• facebook
  • rss
  • Jechać, ale czym?

    Joanna Jureczko-Wilk

    dodane 20.09.2012 15:15

    W najbliższą sobotę będziemy obchodzić Dzień bez Samochodu. Kierowcy mogą spokojnie zostawić kluczyki samochodowe w domu, bo w tym dniu miejską komunikacją wszyscy pojadą za darmo.

    W ten sposób miasto chce zachęcić zmotoryzowanych, żeby częściej zostawiali wozy w garażu i przesiadali się do miejskich autobusów i tramwajów. Ale czy rosnąca rzesza 970 tys. posiadaczy aut w Warszawie miałaby się do czego przesiąść?  Hmmm…  Dla korzystających z miejskiej komunikacji w tzw. godzinach szczytu, odpowiedź jest prosta. Ciasno wszędzie, duszno wszędzie – w autobusie, tramwaju czy metrze… I mimo, że Ratusz od wielu już lat propaguje miejską komunikację jako remedium  na stołeczne korki,  rzeczywistość podróży miejską komunikacją skrzeczy i nie zachęca do porzucenia wygodnego auta. W ubiegłym roku znów zmniejszyła długość linii tramwajowych i autobusowych, a w porannym szczycie mniej jeździ tramwajów, chociaż po całej Warszawie podróżuje nimi codziennie blisko 600 tys. ludzi. Na dodatek tylko co dziesiąty tramwaj jest dostosowany do potrzeb niepełnosprawnych – czyli dostępny nie tylko dla osób na wózkach, ale też wygodny dla matek z małymi dziećmi i seniorów. Nieco lepiej ma się sprawa z autobusami. Na 1561 wozów, niepełnosprawny nie wejdzie do 264. To dawne Ikarusy, które miały zniknąć z ulic miasta przed EURO 2012, ale jeszcze pomykają, zwłaszcza na peryferiach stolicy.  Na nic zdadzą się zachęty urzędników do polubienia miejskiej komunikacji, kiedy w metrze ledwo domykają się drzwi, autobus się spóźnia, a na pociąg SKM trzeba czekać godzinę.


     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół