• facebook
  • rss
  • Kopsnij sie pan na Bagno

    Lechosław Herz

    |

    Gość Warszawski 28/2012

    dodane 12.07.2012 00:00

    Był rok 1961. Łaziłem sobie po przedmieściach Warszawy, fotografowałem ulice, a jak się dało – chociaż bez teleobiektywu – również ludzi. Dzisiaj, przeglądając te zdjęcia, widzę, jak wiele mi umknęło. Nie pomyślałem, że trzeba, że warto, że kiedyś... Coś jednak pozostało.

    Miałem wtedy lat dwadzieścia kilka i właśnie połknąłem bakcyla fotografowania. Pozostawałem wówczas nieco pod wpływem oglądanych filmów włoskiego neorealizmu; swoją rolę odegrali też polscy fotograficy, artyści fotografii czarno-białej. Trzeba pamiętać, że fotografowanie dzisiaj i wtedy – to coś zupełnie innego. Dziś aparaty są do kupienia nawet za niewielkie pieniądze, można robić zdjęcia telefonem, produkujemy zatem i mamy setki fotografii – naszych pociech, żon, mężów, na spacerze i przy stole, na imieninach i chrzcinach. Dekoracja, w której to się dzieje, już nas raczej nie interesuje. Niesłusznie... Łaziłem więc wtedy po przedmieściach Warszawy i fotografowałem dzielnice i ulice, których już dawno nie ma i gdzie można było uchwycić autentyczną atmosferę fascynującej lokalności. W Warszawie była na przykład ulica Bagno na Grzybowie i sławne Szmulki na peryferiach Pragi. Sporo zdjęć zrobiłem tam w roku 1961. Ulica Bagno była bardzo „przedwojenna”.

    Z wojny wyszła zniszczona, lecz wkrótce powrócił tam przedwojenny prywatny handel. To był cud, bo w Polsce socjalistycznej cała prywatna inicjatywa była tępiona jako sprzeczna z ideałami ustroju, a tam, na warszawskim Bagnie, dziw nad dziwy: kawałek starej Warszawy, niespotykane gdzie indziej skupisko dużej liczby małych, prywatnych sklepów, zakładów rzemieślniczych i sprzedawców ulicznych. Na Bagnie można było kupić wszystko. A jak tam nie było, to sprzedawca z Bagna mówił do klejenta najprawdziwszą warsiaską gwarą, na ten przykład tak: „S szaconkiem panie starszy, ja nie dam rady, ale kopsnij się pan s tem cyferblatem do warstatu na Pragie na Zompkoskie”. W okolicach ulicy Ząbkowskiej na Szmulkach też z aparatem fotograficznym wtedy buszowałem. Na „Zompkoskiej” czuło się klimat dawnej Warszawy, tej z filmu „Zakazane piosenki”, tej z felietonów Wiecha, Grzesiuka autobiograficznej powieści „Boso, ale w ostrogach”, powieści Tyrmanda „Zły”. I tu, i na ul. Bagno przetrwał typ warszawiaka opiewany w piosenkach (wiele ich można odsłuchać w internecie) kapeli warszawskich. Ale tamtej ulicy już nie ma: rok po zrobieniu zdjęć zapadła polityczna decyzja o wyburzeniu całej zabudowy Bagna. Socjalizm wkraczał w pyle rozbieranych kamienic, bud i budek, ponieważ większość była ulokowana na odremontowanych jako tako parterach przedwojennych kamienic. Powstało blokowisko. Fotografia zapomnieć jednak nie da. I jest w stanie pokazać tym, którzy po nas zasiądą z rodzinnym albumem przed sobą, jak wyglądały czasy młodości ich dziadków i wujków. Zapewne i wielu dzisiejszych młodych sięgnie po latach do swoich fotograficznych archiwów. Ciekawe, co też wtedy w nich odkryją? Na pewno będą żałować, że tego lub tamtego nie sfotografowali. Ja też żałuję. Dobrze, że choć coś ocalało. Akurat, aby zilustrować te wspomnienia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół