• facebook
  • rss
  • Zupa z backhandu

    Agata Ślusarczyk

    |

    Gość Warszawski 27/2013

    dodane 04.07.2013 00:00

    Co pomyślałby bł. Anicet Kopliński, widząc darczyńców i bezdomnych razem? – „Lubię to”. Fundacja Kapucyńska powraca do przedwojennej tradycji.

    Dziedziniec klasztoru Braci Mniejszych Kapucynów. Gary z zupą rozstawione na stanowiskach. Zazwyczaj we wnętrzu jadłodajni przy ul. Miodowej nalewają ją bezdomnym wolontariusze. Tym razem za chochlę złapali Radosław Pazura i Przemysław Babiarz. Trochę eksperymentalnie. – W ramach akcji „Artyści dla bezdomnych” chcemy wznowić przedwojenną tradycję spotkań darczyńców z potrzebującymi, którą zapoczątkował bł. brat Anicet Kopliński – tłumaczy Anna Niepiekło z Fundacji Kapucyńskiej, której patronuje błogosławiony zakonnik.

    Za czasów bł. Aniceta mniej i bardziej zamożna Warszawa ściągała na Miodową w dniu jego imienin. Biedaków przynaglała wdzięczność. A zamożnych?

    Głód Babiarza

    Przemysław Babiarz uzbrojony w czerwony fartuch. Kolejka chętnych po posiłek ciągnie się do klasztornej bramy. Kilkaset osób. Przeważnie tych samych, którzy codziennie przychodzą do jadłodajni. – Schodzę lekko w kolanach w dół, odciążając w ten kręgosłup przy długim dystansie nalewania. Zupę wlewam na zmianę z forehandu i backhandu – żartuje z bezdomnymi. To nie jest jego pierwszy kontakt z podopiecznymi Fundacji Kapucyńskiej. Zimą w ramach cyklu „Spotkania bezdomnych z kulturą” opowiadał im historie sportowców, dla których bardzo nieszczęśliwe wydarzenia stały się początkiem sukcesu. – W rozmowach kuluarowych mnóstwo osób dopytywało mnie o te przypadki. Nikt nie powiedział wprost „tak, to jest obraz mojego życia”, ale mam nadzieję, że coś się w nich poruszyło – mówi. I po chwili dodaje: – To nie jest tak, że tu jest tylko jedna grupa obdarowywanych. Ja także przyszedłem po jakiś „posiłek”. Na co dzień żyję w środowisku medialnych salonów, świat oglądam zza szyby samochodu. Tu mam szansą zetknąć się z prawdziwym życiem – mówi.

    Louis z pomidorówką

    Na drugim stanowisku w akcji Radosław Pazura, założyciel Fundacji Kapucyńskiej. Ogonek posuwa się powoli do przodu – bezdomni komentują udaną rolę Louisa w serialu „Ranczo”. – Fajnie, że mogę spotkać kogoś znajomego – cieszą się. Tak samo, gdy zamiast „do kotleta”, do pomidorówki słuchają opowieści o bł. Anicecie, który między modlitwami podnosił hantle, zatrzymywał tramwaj przez podniesienie ręki w dowolnym miejscu Warszawy, by nie tracić czasu na przystankach i robił wszystko, by zdobyć żywność dla potrzebujących. Wsłuchują się także w jego twórczość w wykonaniu Ernesta Brylla i Marcina Stycznia. – Oni potrzebują spotkania z normalnością i pozytywnych bodźców, zachęt. Wychodzenia z bezdomności to długi proces. Najtrudniejsza decyzja to „chcę” – mówi o. Adam Zwierz, duszpasterz bezdomnych. – Ze strony społeczeństwa często spotyka ich odrzucenie, pogarda. Chcielibyśmy, żeby te spotkania z darczyńcami zmieniły także społeczne nastawienie do problemu braku domu – dodaje Anna Niepiekło. Brama prowadząca na klasztorny dziedziniec otwarta była na oścież. Trochę jakby symbolicznie zachęcając, by zajrzeć do środka. Na ul. Miodowej tętniło życie. Oprócz artystów do wspólnego spędzenia czasu z bezdomnymi zaproszeni byli także warszawiacy. – To pierwsza tego typu akcja. Ważne, że dzięki niej mogliśmy odkryć, że potrzebujemy siebie nawzajem. Pełna miłość to nie tylko dawanie, ale także bycie obdarowywanym. Chciałbym, żeby następnym razem przyszło tyle osób, żeby przez tę bramę trudno się było przecisnąć – mówi Radosław Pazura.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół