• facebook
  • rss
  • A wołano nań „Matołek”

    Agata Ślusarczyk

    |

    Gość Warszawski 50/2012

    dodane 13.12.2012 00:00

    Ma swoje ulice, monety z własną podobizną, pomniki i... mocno dojrzałych fanów. Dlatego postać słynnego kozła wśród najmłodszych chce promować Witold Tchórzewski.

    Dzieci bawią się zagranicznymi zabawkami, dlaczego nie wypromować polskiej? – pomyślał 17 lat temu Witold Tchórzewski. Wybór padł na postać z książeczek Kornela Makuszyńskiego i Mariana Walentynowicza. O jej przygodach zaczął opowiadać najmłodszym podczas „Wypraw z Koziołkiem Matołkiem”, które hobbystycznie organizował. W rajdach zaczął brać udział także sam bohater – pluszowy Koziołek. A w ciągu kilkunastu lat uzbierały się inne „kozie” wynalazki: książki, pocztówki, filmy, a nawet tobołek, z którym wędrował do Pacanowa Matołek i tablice z nazwami ulic jego imienia. Koziołkowa kolekcja, gromadzona początkowo w kolejowym wagonie w Sochaczewie jako „Minimuzeum Koziołka Matołka w Muzeum Kolei Wąskotorowej w Sochaczewie oddziale Muzeum Kolejnictwa w Warszawie” doczekała się iście muzealnej premiery.

    Od początku grudnia wystawę „80 lat z Koziołkiem Matołkiem”, w ramach powstałego w 2011 r. „Muzeum Koziołka Matołka w organizacji”, można oglądać w Muzeum Techniki w Warszawie, mieszczącym się w Pałacu Kultury i Nauki.

    Morski potwór

    Na parterze mieści się kolekcja zabawek. Pluszowymi kozami z lat 50. i 60. ub. wieku bawili się jeszcze nasi dziadkowie. W czasach głębokiej komuny Koziołka produkowano już z plastiku, były i drewniane z Kielc, ale szły na eksport. Są także współczesne przytulanki, kubki, breloczki i wafelki z kozią podobizną oraz wiele gadżetów: gra „Czarny Piotruś” i puzzle, oczywiście w wersji z kozą. Narty z lat 30. XX w., na których z Wielkiej Krokwi skakał Matołek, kozia podobizna z podpisem „Nie myślę, a jestem” i Matołek wyrzeźbiony z jednej zapałki przez stołecznego artystę Anatola Karonia. Na środku ekspozycji, zamknięty w szklanej gablocie, stoi „morski potwór Koziolini”. Kto czytał „120 przygód Koziołka Matołka”, ten wie, że kozę wyłowioną z morza za potwora wzięli Włosi. Przygody kozy z Pacanowa będzie można sobie przypomnieć – dla dzieci zorganizowane jest minikino. – Ekspozycja przeznaczona jest przede wszystkim dla rodzin – wyjaśnia Witold Tchórzewski, kurator wystawy.

    Kozie dukaty

    Dorośli mogą zapoznać się z historią powstania obrazkowej historyjki. Nie każdy wie, że twórcze ojcostwo postaci Koziołka przypisywali sobie równocześnie: autor książki – Kornel Makuszyński i jej ilustrator – Marian Walentynowicz. Oczywiście dla żartów, bo obydwaj panowie znani byli ze swego dowcipu. Dlatego też wydawca z propozycją napisania ciekawej książki zgłosił się właśnie do nich. Spod pióra Makuszyń- skiego wyszły cztery tomy „Przygód”. Oryginalne, przedwojenne i współczesne wydania można zobaczyć na pierwszymi piętrze. Dzieje kozy doczekały się także wersji na gramofon, projektor, magnetofon oraz odtwarzacz na płyty CD, które, jak na Muzeum Techniki przystało, także znalazły na wystawie swoje miejsce. W sumie powstały dwie serie rysunkowych filmów – dwuodcinkowa, wykonana przez Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej i bardziej znana, 26-odcinkowa, wyprodukowana w warszawskim Studiu Miniatur Filmowych. Dzięki Telewizji Polonia animowana historia Koziołka dociera do rodaków rozrzuconych po całym świecie. Książka z kolei została przetłumaczona na dwa języki – ukraiński i włoski. A sam Matołek? To już nie byle koza. Niczym królowa brytyjska, której podobizna bita jest na monetach, Koziołek widnieje na lokalnych dukatach w gminie Pacanów, ma własną ławeczkę w Pszczewie, doczekał się licznych pomników, muralu w Międzyrzeczu, kopca w Witnicy i własnej ulicy: w Ostrowie Wielkopolskim i we wsi Łosie w gminie Radzymin. W sumie w Muzeum Techniki prezentowanych jest ponad 100 eksponatów. Całość zbiorów muzealnych liczy ich ponad 300. W tym roku z okazji Dnia Dziecka wystawa gościła już w Teatrze na Woli, gdzie do tej pory grany jest spektakl „Koziołek Matołek”, oparty na motywach z książki Makuszyńskiego. W planach jest pokazanie jej także na Bemowie. W Muzeum Techniki można ją oglądać do 17 lutego 2013 r. – Koziołek, spadając z Księżyca, przelatywał nad Warszawą, dwukrotnie też jeździł koleją i automobilem, poza tym ilustrator Marian Walentynowicz był przede wszystkim inżynierem architektem. Jest wiele powodów, dla których warto ją prezentować w Muzeum Techniki – śmieje się kurator.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół