• facebook
  • rss
  • Gdy sumienie gryzie...

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    Gość Warszawski 03/2013

    dodane 17.01.2013 00:00

    Wiemy, że coś spapraliśmy, wyrządziliśmy krzywdę, wpuściliśmy zło... I dobrze. Wszystko zależy od tego, co z tą wiedzą dalej zrobimy.


    Poczucie winy może być naszym przyjacielem, ale może też stać się największym wrogiem. O tym, jak odróżnić zdrowe podejście do niego od neurotycznego, mówił psycholog o. Tomasz Gaj OP 10 stycznia w auli przy służewskim klasztorze, podczas kolejnego spotkania z cyklu „Wiara i okolice”. I chyba mamy duże problemy z poczuciem winy, bo mimo deszczowo-śniegowej pogody, na wieczorne spotkanie przyszło wyjątkowo dużo słuchaczy. 
Czym właściwie jest poczucie winy? Słusznie kojarzy się ze wstydem, który towarzyszy nam po przekroczeniu norm moralnych. Może też być lękiem, żalem, gniewem na samego siebie, niepokojem, pewnym napięciem. Coś zrobiliśmy nie tak, zachowaliśmy się niewłaściwie, powiedzieliśmy za dużo i teraz czujemy moralnego „kaca”.

    I bardzo dobrze, bo ten „dyskomfort” zmusza nas do tego, żeby przyjrzeć się swojemu postępowaniu, zobaczyć własną winę, a potem postarać się naprawić sytuację, poprawić zepsute relacje, zadośćuczynić krzywdzie i wyciągnąć z tej lekcji wnioski na przyszłość. Poczucie winy pomaga nam więc dostrzec nasze niedoskonałości, ale też pracować nad sobą, by w przyszłości unikać podobnych „wpadek”.
Gorzej, jeśli wyrządziliśmy krzywdę i nie czujemy z tego powodu wyrzutów sumienia, żalu, skruchy... Świadczy to o zaburzeniach osobowości, może nawet o psychopatii. Tak samo niezdrowa dla nas sytuacja jest wtedy, gdy cierpimy niewspółmiernie do winy albo wtedy, gdy winy nie było. – Często dorosłe dzieci, wyprowadzając się z domu, mają poczucie winy wobec rodziców: że ich opuszczają, że są niewdzięczne, egoistyczne... – A przecież winy nie ma tu żadnej – podkreślał o. Gaj. – Albo też nieco opacznie rozumiejąc świętość, stawiamy sobie tak wysokie wymagania moralne, że nie jesteśmy w stanie ich osiągnąć. A potem karzemy siebie za to, jesteśmy z siebie niezadowoleni, narzekamy...
W takim przypadku poczucie winy może nas całkowicie stłamsić, wpędzić w depresję, zniechęcenie, paraliżować lękiem. Jego ciężar wydaje nam się nie do uniesienia, a sytuacja nie do naprawienia. Odbija się to na naszym poczuciu wartości, mówimy sobie: „Nic już nie da się zrobić”, „Znowu nawaliłem”, „Jestem beznadziejny”. I zamiast zmobilizować się do naprawienia szkody, zadośćuczynienia, „odpuszczamy”, wycofujemy się. Sprawa pozostaje jakby „niezałatwiona”, dlatego wraca po latach, ciągle w nas się sączy. Bo tak naprawdę neurotyczne poczucie winy wynika z nas samych, z potrzeby samokarania, samooskarżania, upokarzania siebie. Wina – prawdziwa czy rzekoma – jest w tym przypadku tylko pretekstem.
A jak ma się poczucie winy do żalu za grzechy? – Pięć warunków dobrej spowiedzi jest bardzo zbliżonych do faz dobrego przeżywania poczucia winy – mówił o. Gaj. – Najpierw uznajemy swoją winę, czyli robimy rachunek sumienia, potem żałujemy za grzechy, postanawiamy poprawę, spowiadamy się i zadośćczynimy. Przy czym często wydaje się nam, że żal za grzechy powinien być bardzo emocjonalny, a my nie płaczemy z powodu naszych grzechów, nie rozpaczamy... Żal za grzechy to skrucha, świadomość tego, że źle zrobiłem, wyrządziłem komuś krzywdę, obraziłem Boga. Pełny zapis spotkania z o. Gajem (jak i poprzednich) można odsłuchać na stronie: www.sluzew.dominikanie.pl. Kolejne spotkanie z cyklu „Wiara i okolice” odbędzie się 14 lutego o godz. 19. Psycholog Barbara Smolińska będzie mówić o etapach życia małżeńskiego i typowych dla nich kryzysach.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół