• facebook
  • rss
  • Warszawa jeszcze walczy

    dodane 15.11.2012 00:00

    Problem lokatorów. Z dnia na dzień stałam się „menelką” z praskiej ulicy. Tak na mnie patrzą – oni i reszta świata. Jakbym codziennie zaglądała do kielicha, o dzieci nie dbała, lumpiła się po ulicach...

    Rzecznik Praw Obywatelskich Irena Lipowicz skierowała do ministra sprawiedliwości pismo w sprawie mieszkańców warszawskich kamienic komunalnych. Pisze w nim m.in.: „Mój poważny niepokój budzą opisywane w mediach przypadki drastycznego traktowania lokatorów przez nowych właścicieli zamieszkiwanych przez nich kamienic, mające na celu zmuszenie ich do opuszczenia mieszkań. Jako przykłady działań tego rodzaju wymieniane są np. zalewanie mieszkań, dewastowanie budynku. Sygnalizowane są także: wyłączanie wody, ogrzewania i prądu, demontaż drzwi wejściowych i okien w częściach wspólnych budynku, rozbieranie dachu, uszkodzenie kanalizacji w ten sposób, że nieczystości spływały schodami. Zaniepokojenie moje wynika przede wszystkim z braku reakcji właściwych organów Państwa na te, wysoce społecznie szkodliwe, zachowania nowych właścicieli lub osób przez nich wynajętych”.

    Krystyna załamana

    – Z dnia na dzień stałam się menelką z praskiej ulicy. Tak na mnie patrzyli – oni i reszta świata. Jakbym codziennie zaglądała do kielicha, o dzieci nie dbała, lumpiła się po ulicach. A ja normalną kobietą jestem, płacę rachunki, dzieci wychowuję, męża mam pracowitego. Nie umiem tego pojąć, że takie świństwo człowiek człowiekowi zrobić można. I urzędnik, i prywaciarz. Wszyscy siebie warci. Tyle co łez wypłakałam, to się nawet nie mówi – Krystyna chowa twarz w rękach. Mieszkała od urodzenia na Pradze Północ w kamienicy przy Jagiellońskiej 27. To numer znany w kręgu pokrzywdzonych przez nowych właścicieli kamienic – spadkobierców lub tych, którzy nabyli bądź kupili prawa do nieruchomości.

    Numer 27 znany, bo Jagiellońska długo walczyła. Tutaj scenariusz walk był przewidywalny, taktyka banalna: spadkobiercy upominają się o prawa do kamienicy odebranej po wojnie; miasto oddaje dotychczasowy budynek komunalny prawowitym właścicielom; razem z budynkiem w prywatne ręce trafiają zakwaterowani tam ludzie; nowy właściciel, chcąc pozbyć się lokatorów, podnosi im czynsz; ci nie płacą, bo nie mają z czego; przychodzi komornik i eksmituje starców, dzieci. A późniejszy scenariusz też jest przewidywalny: najpierw mieszkania są remontowane, następnie sprzedawane za duże pieniądze, bo odzyskiwane kamienice zazwyczaj położone są w atrakcyjnych lokalizacjach. Właśnie tak jak Jagiellońska 27 – tuż obok katedry praskiej, parku, a wkrótce stacji metra. – W tych ścianach się urodziłam i wychowałam. Znałam wszystkich mieszkańców kamienicy. Wyszło się tylko na podwórko i już ktoś wołał z okna: „Cześć Krystyna, chodź na kawę!”. Teraz nikt nie woła. Wielu, tak jak ja, mieszkało tutaj od urodzenia. Są i tacy, co sprowadzili się niedługo po wojnie i też mają nakaz eksmisji. Mam i ja, na szczęście ze wskazaniem lokalu zastępczego. Załamię się, jeśli dadzą mi spelunę, jeśli zobaczę grzyb na ścianie, podłogi zgniłe. Krystyna od kilku lat żyje na walizkach i żegna się ze ścianami. Do niedawna liczyła jeszcze, że ich kamienica pozostanie w rękach miasta, nie prywaciarza, że nowy właściciel nie podniesie diametralnie czynszu. Przeliczyła się.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół