• facebook
  • rss
  • Dziadek, ojciec, ksiądz

    Kamil Szumotalski

    |

    Gość Warszawski 49/2013

    dodane 05.12.2013 00:00

    Ma 76 lat. O kapłaństwie myślał już za młodu, ale wówczas opuścił seminarium. Jego koledzy kursowi właśnie przeszli na kościelną emeryturę, a on dopiero odprawi prymicje.

    Zwykły blok na warszawskiej Woli, niedaleko kościoła św. Wojciecha. Drzwi do mieszkania na 8. piętrze otwiera uśmiechnięty starszy pan... w sutannie. – Od chwili wystąpienia z seminarium zawsze uważałem, że był to piękny czas mojego życia i przeżywania relacji z Bogiem – mówi.

    Byłem pyszny

    Urodził się dwa lata przed wybuchem II wojny światowej. Powstanie Warszawskie na Woli, oczekiwanie na egzekucję pod kościołem św. Wojciecha, obóz koncentracyjny, obóz pracy i niełatwy powrót do powojennej rzeczywistości. Jako 16-latek poszedł do Niższego Seminarium Duchownego w Warszawie. Po dwóch latach zdecydował, że będzie księdzem. Wśród jego kursowych kolegów był szereg znanych kapłanów, między innymi ks. Edward Engelbrecht, ks. inf. Lucjan Święszkowski czy ks. prof. Marek Starowieyski. Wytrzymał dwa lata. – To była moja pycha, chciałem być mądrzejszy od Pana Boga i po prostu stwierdziłem, że do kapłaństwa się nie nadaję – wspomina dzisiaj. W niecałe dwa lata po opuszczeniu murów na Krakowskim Przedmieściu Stanisław Kicman w chórze parafialnym poznał przyszłą żonę, Czesławę. Na ślubnym kobiercu stanęli w 1959 r. Rok później urodził się pierwszy syn, 7 lat później – drugi. – To był czas pracy i nauki: dzieci i nas samych. Początek studiów na wydziale prawa, ostatecznie nieskończone. Praca w najróżniejszych dziedzinach życia – od kierownika klubu sportowego „Sarmata” na Woli, przez urzędnika po działacza samorządowego. I różne stanowiska w administracji – miasta i województwa – wymienia.

    Prawdziwy przyjaciel

    Cały czas był mocno związany z Kościołem. Życie małżeńskie nie było wolne od problemów. Ale było wypełnione modlitwą, pielgrzymkami... – Od lat zaczynaliśmy z żoną każdy dzień jutrznią. Dzień zawsze kończyliśmy „Apelem Jasnogórskim” i choć oglądaliśmy czasami jakiś film lub czytaliśmy książki, to wieczór był już przesiąknięty modlitwą. W trudnych chwilach do Chrystusa zawsze przywracały nas sakramenty. Nie psycholog, nie pseudoprzyjaciele, którzy nad nami się litują, a w duchu zacierają ręce... To Jezus jest zawsze największym przyjacielem. To jest moja rada dla młodych małżonków – mówi Stanisław Kicman. Przez wiele lat angażował się w duszpasterstwo parafialne. Długo był nadzwyczajnym szafarzem Najświętszego Sakramentu. – Podczas pracy z młodzieżą szybko zobaczyłem, że potrzebuję wiedzy – mówi. W ten sposób trafił na Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie. Zajął się katechezą. Przez 15 lat uczył w liceum im. Jana Kochanowskiego w Warszawie, kochany przez młodzież i zaprzyjaźniony z nauczycielami.

    Bóg zawołał znowu

    Decyzję o wstąpieniu do seminarium podjął wiosną 2012 roku, gdy zmarła jego ukochana żona Czesława. A tak naprawdę wcześniej, gdy przy którymś z niedzielnych obiadów, w obecności żony przykazał synom, żeby – w przypadku jego śmierci – zajęli się matką tak jak on. – Wtedy im powiedziałem też, że jeśli ja zostanę sam, będę pragnął całkowicie poświęcić swe życie Bogu – mówi. Synowie przyjęli to dobrze. Razem z nimi kupował sutannę przed obłóczynami i diakonatem. Rok temu otrzymał posługi lektoratu i akolitatu. Przez 9 miesięcy był na praktykach w parafii św. Marii Magdaleny w Magdalence. Tam otrzymał święcenia diakonatu. Teraz odbył praktykę diakońską w swojej parafii, św. Wojciecha na Woli. – Chociaż kapłaństwo jest niewątpliwie zaszczytem, to pragnę je głównie traktować jako służbę, u której źródła jest Miłość.

    Kapłaństwo dla wdowca

    Są jednak w parafii, czy nawet w rodzinie, osoby, którym trudno pogodzić się z myślą, że wdowiec może zostać księdzem. – Bóg w naszym życiu realizuje swoje plany – mówi, spoglądając na zdjęcia żony. –Kościół w osobie kard. Kazimierza Nycza zezwolił na moją formację do kapłaństwa po jej śmierci. Wiele osób w takiej sytuacji przeżywa resztę swojego życia w samotności. Ale ja po 53 latach wspólnego życia z żoną, do wierności małżeńskiej dodam teraz także wierność Chrystusowi. Z całego serca tego pragnę. I z lękiem, ale i z radością czekam na kapłaństwo – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • z Kochanowskiego
      10.01.2015 21:08
      Pamietam z mojej pracy w Kochanowskim,
      bardzo zyczliwego pana Profesora.
      Szczesc Boze..
    • Olek
      18.07.2015 14:49
      Szanuję i rozumiem, ale od razu pojawiła się u mnie taka refleksja, że przecież można poświęcić się Bogu wstępując do Zakonu...
    • rw
      04.03.2016 21:56
      według mnie to sprawa dość podejrzana ,znam osobiście tego człowieka. Życzę mu wszystkiego dobrego ale prawdopodobnie jego syn wszczął sprawę rozgraniczeniową działki mojemu synowi. Nie widziałem w tym człowieku nic nadzwyczajnego. A nazwanie go profesorem to zwykłe nadużycie. A od czego jest to profesor. To jakaś kpina.
    • rw
      06.03.2016 17:18
      Bardzo serdecznie przepraszam za zbyt ostre sformułowania użyte w poprzedniej mojej wypowiedzi. Nieprawdą jest jak się okazało to, że syn księdza założył sprawę o rozgraniczenie działki mojemu synowi. Poza tym jak sądzę w każdym człowieku może być coś nadzwyczajnego czego inni mogą nie widzieć. Ponadto grzecznościowo profesorami nazywa się również nauczycieli, którzy uczą w liceum i nie ma w tym nic niestosownego. Teraz już wiem ,że wdowiec zgodnie z kościelnymi przepisami może zostać księdzem. Jeszcze raz serdecznie przepraszam.Księdzu natomiast życzę wszystkiego najlepszego.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół