• facebook
  • rss
  • Niedzielne przedszkole

    Agnieszka Kurek-Zajączkowska

    |

    Gość Warszawski 14/2014

    dodane 03.04.2014 00:00

    Jedne wolnym kroczkiem na piechotę, inne w spacerówkach lub na rowerkach, a jeszcze inne... w brzuchu mamy. Za to wszystkie w jednym celu. Na niedzielną Mszę św. dla przedszkolaków.

    Przybywają z całej Warszawy, a nawet okolic. Dzieci parafialne są w mniejszości, bo to przecież okolica senioralna.

    Co jest pod sutanną?

    Przedpołudnie. Dolny kościół Świętego Krzyża w Warszawie. Co odważniejsze maluchy same siadają w pierwszych rzędach albo stoją przed ołtarzem. Siostra Ewa śpiewa i gra na gitarze. W rytm muzyki młoda dziewczyna rozgrzewa maluchy, pokazując gesty do piosenki. Czterolatce, która przyszła tu po raz pierwszy, to właśnie ta „tańcząca pani” podoba się najbardziej. Tym bardziej że na koniec rozdaje dzieciom lizaki. Ks. Paweł Rycyk, duszpasterz przedszkolaków, w ramach aktu pokuty zachęca dzieci, by przeprosiły rodziców, a potem rodziców, by przeprosili dzieci. Następuje seria przytuleń, buziaków i uśmiechów. Czytania przygotowują najmłodsi. By dostać się do mikrofonu, stają na drewnianym krześle. W międzyczasie energiczny dwulatek wdrapuje się na fotel w prezbiterium i siedząc obok kapłana, z ciekawością rozgląda się po sali, którą przed chwilą przemierzał wzdłuż i wszerz. – Na początku jest różnie, ale trudno od przedszkolaków wymagać, by przez 50 minut stały na baczność. Pozwalamy na to, bo przecież przez samo uczestnictwo we Mszy św. dzieci się do niej przyzwyczajają. W szkole dowiedzą się, co to jest kościół i jak się w nim należy zachowywać – wyjaśnia duszpasterz. Faktycznie, można powiedzieć, że dzieci tu „robią, co chcą”. Mają ze sobą zabawki, butelki z piciem, bez skrępowania wymieniają się poglądami i... wchodzą księdzu pod sutannę. Ale, jak zgodnie przyznają dorośli, to jest atut tego miejsca. – Nie napotykam surowego wzroku dorosłych, karcących mnie za biegającego syna. Tutaj rodzic rodzica zrozumie – wyjaśnia jedna z mam.

    Także dla rodziców

    Homilie są często inscenizowane. Dużo się podczas nich dzieje. Wprowadza się rekwizyty, zadaje maluchom pytania i zaprasza do udziału w zabawach. W czasie kazania dzieci nie nudzą się, bo są aktywizowane. Czasami angażuje się też rodziców. – Zapraszam odważnych tatusiów, by zbudowali nam namiot – ogłasza ks. Paweł. Panowie chętnie podchodzą, bo to przecież praca konstrukcyjna, a do tego przywołuje wspomnienia z własnego dzieciństwa. I już za chwilę grupka maluchów chodzi na czworakach między krzesłami nakrytymi kocem. Rodzice bardzo pomagają, bez nich nic by się właściwie nie odbyło. – Gdy wystawialiśmy jasełka, to prace koordynowała wprawdzie s. Ewa, ale jednak sami rodzice byli odpowiedzialni za dekoracje, rekwizyty, stroje, światło czy dźwięk. Kilkoro było też aktorami w przedstawieniu – chwali ks. Paweł. Duszpasterstwo przedszkolaków to także duszpasterstwo rodziców. – Mówiąc do dzieci, mówi się bardzo dużo do ich matek i ojców. Dodatkowo po nauce dla dzieci zawsze kieruję kilka zdań do dorosłych. Jak zadaję prace domową, to rodzice czują się za nią odpowiedzialni, bo takie maluchy o pewnych rzeczach pamiętać nie będą – wyjaśnia ks. Paweł.

    To bardzo ważny moment...

    Modlitwę powszechną spontanicznie „obstawiają” przedszkolaki. Kilka powtarzających się intencji: za brata czy siostrę, za zdrowie babci i dziadka. I nagle pada: „Żeby się rodzice więcej nie kłócili”. – O tak, za to módlmy się podwójnie – podchwytuje ks. Paweł, a mama i tata chłopca zapewne purpurowieją w ławce. W czasie Przeistoczenia kapłan próbuje skupić uwagę przedszkolaków na najważniejszym. – To bardzo ważny moment. Uklęknijcie, złóżcie ręce do modlitwy i patrzcie na ołtarz – zachęca. Nie wszyscy zrozumieli, co trzeba robić i po co, ale za przykładem innych przez chwilę wyciszają się. Duszpasterstwo przedszkolaków nie zamyka się tylko we Mszy św. dla najmłodszych. Są weekendowe ogniska za miastem, wyjazdy całodzienne na wieś, mecze piłki nożnej rodziców, koncerty profesjonalnych zespołów, teatrzyki okolicznościowe czy wspólne śpiewanie skocznych piosenek patriotycznych. Odbywają się też chrzty. – Widzę, jak dzieci wzrastają. Można powiedzieć, że niektóre znam jeszcze z czasów, gdy były u mamy w brzuchu, a teraz chodzą do szkoły i uczestniczą we Mszy św. dla dzieci. Czasami przy rodzeństwie wracają i bardzo się angażują w pomoc na rzecz młodszych – wyjaśnia s. Ewa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół