• facebook
  • rss
  • Polonez Drzymały

    Tomasz Gołąb

    dodane 21.02.2013 09:36

    Od trzech lat niepełnosprawny Piotr Brzezicki mieszka w samochodzie przed Urzędem Śródmieścia przy ul. Nowogrodzkiej. Chce, żeby urzędnicy przyznali mu miejsce na liście oczekujących na lokal socjalny. - Nie możemy, bo nie wiemy, gdzie faktycznie mieszka - mówią o bezdomnym.

    Dzień zaczyna wcześnie: około 4-5 rano. Wtedy otwiera się tylna klapa poloneza zaparkowanego przed Urzędem Śródmieścia przy ul. Nowogrodzkiej. Piotr Brzezicki zakłada protezę w miejsce utraconej w wypadku komunikacyjnym nogi, bierze kule i sprząta wokół samochodu. Pierwszym autobusem rusza do otwartego 24 godziny na dobę Tesco. Tu goli się i myje. Dwa-trzy razy w tygodniu pomaga w barze u zaprzyjaźnionego Wietnamczyka. Pierze i kąpie się u znajomych. Do "domu" na kółkach wraca po 10. Wyłącza komórkę, nie odpowiada na pukania, bo w centrum miasta nie brakuje takich, którzy chcą sprawdzić dla zgrywu, jak się mieszka w samochodzie.

    W samochodzie rzeczywiście czysto. Jasna pościel na materacu w bagażniku, obok zapasowe koło. Nawet wycieraczka do butów jest. Przy kierownicy obrazek z relikwiami św. Maksymiliana Kolbe i szczoteczka do zębów. Na uchwycie suszy się ręcznik.

    Nie wygląda na bezdomnego. Podpiera się na dwóch laskach, na które zamienił niewygodne kule. Czyste włosy, zadbane zęby, uprane ubrania… Może to jest największy problem współczesnego Drzymały   Nie wygląda na bezdomnego. Podpiera się na dwóch laskach, na które zamienił niewygodne kule. Czyste włosy, zadbane zęby, uprane ubrania… Może to jest największy problem współczesnego Drzymały Tomasz Gołąb/GN Dziś Piotr Wierzbicki ma 40 lat i chciałby żyć inaczej, ale urzędnicy konsekwentnie, za każdym razem odmawiają mu wpisania na listę oczekujących na lokal socjalny. Ostatnie pismo złożył pod koniec stycznia. Czeka. Wpadł w lukę, której prawo nie przewiduje.

    - Nie chcę jałmużny, ale jakiejś elementarnej sprawiedliwości. Nie uciekam od przeszłości, ale chciałbym mieć możliwość normalnego życia – mówi.

    Napis "Tak żyję 3 lata" widać z daleka. Ale urzędnicy tłumaczą się, że wielokrotnie w ciągu dnia, a nawet w nocy przeprowadzali kontrole, czy Piotr Brzezicki faktycznie mieszka w samochodzie. - Wnioskodawca nie udokumentował swoich warunków mieszkaniowych, a jako miejsce swojego pobytu wskazał samochód zaparkowany pod urzędem. Urząd przeprowadził wiele kontroli, w tym w nocy, mających na celu sprawdzenie, czy wnioskodawca rzeczywiście zamieszkuje w samochodzie. Nie potwierdziły one tego faktu - mówi zastępca burmistrza Krzysztof Czubaszek.

    - Bo może gdybym pił, bił i palił urzędnicy bardziej przejęli się moim losem. Pani w okienku już mnie dobrze zna i od razu uprzedza, że nic w sprawie nie da się zrobić. Jak w „Terminalu” z Tomem Hanksem - mówi Piotr Brzezicki   - Bo może gdybym pił, bił i palił urzędnicy bardziej przejęli się moim losem. Pani w okienku już mnie dobrze zna i od razu uprzedza, że nic w sprawie nie da się zrobić. Jak w „Terminalu” z Tomem Hanksem - mówi Piotr Brzezicki Tomasz Gołąb/GN Urzędnicy radzą, żeby zameldował się u matki. 65-letnia kobieta mieszka z ojczymem pana Piotra na ósmym piętrze, bez windy.
    - Jak miałbym z nimi mieszkać na 20 metrach kwadratowych? Jeszcze wejść na górę się da, ale schodzenie w protezie to dramat – mówi.
    540 złotych zasiłku wystarcza panu Piotrowi na życie. Bilety komunikacji jak inwalida ma darmowe, postój w strefie płatnego też. – Nałogów nie mam, na bułkę z kefirem i gaz do samochodu starczy – mówi. I czeka aż serca urzędników zmiękną.


     

    więcej: w najnowszym wydaniu warszawskiej edycji "Gościa Niedzielnego"

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół