• facebook
  • rss
  • Wolontariuszki od samotnych

    Agata Ślusarczyk

    |

    Gość Warszawski 49/2012

    dodane 06.12.2012 00:00

    Domy Serca. Asia, Hania, Marcelina i Angie przyjechały do Warszawy na misje – spróbują uleczyć stolicę z największej choroby. Ludzkiej samotności.

    Pod drzwiami pani Marii dziewczyny nerwowo przestępują z nogi na nogę. – Jak zacząć? „Jesteśmy ze wspólnoty Domy Serca”... i co dalej? – rozmawiają między sobą. Kobieta ma piękny dom, sama także wygląda schludnie i elegancko. Z chęcią zaprasza do środka. Na pierwszy rzut oka niczego jej nie brakuje. Prawdziwą historię zdradzają smutne oczy. Kiedyś była aktywną osobą, otaczała się ludźmi, ale od czasu udaru nie wychodzi z domu. Do tej pory nie może pogodzić się z chorobą, która „pogrzebała jej życie”. – Możemy jeszcze panią odwiedzić? – pytają dziewczyny.

    Na twarzy kobiety pojawia się uśmiech. Po raz pierwszy od długiego czasu. Pani Maria nie jest jedyną osobą, którą poznały wolontariuszki. Odwiedziły także bezdomnych zamieszkujących żerański kanał, ubogie rodziny i schorowaną babuleńkę, która twierdzi, że ojciec święty ku rozweseleniu język jej pokazuje. I nadal szukają ludzi, którym mogą pomagać. Nie uleczą Warszawy ze wszystkich bolączek, ale pomogą zaradzić jednej – samotności. Chociażby przez dobre słowo, pocieszenie czy przyjacielską obecność. – Maryja także stała pod krzyżem. Jej bycie po ludzku niczego nie zmieniało, nie ujmowało Chrystusowi cierpienia, a jednak było miłością. Dawało siłę. My także chcemy być obecne w ludzkich biedach – mówią wolontariuszki.

    Pełniej żyć

    Asia, Hania, Marcelina i Angie do stolicy przyjechały w ramach Międzynarodowego Ruchu Misyjnego „Domy Serca”, którego pierwszy dom w Polsce na początku listopada powstał na Pradze. Marcelina pochodzi spod czeskiej granicy i nigdy nie myślała, że kiedykolwiek na kilkanaście miesięcy zrezygnuje z dotychczasowego życia. Hania również pochodzi ze Śląska, ale do Warszawy przyjechała z Krakowa, gdzie spędziła ostatnich 8 lat. – Kiedy usłyszałam o Domach Serca, zrozumiałam, że to jest coś mojego. Ten charyzmat odkryłam w sobie. Zostawiłam przyjaciół, pracę, miasto i postanowiłam zamieszkać w warszawskiej wspólnocie – wspomina Hania. Asia z kolei pod koniec studiów zainteresowała się wolontariatem. Jako szósta polska misjonarka Domów Serca kilkanaście miesięcy spędziła w Argentynie i Salwadorze. – Dzięki temu nauczyłam się pełniej żyć i wsłuchiwać w człowieka. Po powrocie do Polski bardzo chciałam, aby podobny dom powstał także w naszym kraju. Okazało się, że zainteresowanie wśród młodzieży było na tyle duże, że odpowiedzialni zdecydowali się otworzyć go w Warszawie – mówi. W stolicy będzie do wiosny. Potem chce wrócić na Pomorze do rodzinnej miejscowości. Tam w ramach wspólnoty św. Maksymiliana Kolbe (świecka gałąź dla osób posiadających rodziny lub chcących łączyć wolontariat z pracą zawodową) na co dzień będzie żyła charyzmatem współczucia i pocieszenia, jednocześnie pracując. Z misyjnym ruchem najdłużej związana jest Angie, rodowita Argentynka. Domy Serca poznała w wieku 16 lat. Choć angażowała się w ich pracę m.in. w swoim kraju i Chile, nigdy nie myślała, że to tak naprawdę jej powołanie. – Po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że chciałabym się zaangażować w tę misję jako osoba konsekrowana. Teraz daję sobie czas do namysłu – mówi.

    Boże, nie przesadzasz?

    Dom, który na działalność polskiego Domu Serca udostępnił wolontariuszkom abp Henryk Hoser, mieści się w przy ul. Gersona 27 na Pradze Północ. Parter zajmują siostry miłosierdzia z Nevers, pierwsze piętro jest do dyspozycji wspólnoty: przestronna kuchnia, pokój gościnny i pokoje sypialne. W sumie może tu zamieszkać sześć osób. Z Bożą pomocą urządzanie się w nowym miejscu szło gładko. Meble ofiarowała Caritas, garnki – koleżanka, sztućce – bracia zakonni. Ale gdy proboszcz tutejszej parafii zajechał przed dom z workiem marchwi, ziemniaków i papryki, dziewczyny z uśmiechem spojrzały w niebo: „Boże, nie przesadzasz?”. Warszawski Dom Serca utrzymuje się z ofiar zagranicznych i polskich darczyńców oraz z zarobków pracujących członków wspólnoty. Każdy wolontariusz szuka osób, które mogą wesprzeć finansowo jego misję, czy to w Polsce, czy za granicą. Miesięczne utrzymanie to koszt 220 euro. – Dom w Warszawie ma swoją specyfikę. Tu można być „półetatowym wolontariuszem”, łącząc studia lub pracę z życiem we wspólnocie – wyjaśnia Marcelina.

    Kuchnia Angie

    Pora obiadowa. – Może „ciasta z mięsa”? – ze śmiechem pytają. To dosłowne tłumaczenie argentyńskiej nazwy dania pastel de carne wprowadza smakowy dysonans, bo potrawa na oko wygląda jak mięsno-ziemniaczana zapiekanka. Narodowy przysmak przygotowała Angie. Dziś wypada jej kuchenny dyżur, a dokładnie mówiąc – kuchenno-liturgiczny maraton. Wspólnotowe życie w Domu Serca zaczyna się od jutrzni. Po modlitwie, kiedy jedna osoba przygotowuje śniadanie, inne zgłębiają duchową lekturę. Do obiadu jest czas na sprawy organizacyjne lub pracę. Potem wspólny Różaniec i wyjście do potrzebujących. W ciągu dnia trzeba znaleźć czas także na godzinną adorację i Mszę św., najczęściej w parafialnym kościele. Wieczorem wspólnota także gromadzi się na wspólnej modlitwie. – Na poddaszu mamy kaplicę. Już niedługo będzie w niej umieszczone tabernakulum z Najświętszym Sakramentem – mówi Asia. Do włączenia się we wspólną jutrznię, nieszpory czy Różaniec wolontariuszki zapraszają okolicznych mieszkańców. Co tydzień organizują otwarte spotkanie Szkoła Wspólnoty. – W naszym charyzmacie najistotniejsza jest obecność. Jest ona o tyle wartościowsza, o ile my sami wzrastamy w obecności Boga. Dlatego Domy Serca są przede wszystkim miejscem modlitwy – często powtarza o. Thierry de Roucy, założyciel misyjnego ruchu. Ważna jest także łączność z Kościołem. W kwietniu 2000 r. dzieło Domów Serca zostało uznane przez Kościół za prywatne stowarzyszenie wiernych. Polski dom, jak każdy ośrodek we wspólnocie, ma swojego duchownego opiekuna. Wolontariusze raz na kwartał uczestniczą w rekolekcjach, a raz w miesiącu mają tzw. dzień pustyni.

    Po omacku

    Pierwsze kroki w stolicy stawiają trochę po omacku. Wikariusz z parafialnego kościoła św. Jadwigi zabrał ich na obchód po żerańskich kanałach, które zamieszkują bezdomni. Do potrzebujących pokierowali także Mali Bracia Jezusa, Caritas, praski Ośrodek Pomocy Społecznej, siostry Misjonarki Miłości i albertynki. Wolontariuszki chcą organizować dla młodzieży spotkania na temat działalności Domów Serca. Od lutego w Warszawie będzie odbywała się także formacja dla osób chcących wyjechać na misje. – Poznajemy potrzeby okolicznych mieszkańców. Jak do tej pory najsilniej widoczna jest samotność. I nie tylko wśród starszych, także wśród tych, którzy pozornie nie mogą narzekać na brak towarzystwa. Każdy człowiek, niezależnie od wieku, zamożności czy zajmowanego stanowiska, potrzebuje przyjaźni – uważają.

    Więcej informacji o Domach Serca na: www.domyserca.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół