• facebook
  • rss
  • Jakby się kwiaty sypały

    Agnieszka Kurek-Zajączkowska

    |

    Gość Warszawski 24/2014

    dodane 12.06.2014 00:00

    – Modlitwa wszędzie jest ważna, ale tu nabiera szczególnego znaczenia – wyjaśnia ks. Zbigniew Suchecki.


    Po wieczornej Mszy św. w warszawskiej archikatedrze światła gasną. Kilka osób zapala świeczki przy ołtarzu i ustawia kwiaty. Przygotowują się na przyjście
Oblubieńca. Za chwilę, jak co mie
siąc od 6 lat, niezwykła adora
cja.


    Tu bije źródło


    Czterogłosowy zespół zaczyna nucić kanon. Animatorka wypowiada serię podziękowań: za katedrę, za kanonizację papieży, za możliwość zebrania się na uwielbieniu. Członkowie grupy modlitewnej ANIMA po kolei wypowiadają własne dziękczynienie. Niespodziewanie mikrofon trafia do klęczącej w ławce dziewczyny. „Dziękuję, że tutaj jesteś z nami, Panie. Dziękuję, że mogliśmy tu przyjść. Proszę, byśmy mogli przyjąć Twą łaskę, bo dzięki niej możemy żyć. Bądź uwielbiony, Panie”. Intonowane pieśni i pogłos w katedrze tworzą niezapomniany efekt. – Modlitwa spontaniczna, śpiew wyciszający, słowo Boże z refleksyjnym komentarzem kapłana, rozważania prymasa Wyszyńskiego, prośba o Jego beatyfikację, Apel Jasnogórski, a wszystko przeplatane ciszą. To klucz katedralnych adoracji. Jest także miejsce na ożywczą spontaniczność. Zawsze szykujemy zestaw pieśni wpisujący się w dany okres liturgiczny i sztandarową pieśń „Anima Christi” Marco Frisina – wymienia jednym tchem Ewa Gnatkowska, założycielka ANIM-y.
Grupa działa od 2007 r. Z potrzeby serca omadlają katedrę i wstawiają się indywidualnie za kapłanami. – To jest inicjatywa świeckich. Adoracja w intencji księży i powołań jest owocem ogłoszonego przez Benedykta XVI Roku Kapłańskiego. Modlitwa wszędzie jest ważna, ale tu nabiera szczególnego znaczenia, bo katedra jest matką kościołów – wyjaśnia ks. Zbigniew Suchecki, opiekun ANIM-y.


    Otrzymaliśmy dar


    Adorację prowadzi ok. 10 osób. Kilkoro to artyści z Chóru Archikatedry Warszawskiej. Modląc się za kapłanów, sami otrzymują wiele łask. Początkowo spotykali się w kaplicy literackiej, gdzie znajdują się relikwie św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Szybko okazała się zbyt mała. – Podczas kolędy słyszę, że mieszkańcy bardzo sobie cenią tę inicjatywę. Także to, że nie jest to cisza zupełna, tylko przeplatana animacją. Ale latem, gdy jest dużo więcej turystów i pielgrzymów, bywa, że przychodzą osoby spoza parafii i na koniec dziękują. Dostrzegają żywy Kościół – mówi ks. Suchecki.
„Animowcy” modlą się także w powierzonych intencjach. Owocem adoracji jest posługa dla chorych. – Pan Jezus prowadzi nas po zaskakujących ścieżkach. Moja ciocia po udarze, w stanie agonalnym przebywała w ośrodku opiekuńczym. Straciła słuch i wszelką możliwość komunikacji. Podczas odwiedzin, chcąc wyrazić swoją miłość i bliskość, śpiewałam jej. Postęp rehabilitacji był bardzo przyśpieszony i lekarze dziwili się osiągniętym efektem. Pracownicy ośrodka prosili, bym chodziła także do innych hospitalizowanych. I tym sposobem jako grupa otrzymaliśmy dar posługi dla chorych. Śpiewamy w hospicjum przy ul. Bednarskiej i szpitalach, nawet na oddziałach położniczych. Idziemy z dobrą nowiną do chorych, ich bliskich i personelu medycznego. Lekarze mówią, że śpiewamy tak, jakby się za nami kwiaty sypały – mówi Ewa Gnatkowska, planując w przyszłości wraz ze scholami, chórkami i wspólnotami z Warszawy posługę w więzieniach.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół