• facebook
  • rss
  • Trzech nas zostało

    Tomasz Gołąb

    |

    Gość Warszawski 23/2013

    dodane 06.06.2013 00:00

    – A pamiętasz Tadeusz, jak życie nam obydwu uratowałeś? – pyta kompana wojennych losów Jerzy Chlistunoff „Jurek”. Do dziś z ich oddziału przeżyło tylko trzech.

    Był 1943 rok. Maj. Nie: marzec chyba. Pierwsza akcja w ramach działalności Kolegium C, czyli oddziału sabotażowo-dywersyjnego Kedywu okręgu warszawskiego Armii Krajowej. Zadanie Tadeusza Zapałowskiego i Jerzego Chlistunoffa: wkraść się na teren wojskowej bocznicy kolejowej, przy Dworcu Głównym. Prosto nie było, bo tej części strzegła nie tylko niemiecka policja kolejowa, która strzelała bez ostrzeżenia, ale przede wszystkim żołnierze Luftwaffe. Na wagonach, w prasowanym sianie, leżały silniki samolotów. Rozdygotanymi ze strachu rękami trzeba było przygotować chemiczne zapalniki i naboje, tzw. termity: materiały wybuchowe, dla niepoznaki opakowane w pudełka po proszkach do prania.

    – Jak żeśmy podkładali ostatni ładunek, źle sprawdzony zapalnik wystrzelił w górę słupem dymu. Od razu szkopy wiedziały, gdzie jesteśmy. Jeszcze w życiu tak szybko nie biegłem – wspomina Jerzy Chlistunoff. Nie miał wówczas 17 lat. Gdy wstępował – dzięki protekcji narzeczonego siostry – do Tajnej Organizacji Wojskowej, założonej przez słynnego „Radosława”, czyli pułkownika Jana Mazurkiewicza, był młodszy jeszcze o rok, chociaż przyjmowano dopiero 20-latków. – Pierwszy dzień konspiracji pamiętam jak dziś. Umówione spotkanie z „Kazikiem” w kościele św. Anny i pilotowanie transportu broni z prywatnego mieszkania. Do tego dnia żyłem jeszcze światem na pół dziecięcym. Wtedy wszyscy szybko dojrzewali – dodaje pan Jerzy. Podczas pierwszej akcji w Kolegium C, głęboko zakonspirowanej części Kedywu warszawskiego, gdy poznał Tadeusza Zapałowskiego, obiecali sobie, że na akcje dywersji, wbrew wszelkim zasadom konspiracji, będą jeździć razem. Trochę ich bawiło jeżdżenie tramwajem ósemką ulicą Towarową i obserwowanie słupów dymu – dowodów na odpalenie ładunków pod kolejnymi transportami niemieckimi. Ale byli też piekielnie dumni, że udało się zniszczyć broń szwabów. Na akcje ruszali nie tylko po Warszawie, ale także do Mińska Mazowieckiego czy Siedlec. – Tam udało nam się unieruchomić na dłuższy czas ruch pociągów niemieckich na wschód, bo wysadziliśmy parowoźnicę do podstawiania parowozów – mówi Tadeusz Zapałowski. „Unieszkodliwiali” samochody, przeprowadzali akcję przeciwko szmatławej gazecie „Nowemu Kurierowi Warszawskiemu”. Jerzy Chlistunoff do dziś przechowuje kalendarzyk z 1944 r., gdzie zapisał szyfrem rejestracje niemieckich samochodów, które już dalej nie pojechały. W czasie pierwszych dni Powstania Warszawskiego chłopcy z Kolegium C stali się oddziałem odwodowym pułkownika „Radwana”, czyli Edwarda Pfeiffera, później zostali włączeni do batalionu im. Jana Kilińskiego jako ósma kompania, biorąca aktywny udział w walce zbrojnej. – Pierwsze dni wspomagaliśmy batalion „Kiliński” w zdobyciu Poczty Głównej. Przy okazji kolega, który już nie żyje, Tadeusz Cisowski, zniszczył czołg, pierwszy czołg na placu Napoleona, właściwie na placu Powstańców Warszawy. Z niego żeśmy natychmiast wymontowali karabin maszynowy Spandau, który służył nam aż do końca powstania. To była nasza pierwsza akcja. Gdy wyprowadzaliśmy jeńców niemieckich, entuzjazm wśród ludności był ogromny – wspomina Tadeusz Zapałowski. Po kapitulacji zostali przekształceni w tzw. kompanię osłonową, działając w stolicy do 9 października. Później część żołnierzy znalazła się w obozach jenieckich, część kontynuowała walkę w partyzantce, niektórzy aż do 1945 r. jako żołnierze wyklęci. Między innymi Tadeusz Zapałowski, który po powstaniu walczył na Kielecczyźnie, a po styczniu 1945 r. – w Lasach Janowskich. Tak jak jego przodkowie: pradziadek Jan – powstaniec z 1830 r., dziadek Karol – walczący w 1863 r. i ojciec Szczepan, który brał udział w I wojnie światowej. Najbliższych stracił w Powstaniu Warszawskim. Z całego oddziału Kolegium C żyje dziś w Polsce trzech żołnierzy: oprócz Jerzego Chlistunoffa i Tadeusza Zapałowskiego jeszcze Antoni Bieniaszewski – ich dowódca z Powiśla, urodzony na zesłaniu na Syberii 23 grudnia 1919 r. Szczegółowe relacje z ich wojennych przeżyć można przeczytać w Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego http://ahm.1944.pl. 22 czerwca w Panteonie Wielkich Polaków Świątyni Opatrzności Bożej odbędzie się uroczystość wmurowania tablicy, upamiętniającej działalność żołnierzy Kolegium C walczących w Powstaniu Warszawskim. Mszy św. o godz. 18 przewodniczyć będzie bp Tadeusz Pikus.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół