• facebook
  • rss
  • Niezłe towarzystwo

    Tomasz Gołąb

    |

    Gość Warszawski 37/2012

    dodane 13.09.2012 10:20

    Dwa stulitrowe kotły buzują w kapucyńskiej kuchni. Gotowanie zaczyna się wcześnie, o godz. 7 rano. Sześć wiader ziemniaków, dwa wiadra ogórków kiszonych, po dwa, trzy kilogramy warzyw i trochę wywaru na kościach wystarczy, żeby nakarmić 250 osób. I tak od 20 lat.

    Lucjan Szydłowski wielką chochlą napełnia kolejne talerze gorącą strawą. W ciągu ośmiu lat zdążył poznać wiele życiorysów i dramatów, które zepchnęły ludzi na margines społecznego życia. Potracili domy, czasem dobrą pracę, prawie zawsze opuściła ich rodzina. Co tydzień stary ogrodnik, czciciel Matki Bożej, przyjeżdża więc ze Szmulek, zakłada fartuch i pcha wózek z wielkim garnkiem między stolikami potrzebujących. W drzwiach stoi o. Adam. W ręku alkomat, bo pijani zbyt często wszczynali awantury albo brudzili posadzkę kapucyńskich podziemi.

    Chleba i serca

    20 lat historii warszawskiego koła Towarzystwa Charytatywnego im. Ojca Pio to niemal całe dzieje polskiego kapitalizmu. Były chwile, że ci, którzy z poświęceniem prowadzą jadłodajnię, nie mieli co do garnka włożyć. Składali się więc i za swoje pieniądze kupowali coś, żeby zapełnić wielkie kapucyńskie kotły i żołądki bezdomnych i ubogich, którzy stawali w rosnących codziennie kolejkach przed kościołem na Miodowej. Ojciec Pio kiedyś powiedział, że tym, którzy stoczyli się w swoim życiu, nie zabrakło chleba, lecz serca. Dlatego członkowie towarzystwa starają się kochać i uczyć się miłości wobec najbardziej odrzuconych. Modlą się za nich i z nimi, bo są ich braćmi i siostrami.

    Przypadkiem na zawsze

    Wszystko zaczęło się dokładnie 20 lat temu. – Szukaliśmy z mężem drogi religijnego rozwoju. O. Pio nas „odnalazł”. W 1991 r. zachwyciliśmy się działalnością Ireny Piotrowicz, która skontaktowała nas z Towarzystwem Charytatywnym im. Ojca Pio w Czechowicach-Dziedzicach. Tak powstała filia tego towarzystwa przy kapucynach na Miodowej. Piąta w kraju – mówi Joanna Kania-Karmalska. Kiedy z mężem Jerzym Karmalskim rejestrowała na początku lat 90. działalność w sądzie, urzędnicy zachwycali się. Sędzia dyktowała im poprawki do statutu, jakby sama miała ochotę włączyć się w działalność grupy charytatywnej. – Dziś już nie mielibyśmy tak łatwo – mówi Jerzy Karmalski. W grupie gotujących codziennie posiłki dla bezdomnych bez trudu można spotkać utytułowanych prawników, wykładowców, chemików, biologów i inżynierów. Szefową kuchni przez lata była dyrektor cateringu w PLL LOT. Są emerytowani bankierzy i urzędnicy. Każdy z nich przyszedł na Miodową na chwilę i przypadkiem. Ale brat Adam Zwierz, który dziś opiekuje się jadłodajnią, nie ma wątpliwości: Bóg przez o. Pio odnajduje drogę do wielu ludzkich serc. To najsłynniejszy święty kapucyn na pytanie, co jest miarą miłości, odpowiadał: „Miłowanie bez miary”.

    A w oczach taki głód

    Podobno najtrudniej jest młodym, którzy pełni zapału przychodzą obierać warzywa i kroić chleb. Wszystko jest w porządku, dopóki nie zejdą na dół i nie spojrzą biedzie w oczy. – Przez dwadzieścia lat także nasi podopieczni się zmienili. Już prawie nie zdarza się ktoś cuchnący, niemiłosiernie zarośnięty, po kilku tygodniach spędzonych w kanałach, bez butów... Rzadziej umierają po wypiciu denaturatu. Bezdomni mają się dziś gdzie umyć, korzystają z porad lekarzy, czasem dorywczo pracują. Jeśli nie mają gdzie uprać ubrań, po prostu je wyrzucają i dostają nowe. Ale domu wciąż nie mają. I więcej ich niż kiedyś – mówi Joanna Kania-Karmalska. Do zadań Ewy Łąckiej należy ułożenie grafika dyżurów ponad 70 wolontariuszy, którzy pomagają każdego miesiąca w gotowaniu posiłków, znoszeniu ich po kilkudziesięciu stromych schodach, rozdawaniu odzieży, chleba, zmywaniu naczyń. Sama przyszła na Miodową, bo chciała Panu Bogu podziękować, że pozwolił jej pokonać naczyniaka mózgu. Siedem lat temu.

    Salomonowa misja

    Marek Janik, skarbnik, mówi, że przelewa z pustego w próżne. Bo posługujący w jadłodajni nie posiadają żadnego majątku, nie pracują dla zysku, do garnka wkładają to, co ludzie dobrej woli przyniosą do klasztoru (zdarzyło się, że dostali wagon cukinii), albo co uda im się wyżebrać podczas kwest w parafiach. Ale i tych coraz mniej, bo kryzys od dawna zagląda też do proboszczowskich budżetów. Czasem ratuje ich jeden procent z podatku, przekazywany organizacjom pożytku publicznego. Biedni są, więc może dlatego biedę rozumieją najlepiej. Przychodzą ludzie, którzy mają na miesiąc dwieście złotych z Ośrodka Pomocy Społecznej. Albo nawet tego nie. Dlatego towarzystwo ma także stałą umowę z Bankiem Żywności na rozdawnictwo ryżu, mleka, konserw. Pod opieką są rodziny z sześciorgiem dzieci i emeryci, których nie stać już na nic. – Chyba największe wrażenie zrobiła na mnie pani z dzieckiem, która pokonując wstyd, przyszła na mój dyżur. Serce mnie ścisnęło, bo chłopiec miał tyle lat, co moi uczniowie – mówi Justyna, młoda nauczycielka języka polskiego w jednej z katolickich podstawówek. Przychodzi co tydzień, choć w dniu wolnym od pracy mogłaby odpoczywać. – Jestem wśród tych ludzi od kwietnia, ale proszę wierzyć – ich historie każdego nauczyłyby pokory. Przecież żaden z nich tej bezdomności sobie nie wybrał.

    Samym chlebem się nie najedzą

    Brat Adam Zwierz, opiekun Towarzystwa – Gdybyśmy dawali tylko zupę, napychalibyśmy im tylko żołądki. A nasi podopieczni cierpią równie mocno co z głodu, z powodu rozmaitych duchowych bied. Dlatego po ponad miesiącu wakacyjnej przerwy wracamy nie tylko z wydawaniem posiłków, ale też z regularnym duszpasterstwem: Mszą św. w każdą środę i niedzielę oraz spotkaniami czwartkowymi o 18.30, które są refleksją nad słowem Bożym. Pan Bóg wiele bowiem może z nami uczynić, ale pod warunkiem, że chcemy słuchać tego, co może nas uzdrowić – Jego słowa. Kanapka czy zupa są oczywiście naszą wędką, ale dzięki niej mamy szansę dotrzeć z Ewangelią do tych ludzi. Zupą można nakarmić, ale nie całkowicie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół