• facebook
  • rss
  • Sowiet za oknem

    dodane 26.07.2012 00:00

    Zasłoni cały widok, a do tego to  wątpliwa pamiątka – uważają mieszkańcy Pragi. 17 lipca protestowali przeciwko powrotowi na pl. Wileński pomnika Braterstwa Broni.

    Gdy Grażyna Borkowska, mieszkanka Pragi, myśli o sowieckich żołnierzach, przypominają jej się krzyki dochodzące z pobliskiej katowni. – Jako dziecko nie mogłam przez nie spać – wspomina czasy funkcjonowania przy ul. Cyryla i Metodego sowieckiej bezpieki. Pamięta także, jak razem z innymi przedszkolakami składała kwiaty pod pomnikiem Braterstwa Broni, który mieścił się nieopodal jej bloku. – Od małego chcieli nas nauczyć hołdu dla Armii Czerwonej. Ale jakoś do tej pory nie nauczyli – mówi prażanka i razem z innymi mieszkańcami dzielnicy protestuje przeciwko powrotowi na pl. Wileński monumentu, który na czas budowy metra został stamtąd zabrany.

    Decyzją Rady Miasta, po renowacji, powróci. 17 lipca członkowie Wspólnoty Mieszkaniowej przy ul. Towarowej 81 i ul. Cyryla i Metodego 1 w ramach sprzeciwu zwołali konferencję prasową. Skierowali do prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz list otwarty. Uważają, że władze Warszawy nie konsultowały z nimi nowej lokalizacji pomnika – zgodnie z decyzją stołecznych radnych pomnik, który powróci na pl. Wileński, będzie przesunięty w północną część, za wylot ul. Cyryla i Metodego.

    Bliżej okien pobliskich bloków. Poza tym, tak jak Grażynie Borkowskiej, wielu mieszkańcom Pragi pomnik nie kojarzy się pozytywnie. „Lokalizacja pomnika wzbudza duże emocje społeczne nie tylko wśród mieszkańców, ale w wielu innych środowiskach, instytucjach i organizacjach społecznych, w tym wśród kombatantów Armii Krajowej” – napisali w otwartym liście protestujący. Zadaniem Bartosza Milczarczyka, rzecznika stołecznego Ratusza, pomnik nie ma już takiego jak niegdyś wydźwięku historycznego.

    – Jest jedynym rozpoznawalnym elementem Pragi Północ i tylko w tym kontekście należy go postrzegać– uważa. Protestujący czekają na spotkanie z Hanną Gronkiewicz-Waltz. Chcą, by przyjechała na Pragę i zobaczyła miejsce, gdzie ma stanąć monument. „Ustawienie pomnika w tej lokalizacji staje się zarzewiem niepotrzebnych napięć i konfliktów, które po jego odsłonięciu nie znikną, ale będą permanentnie narastały, przynosząc niepotrzebną ujmę naszemu miastu” – czytamy w liście. Mieszkańcy walczą o zmianę lokalizacji pomnika. Ale nikt nie chce z nimi na ten temat rozmawiać. W proteście wywiesili transparent, na którym napisali: „Precz z komuną. NIE dla czterech śpiących”. Z odwołaniem w sprawie budowy pomnika wystąpili także do wojewody mazowieckiego. Ich zadaniem monument mógłby stać np. na cmentarzu Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich.

    Chwała bohaterom

    Pomnik Braterstwa Broni (nazywany potocznie pomnikiem „czterech śpiących, trzech walczących”) odsłonięto w 1945 r. przed siedzibą centralnych władz państwowych, która mieściła się wówczas w dawnym budynku Dyrekcji Kolei Państwowych. Był to pierwszy monument, jaki ustawiono w Warszawie po II wojnie światowej.  Pomnik został zdemontowany pod koniec listopada 2011 r. w związku z budową metra.

    Pomyłka dziejowa

    dr Jan Żaryn, historyk

    – Pomnik miał przypieczętować władztwo sowieckie w naszym kraju. Byłaby to straszliwa pomyłka dziejowa, gdybyśmy pozwolili na przystawienie tej pieczęci. Gdy z jednej strony Niemcy podbijali nasze ziemie, z drugiej atakował nas sowiecki okupant – raz w 1939 r., a drugi w 1944. Pod koniec II wojny światowej NKWD na terytorium Warszawy zaczęła zakładać swoje placówki. Jedna z nich mieściła się w gmachu dyrekcji PKP przy pl. Wileńskim. W liceum im. Władysława IV działał sowiecki trybunał wojenny, gdzie znęcano się nad żołnierzami AK pomagającymi powstańcom. Przy ul. Cyryla i Metodego była katownia – siedziba sowieckiej bezpieki.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół