• facebook
  • rss
  • Zachowajmy się jak trzeba

    Agata Puścikowska

    dodane 01.03.2013 14:05

    W Warszawie jest wiele miejsc pamięci. Ale tylko jeden, mały - pomnik Żołnierzy Wyklętych. Natomiast nadal straszą "bohaterzy" totalitarnego systemu

    Mamy 2013 r. Od odzyskania wolności - minęło już ponad dwadzieścia lat. Teoretycznie, można już mówić prawdę o polskiej historii głośno i wyraźnie. W praktyce - dopiero od kilku lat, coraz śmielej przypomina się o Żołnierzach Wyklętych. O bohaterach, którzy nie dość że walczyli za kraj, byli w tej walce niezłomni, to jeszcze tracili wszystko. Rodziny, zdrowie, życie, próbowano odebrać im godność i dobre imię, a także pamięć. I prawie - ówczesnemu systemowi - się to udało. Prawie. Bo ludzie wiedzą lepiej, i więcej. I pamiętają. Przez lata totalitarnego zniewolenia, pamiętali o mężczyznach i kobietach, którzy po roku 1945 (całkiem słusznie) nie pogodzili się z kolejną okupacją. Pamiętali, mimo że oficjalna, głośna propaganda, nazywała ich zdrajcami, zmieniała życiorysy, ubierała w mundury SS. Z bohaterów - tworzyła zdrajców, morderców, przestępców. 

    Tak było z Inką. Prawdziwa historia Danuty Siedzikówny, przetrwała mimo że władze robiły dosłownie wszystko, by ją przeinaczyć. By z czystej, szlachetnej, bohaterskiej dziewczyny zrobić potwora: zbrodniarkę, "kochanicę" Łupaszki... Po latach - prawda o siedemnastolatce, przekazywana najpierw z ust do ust, zachwyca młode pokolenia. Powstają drużyny harcerskie jej imienia, szkoły obierają sobie Inkę za patronkę. I dobrze. Ostatecznie na kim młodzi się mają wzorować, jak nie na rówieśniku dla którego hasło Bóg, honor i ojczyzna, to nie pusty frazes? 

    Paradoksalnie, niedawne zniszczenie pomnika Inki, w Krakowie - na nowo przypomniało jej postać. Do opracowań, Internetu, w poszukiwaniu hasła "Inka" ruszyli ci, którzy o dziewczynie nic nie wiedzieli. Tym samym, część z nas dowiedziała się wtedy i o Żołnierzach Wyklętych. Można powiedzieć: chwalebna wina. Zniszczony pomnik ze spiżu przypomniał o pomnikowej postaci...

    A skoro jesteśmy przy pomnikach. Zasadniczo nie jestem zwolenniczką stawiania ich wszystkim i wszędzie. Pamięć, idee można rozpowszechniać również w dużo bardziej "żywy" sposób - niż przez statuy czy monumenty. Jednak w przypadku Żołnierzy Wyklętych - sytuacja wygląda inaczej. Pomników, przypominających ich ofiarę i walkę jest stanowczo za mało. W Warszawie, która spłynęła ich krwią, w której ginęli i nawet często nie wiadomo gdzie spoczywają - stoi (o ile mi wiadomo) tylko jeden, niewielki obelisk. Tymczasem - nadal straszą pomniki wielkie, wyeksponowane - polskich zdrajców czy antybohaterów. Mówię tu o pomniku gen. Berlinga. Mówię też o pomniku tzw. "Czterech śpiących, dwóch walczących". Ten ostatni  monument akurat, dzięki budowie Metra przy ul. Wileńskiej, na czas krótki przestał straszyć. Zabrano go. I mam nadzieję, że nie wróci. W moim mieście, w stolicy kraju - zaatakowanego 17 września przez Armię Czerwoną, nie ma miejsca na zbiorowe, i w reprezentacyjnym miejscu, czczenie radzieckich żołnierzy. Nawet, jeśli prywatnie Sasza czy Wania, byli dobrymi "druzjami", i również chcieli dobrze...

    Pojawiła się oddolna inicjatywa (ciekawe, że w Warszawie większość inicjatyw dotyczących Żołnierzy Wyklętych - jest oddolnych) zamienienia postaci. Czyli "czterej śpiący" nie wracają na "swoje" miejsce (Kozłówka Muzeum Socrealizmu - tam ich prawdziwe miejsce). A zamiast radzieckich żołnierzy - symbolu zniewolenia - proponuje się postawienie pomnika Inki, polskiej bohaterki, do końca walczącej z totalitarnym systemem. Akcja rozgrywa się na Facebooku. Ma wielu fanów. Sama dołączyłam. Ale mówiąc wprost, mimo że akcję bardzo popieram - nie wierzę w jej powodzenie. W Warszawie nie ma niestety "odgórnej" woli czczenia prawdziwych bohaterów. A w przypadku stawiania pomników - taka niestety jest konieczna.

    Jednak nawet jeśli nie uda się postawić pomnika Inki - co by było symbolicznym oddaniem hołdu wszystkim pomordowanym Żołnierzom Wyklętym - warto zawalczyć o to, by "czterej śpiący" na cokół nie wrócili. Mam nadzieję, że akcję poprą nie tylko zwykli ludzie, ale i warszawscy radni. Inka, tuż przed egzekucją poprosiła, by po jej śmierci przekazać jej babci, że "zachowała się jak trzeba". Warszawa też powinna.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół