• facebook
  • rss
  • Lęk zamknięty w butelce

    Agata Ślusarczyk


    |

    Gość Warszawski 45/2012

    dodane 08.11.2012 00:00

    12 kroków. Nazywa się Felek i jest alkoholikiem. Zawsze to mówi. To go uspokaja. Po ponad 30 latach 
trzeźwości
 daje świadectwo, że nałóg alkoholowy to choroba duszy.


    Kiedy się golił, patrzył sobie w oczy i pluł. – Kim ty jesteś? – pytał z pogardą. Na Mokotowie, gdzie wówczas mieszkał, na takich jak on mówili, że są „na oucie”. Tylko zakładali się, który pierwszy „w piach pójdzie”. Felek także był w kolejce – na koncie miał wszystkie stadia choroby alkoholowej: delirium, padaczki, omamy wzrokowo-słuchowe, psychozy. Kilka razy nawet śmierć zajrzała mu w oczy. Lekarze mówili o nim „beznadziejny alkoholik”. I była to prawda. Wydawało mu się, że wszystko na wódce „chodzi” i że dla takiego jak on nadziei już nie ma.


    „Ty źle pijesz”


    W rodzinnym domu wódki nie było. Ojciec Felka czasami nalewki robił. Matka w ogóle nie piła.
– Dobrze się nami opiekowała – wspomina Felek. Wczesne dzieciństwo spędził w ziemiance. Tam też, prawdopodobnie na łóżku z murawy, przyszedł na świat. Pobytu w Sowchozie Artiomowiec koło Rostowa nad Donem rodzice długo nie chcieli wspominać. W czasie wojny zostali wywiezieni tam do pracy. Ojciec zaciągnął się do armii Andersa, matka została sama z dwójką dzieci i niepewnością o przyszłość. – To ciągłe napięcie mogłem wówczas od niej przejąć – wspomina.
Po powrocie z wojny ojciec dużo czasu poświęcił choremu na heine-
medinę bratu. Cała ośmioosobowa rodzina skupiła się wówczas na nim. Niedługo po tym Felek zaczął pić. Miał wówczas 16 lat, problemy z nauką, poczuciem własnej wartości i tożsamością. I wiernego towarzysza – lęk. – Szedłem się bić, by pokazać, że się nie boję. Ale w środku się trząsłem – mówi. Ze strachu nawet na egzamin wstępny na Akademię Sztuk Pięknych się nie stawił. – Upiłem się, żeby mieć wytłumaczenie, że nie poszedłem. Bałem się konfrontacji z rzeczywistością – mówi.
Całe życie potem żałował. Malarzem został, ale pokojowym. Pewnego razu matka powiedziała mu: „Felek, ty źle pijesz”.


    Zapić strach


    W latach 80. w Polsce o chorobie alkoholowej mało było wiadomo. – Ojciec ciągle wmawiał mi, że nie mam na tyle silnej woli, by przestać sięgać po alkohol. Rzeczywiście: była flaszka, byłem ja i nikt do jej wypicia mnie nie namawiał. Miałem ogromne poczucie winy – mówi.
Odium odpowiedzialności za chorobę zdjął z niego Roman, alkoholik z 18-letnim abstynenckim stażem. – Po raz pierwszy usłyszałem, że przyczyną mojej choroby są lęki i oczekiwania, z którymi nie potrafię sobie poradzić. I ja te lęki zapijam. Inni robią to przy pomocy narkotyków, hazardu czy jedzenia – wspomina.
Oczy mu się otworzyły. Głośno, wśród innych ludzi powiedział w końcu, że chce przestać pić. Naprawdę. Na pierwszy miting anonimowych alkoholików, prowadzony nowatorską wówczas metodą 
„12 kroków”, trafił w Poznaniu. – Doświadczyłem tam akceptacji, której całe życie szukałem – wspomina pierwsze spotkanie.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • drwfrbrzng
      26.02.2014 16:47
      yknqaxbst{bxb, <a href="http://www.fjpvvinawv.com/">neivykfmju</a>
    • aqwwdopilu
      01.03.2014 21:30
      tdmpkxbst{bxb, http://www.cgzmknsaee.com/ oigmtlpnwz
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół