Nowy numer 16/2018 Archiwum

Polonez i pyzy

Przyjechali z całego świata, żeby w Warszawie uczyć się języka polskiego. Łamią języki i stereotypy.

Pojedziemy do Pizy na pizzę i pyzy, pierogi w Nairobi, świeże rydze w Rydze... – śpiewa z magnetofonu Kabaret OT.TO. Śpiewa bardzo szybko i Conor Macguire, tak jak inni z jego grupy, nie nadąża wypisywać wszystkich wyśpiewanych potraw. – Co to są rydze? – pyta lektor dr Piotr Gancarek. – Jakieś ryby – domyślają się kursanci.

Poddają się przy kaszance

A także kiszce, zasmażce, bigosie, salcesonie, no i ptasim mleczku. – A czy jest jakaś polska potrawa wegetariańska? – dopytują. W ten sposób uczestnicy 57. wakacyjnego kursu języka polskiego i kultury polskiej dla cudzoziemców, który od 28 lipca trwa na Uniwersytecie Warszawskim, poznają w teorii polską kuchnię. W praktyce pokosztują jej na warsztatach kulinarnych. Wtedy też wspólnie będą gotować żurek. Na tegoroczny kurs przyjechało 220 osób: z Niemiec, Francji, Iranu, Kanady, Etiopii, USA, Ukrainy... To najczęściej studenci, uczący się polskiego na kierunku swoich studiów, osoby, którym ten język jest potrzebny w pracy, młodzież o polskich korzeniach, chcąca poznać język swoich dziadków albo cudzoziemcy zakochani w Polce/Polaku. Najbardziej zaawansowani już swobodnie po polsku rozmawiają o rydzach i Koluszkach, ale są też grupy, które zaczynają od nauki alfabetu i wymowy. – Studiuję ekonomię w Szkocji i dla zabawy wybrałem język polski jako przedmiot dodatkowy. Kiedy zacząłem poznawać waszą gramatykę, już przestało być zabawnie – przyznaje Conor Macguire ze Szkocji.

Żyć na kocią łapę

Polonistka i kulturoznawca Anna Robczuk, która właśnie zaawansowanej grupie tłumaczy, co to znaczy: wpaść w oko, dać komuś kosza, zabić klina klinem, żyć na kocią łapę, podpowiada kursantom, by nie porównywali polskiego z własnym językiem. – Jest to szczególnie trudne dla naszych sąsiadów, Słowian – mówi. – Niby języki podobne, ale niektóre zwroty tłumaczone dosłownie znaczą coś zupełnie innego. Niedawno studentka z Rosji skomplementowała koleżankę, mówiąc do niej: „Świecisz się”. Chciała powiedzieć: „Wyglądasz olśniewająco”. Pułapki gramatyki nie zniechęciły Speli Pirnat ze Słowenii, która uczy się polskiego od czterech lat. – Ten język ładnie brzmi – mówi Speli. – Podobają mi się Polacy, wasza kultura, serdeczność. Dobrze się czuję w Polsce.

Powstanie i przyjaźnie

Bo wakacyjny kurs to nie tylko intensywna nauka języka, lektoraty, wertowanie słowników, konwersacje przez całą dobę. To pretekst, żeby poznać bliżej naszą historię, kulturę, obyczaje, to, z czego jesteśmy dumni i jakie mamy kompleksy. 1 sierpnia uczestnicy mogli obejrzeć, jak Warszawa pamięta o rocznicy Powstania Warszawskiego, dowiedzieli się, czym było powstanie, odwiedzili muzeum przy Grzybowskiej. Pojechali do Żelazowej Woli, byli na koncercie chopinowskim w Łazienkach, oglądają polskie filmy, słuchają naszej muzyki. – Oczywiście w cztery tygodnie, bo tyle trwa kurs, nikt nie nauczy się polskiego – mówi Mirosław Jelonkiewicz, zastępca dyrektora „Polonicum”, organizatora letnich kursów dla cudzoziemców. – Młodzi z innych krajów poznają nasz kraj i siebie nawzajem, swoją czasem bardzo różną kulturę, obyczajowość. Tutaj zawiązują się przyjaźnie, a czasem nawet trwałe związki. Po wyjeździe z Polski wszyscy pozostają ze sobą w kontakcie na Facebooku, odwiedzają się w swoich krajach, piszą maile także do nas. Kurs kończy się wręczeniem świadectw i uroczystym odtańczeniem poloneza na 50 par. Kursanci już uczą się układu, do którego choreografię wymyślił Piotr Skawski z Zespołu Pieśni i Tańca „Warszawianka”. Efekty tej nauki będzie można zobaczyć 24 sierpnia o godz. 10 w ogrodach Biblioteki Uniwersyteckiej.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma