w klasztorze ojców dominikanów na Służewie Paweł Szuppe, teolog, religioznawca, wieloletni katecheta.

    W sektach co innego się mówi, a co innego robi. Tę podwójną prawdę szczególnie widać w stosunku do adeptów, których obowiązują inne zasady niż liderów. Zdarza się, że „guru” narzuca zakaz współżycia seksualnego członków sekty, a sam prowadzi rozwiązły tryb życia. – Przywódcy mają wewnętrzne przeświadczenie o swojej wyjątkowości, które wynika z choroby psychicznej lub traumatycznych przeżyć. Badania potwierdziły, że wielu z nich było w młodości molestowanych seksualnie – podkreślał Paweł Szuppe. Sekty otwierają się na świat zewnętrzny tylko wtedy, gdy werbują nowych członków. Poza tym działają w ukryciu. To zupełnie inaczej niż w Kościele katolickim, który z założenia jest powszechny, otwarty, ewangelizacyjny i opiera się na nauce objawionej – Piśmie Świętym i Magisterium Kościoła. Ksiądz, zakonnik to sługa Boga, którego obowiązują te same zasady, co pozostałych wiernych, a nawet stawia się mu wyższe wymagania moralne. Ma dbać o wartości duchowe, a nie materialne. Zaś tym, co posiada, powinien dzielić się z innymi. W przeciwieństwie do sekt, które straszą końcem świata i zagładą osób pozostających poza ich grupą, katolicy radośnie oczekują Paruzji, czyli ponownego przyjścia na świat Chrystusa w dniach ostatecznych. Także w Kościele znajdowały się grupy, które stały się sektami. Opacznie tłumaczyły Pismo Święte, ich liderzy mieli natchnienie i rzekomo mistyczne przeżycia, głosili przesłanie otrzymane bezpośrednio „z góry”. Dla takiej wspólnoty każdy, kto mówi o niej źle, napomina, wytyka błędy, staje się wrogiem. Jej członkowie uważają się za „jedynych prawdziwych katolików”, depozytariuszy wiary i prawdy, a inne ruchy uważają za mniej wartościowe. Bo tylko przynależność do ich wspólnoty gwarantuje zbawienie. – Zdarzało się, że liderzy żądali od swoich członków publicznych spowiedzi, a przysłuchiwały się im ich nieletnie dzieci – przestrzegała Agnieszka Bukowska-Pastwa, pedagog i socjolog. – Członkowie wspólnoty bywają zastraszani religią. Zgłosiła się do nas kobieta, która zaplanowała wakacje nad morzem z dziećmi w czasie, gdy jej wspólnota miała spotkanie. Usłyszała, że ma wybór – może pojechać, ale nad tym morzem z pewnością utopią się jej dzieci. Członkowie utrzymywani są w przekonaniu, że kiedy odstąpią, czeka ich nieszczęście, wypadek, choroba… Uczestniczenie we wspólnocie pochłania tak dużo czasu, że zaczyna go brakować dla rodziny, na pracę, hobby, spotkania z przyjaciółmi. Zresztą po co starzy przyjaciele, którzy nie rozumieją zaangażowania religijnego, po co mąż czy żona, którzy je wyśmiewają i mają o nie pretensje, po co praca za biurkiem… Stąd już tylko krok do rozwodu, porzucenia wszystkiego, co przeszkadza w zbawieniu. – Sekta głęboko ingeruje w życie swoich członków – dopowiadała prelegentka. – „Rozeznaje”, że ktoś nie nadaje się na studia politechniczne, tylko musi wstąpić do zakonu. Ojcu rodziny „wytłumaczy”, że ma rzucić wszystko i jechać na misje. Choremu na raka zaleci przerwać leczenie konwencjonalne, bo wspólnota uleczy go… modlitwą. Co robić, kiedy nasi bliscy należą do wspólnoty, dryfującej w złą stronę czy wręcz już sekty? – Za wszelką cenę utrzymać kontakt, okazywać miłość, zainteresowanie, starać się podsuwać rzeczowe argumenty, pokazywać fakty bez komentarzy – mówili prelegenci. – Najgorszą rzeczą, jaką w takiej sytuacji można zrobić, to krytyka, nieustanne „brzęczenie”, napominanie, żądanie zerwania z tamtym środowiskiem. Skutek będzie odwrotny, bo logika członków sekty jest taka: kto nie jest z nami, jest przeciwko nam.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół