Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Broadway na karnawał

Jest to kolejny teatr, którego kierownictwo oddaje berło młodym. I spisują się świetnie.

Wszystko wskazuje na to, że słowo „karnawał” zniknie na tyle z powszechnego obiegu, że młodzieży będzie trzeba tłumaczyć jego znaczenie. A przecież pamiętam, że nie tak dawno moi rodzice przyjeżdżali do Warszawy na wielkie karnawałowe bale i zabierali mnie ze sobą.

A dziś? Taki karnawałowy wieczór oferuje nam Teatr Rampa, proponując musical „MusicaLove”. Jest to kolejny teatr, którego kierownictwo oddaje berło młodym. I spisują się świetnie. Pomysł zadziwiająco prosty. Podobnie jak scenariusz, choć trudno o takim mówić. Spoiwem spektaklu są bowiem muzyczne hity najbardziej znanych musicali świata, a tematem owych przebojów odwiecznie opiewana miłość. Miłość spełniona i miłość nieszczęśliwa. Euforia rodzącego się uczucia i rozpacz, gdy się kończy. A owe szlagiery – partie Evy Peron z „Evity”, Marii z „West Side Story”, Normy Desmond z „Bulwaru Zachodzącego Słońca” – śpiewają bez kompleksów wykształcone wokalistki, choć nie do końca znane szerszej publiczności. Śpiewają porywająco i dynamicznie przeboje Andrew Lloyda Webera, Leonarda Bernsteina, Eltona Johna. Reżyser (a jednocześnie wokalista) Jakub Wocial, kierownik muzyczny Tomasz Filipczak, zespół tancerzy i piosenkarzy przeżywają swój sukces, ciesząc się jak dzieci. Powodzenie spektaklu przeszło ich oczekiwania. Przestrzegam jednak publiczność, by wybierała dalsze rzędy. Ogłuszająca muzyka – sprawa zapewne nieokiełznanego temperamentu wykonawców – to jedyne zastrzeżenie, jakie mam. Przydałyby się chwile „wytchnienia”, intymności, bo przecież miłość bywa też wyrażana szeptem.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy