• facebook
  • rss
  • Mistycy są małomówni

    Agata Ślusarczyk

    dodane 07.03.2014 16:42

    Czarujący arystokrata, "antyklerykał" zakochany w Bogu, mistyk, który modlił się za innych przez telefon - wszystkim twarzom o. Joachima Badeniego można przyjrzeć się, czytając jego biografię.

    Spotkanie promujące książkę "Nie bój się żyć. Biografia ojca Joachima Badeniego", które odbyło się w Sali Prowincjalskiej dominikańskiego klasztoru przy ul. Freta, miało charakter wieczoru wspomnień. Postać dominikanina przybliżyli Judyta Syrek - autorka biografii, Alina Petrowa-Wasilewicz - autorka czterech wywiadów z o. Badenim oraz o. Tomasz Nowak - dominikanin doktoryzujący się z kaznodziejstwa o. Badeniego.

    O. Joachim bardzo dużo opowiadał o sobie przede wszystkim w anegdotach, dlatego książka zawiera głównie rzetelne wiadomości potwierdzone przez źródła historyczne, np. fragmenty pamiętników mamy narzeczonej o. Joachima. Nowością jest pokazanie ojca jako człowieka, który w czasach PRL był po stronie „prymasowców”, oraz jego wpływy na obecny kształt zakonu dominikanów, unikatowe są także świadectwa o uzdrowieniach i wspomnienia z ostatnich dni jego życia. -  To historia człowieka, który był odważny, ale nie oderwany od życia, żyjący w dużej bliskości z Bogiem, księdza, którego nie da się zamknąć w żadnych formułkach, zdecydowanie daleki był od kościoła instytucjonalnego, stąd o sobie często mówił, że był "antyklerykałem” - mówiła o swojej książce J. Syrek.

    Autorka wspominała ostatnie dni życia duchownego. - Patrząc na cierpiącego ojca, widziałam żywy krzyż. To było najmocniejsze przeżycie. Ale jego śmierć wydała owoc - powstało grono przyjaciół, połączone osobą o. Joachima - mówiła.

    Z kolei A. Petrowa-Wasilewicz podkreśliła, że o. Badeni był dla niej świadkiem z innego świata, dowodem na istnienie innej rzeczywistości. - Nie miałam żadnej wątpliwości, że jest to człowiek głęboko zanurzony w Bogu - mówiła. Swoje dziennikarskie rozmowy z ojcem podsumowała stwierdzeniem, że "mistycy są małomówni”. - Kiedy zadawałam mu pytanie, od razu trafiał w sedno. Po rozmowie z nim zostawałam z garścią pereł. Taki był. Pamiętam, jak przyszła do niego para - chłopak i dziewczyna - z zapytaniem, jak żyć. On na moment zamarł, po czym odpowiedział, by modlili się, żeby ich miłość wpisała się w miłość Pana Boga. On był takim starcem pustyni, do którego przychodziło się po słowo - mówiła.

    O. Nowak podzielił się mistycznymi anegdotami, o których opowiadał mu o. Joachim. - Kiedyś powiedział: "Ostatnio modlę się modlitwą uwielbienia, a diabeł mnie kopie. Coś dziwnego, co to diabłu przeszkadza?”. On cały czas żył w takim zadziwieniu rzeczywistością - mówił. Jednego z takich mistycznych doświadczeń sam był świadkiem. Rzecz działa się w krakowskim szpitalu. - Kiedy dałem mu maleńką część ciała Pana Jezusa, jego twarz rozjaśniła się. Po swojemu powiedział: "Coś dziwnego... Taki mały kawałek, a całe niebo widać" - wspominał. I dodał: - O. Badeni odsłaniał czasami zasłonkę, przez którą trochę więcej nieba było widać.

    Dominikanin zwrócił także uwagę, że o. Joachim miał łaskę rozpoznawania "tego, co życie daje, a co nie", a także dar kaznodziejstwa. - On po swojemu widział, że coś "świeci albo nie świeci” i potem próbował to wyrazić słowami. Często odwoływał się do tych, którzy już to nazwali - św. Tomasza czy Eckharta - mówił. Dodał również, że o. Joachim miał ogromną odwagę kaznodziejską. - Współbracia często zakładali się, czy ojciec powie kazanie na literę, którą zaraz po Ewangelii mu wskażą. I mówił, choćby na literę "Y" - wspominał o. Nowak.

    Książka "Nie bój się żyć. Biografia ojca Joachima Badeniego" ukazała się nakładem Wydawnictwa "Znak".

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół