• facebook
  • rss
  • Jestem tylko osiołkiem

    Aneta Kulesza


    |

    Gość Warszawski 11/2014

    dodane 13.03.2014 00:00

    Mordercy, złodzieje, paserzy. – A jednak wśród nich czuję się czasem bezpieczniej niż na ulicy 
– mówi o. Wawrzyniec.

    Ogromny gmach, drut kolczasty, szara metalowa brama. Są dwa wejścia do więzienia. Jedno przez Biuro Przepustek, drugie, to główne, zamyka się za aresztantami na znacznie dłużej. Za przeszklonymi kuloodpornymi drzwiami czeka więzienny kapelan: o. Wawrzyniec Grotek, jezuita.


    Rozmowy kontrolowane


    Ponadstuletnie mury, wysokie sufity, musztardowy kolor na ścianach. Gabinet księdza jest mały. Od podłogi do sufitu ciągną się regały z książkami. Jest jedno okno, komputer, mapa Polski. Na więziennym korytarzu krzyczy z daleka: „Szczęść Boże!”. Zagaduje osadzonych i strażników.
Po wstąpieniu do zakonu marzył o służbie na lotniskowcu US Navy. Przez kilka lat był nauczycielem, zajmował się też administracją w działach zakonu. Przez rok pełnił posługę w Australii. Skierowanie do więzienia przyjął z pokorą. Śmieje się, że jest kapelanem dyplomowanym. Zanim jeszcze zaczął pracę, czytał kodeks karny wykonawczy i regulamin więzienny. Przeszedł szkolenie wstępne dla pracowników więziennictwa w Sulejowie. A i tak pierwsze pół roku posługi było dla ojca Grotka bardzo ciężkie. Przytłaczały go mury, kraty i rozmowy ze skazańcami.


    Pamiętaj, że jestem


    Po trzech latach służby już wie, jak sobie radzić z emocjami. Nie jeździ na rozprawy. Nie przywiązuje się do więźniów. Przy takiej rotacji to niemożliwe. – Nie mogę pozwolić, aby ta praca zdominowała mój świat – mówi. Dlatego poniedziałki ma wolne. Czasem pływa kajakiem wzdłuż Wisły.
Łatwiej rozmawia mu się z tymi, którzy świeżo przybyli do więzienia. „Bracie, gdybyś potrzebował czegoś od księdza katolickiego, to pamiętaj, że jestem” – mówi im. Podczas pierwszej spowiedzi aresztanci boją się, czy nie ma podsłuchu. Muszą nabrać zaufania. Dlatego ksiądz nie prosi ich o szczegóły, a o jak najogólniejsze wyznanie grzechów. Znacznie lepiej czują się tutaj ci, którzy trafiają po raz kolejny za kraty. To jest ich świat. Mają wypracowane kontakty, system wartości, znajomych. – Często słyszę na przykład: „Ostatni raz byłem u spowiedzi, jak tu byłem... 8 lat temu” – mówi o. Grotek. – To tragedia, bo to oznacza, że prawdziwe życie, zarówno dla ciała, jak i ducha, on ma tutaj. Na wolności chce tylko zaszaleć – tłumaczy.


    Opluty za Jezusa


    Uczestnictwo we Mszy św. jest przywilejem. Ale osadzeni często traktują Mszę instrumentalnie: można na chwilę opuścić ciasną celę, a dobra opinia kapelana przydaje się przy wnioskach o przeniesienie lub skrócenie wyroku. Kiedyś, po rewizji, w bucie jednego z osadzonych znaleziono pieniądze. Na liturgię i nabożeństwa doprowadzają więc strażnicy. Zaczernione kartki z czerwoną liczbą uczestników i tych, którzy przyjmą Komunię św. wiszą w gabinecie jezuity, przybite zieloną szpilką do ramy regału.
Świetlica jest duża i zimna. Duży drewniany krzyż, na ścianach portrety polskich wieszczów: Mickiewicza, Słowackiego... Podczas jednej z Eucharystii kapelan został opluty. – To było dla mnie piękne doświadczenie Niedzieli Palmowej. Zobaczyłem, jak czują się prześladowani chrześcijanie za swoje świadectwo o Jezusie...


    „Będę inny”. Zobaczymy


    Ksiądz wypożycza im książki. Część z nich nigdy nie wraca, bo więźniowie zabierają je ze sobą na wolność lub do innych zakładów karnych, robią z kartek skręty albo zapisują wyniki gry w karty. Wyjmuje książkę z regału i pokazuje przypalone strony. Więzienne korytarze są przesycone wulgaryzmami, skazani proszą księdza o wpłatę pieniędzy na tzw. wypiskę albo o piłkę do krat. Panuje tu ciężki humor. Ojciec Grotek wplata w swoje kazania elementy z życia więziennego. Prosi też skazanych, aby modlili się za tych, których skrzywdzili, i za sprawiedliwy wyrok. – Nie pieję z zachwytu, gdy ktoś mówi, że po wyjściu z więzienia będzie wzorowym mężem i ojcem. Wtedy zwykle mówię: „Spokojnie, bracie, pogadamy za rok”.
Bo to praca raczej pozbawiona złudzeń. – Jestem tylko osiołkiem, na którym przyjeżdża Pan Jezus. Jeśli ktoś chce, może się na Niego otworzyć i pozwolić Mu działać – mówi.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół