• facebook
  • rss
  • Jezu, miłosierdzia!

    Izabela Sikora

    |

    Gość Warszawski 34/2014

    dodane 21.08.2014 00:00

    Nieznane bohaterki. Okna drżały, ściana się kołysała. Szarytka w charaktery-stycznym białym kornecie z obrazkiem Pana Jezusa Miłosiernego robiła znak krzyża w kierunku sufitu, jakby chciała go podeprzeć. Za chwilę świst pikowania ustał i zrobiła się niesamowita cisza: dom szarytek nadal stał. Nie uderzyła ani jedna bomba.

    Setki warszawskich pogorzelców z węzełkami: chorych, krwawiących, przerażonych... Mimo wojny, mimo tej tragedii, wstrząsów, czuli, że są w domu zakonnym. Widok sióstr szarytek był kojący.

    Trudno uwierzyć

    W sierpniowy poranek przed klasztorną bramą wita wesoły świergot wróbli. Patrząc na zieleń lip, topoli i dostojny spokój starych murów, aż trudno uwierzyć, że  70 lat temu pociski artyleryjskie pruły niebo ze świstem, zabijając i niszcząc wszystko dookoła, a płomienie trawiły dachy budynków, zmuszając do ucieczki tych, którzy zostali. Po drugiej stronie ulicy przypomina o tym tablica zgrupowania „Krybar”. W klasztorze sióstr miłosierdzia św. Wincentego à Paulo, nazywanych szarytkami, pozostało trochę pamiątek. Ślady pocisków na murach, fotografie i relacje sióstr, które mieszkały wtedy w klasztorze. – Te relacje zostały spisane na życzenie prymasa Stefana Wyszyńskiego i opracowane na KUL-u – wyjaśnia s. Jadwiga Kisielewska, archiwistka zgromadzenia. Dom przy ul. Tamka 35 od początku powstania znajdował się w rękach powstańców. Na szczęście były wakacje, więc dzieci znajdujące się pod opieką sióstr szarytek spędzały czas, w majątku w Wólce Pęcherskiej. Powstańcy zamieszkali w budynku szkolnym. Na prośbę dowódców siostry zorganizowały też szpital dla rannych, który bardzo szybko został wykorzystany przez pacjentów pobliskiego Instytutu Oftalmicznego, znajdującego się za klasztornym murem na ul. Smolnej. Już 5 sierpnia Niemcy podpalili gmach instytutu, a chorzy i personel przez dziurę w ogrodowym murze przedostali się na teren klasztoru. Od początku powstania siostry miały więc pod opieką kilkudziesięciu chorych. Do tego w klasztorze oprócz broniących się powstańców przebywało kilkuset uciekinierów z okolicznych domów – brudnych, wystraszonych i głodnych, którzy także prosili o schronienie i pomoc. – Charyzmat zgromadzenia to pomoc najuboższym. Tych po wybuchu powstania były tysiące. Brakowało żywności przede wszystkim dla najmłodszych – mówi s. Jadwiga.

    Pod ostrzałem

    Szarytki miały sześć krów. Cały zapas mleka był przeznaczony dla dzieci, które dostawały początkowo po 200 ml, a potem już tylko po 100 ml. Po to mleko ustawiała się codziennie bardzo długa kolejka. Trochę starszym dzieciom wydawano zbierane z narażeniem życia jabłka i pomidory z klasztornego ogrodu. Najczęściej wybierała się do ogrodu s. Małgorzata Knapik z seminarzystkami. Pod osłoną nocy, gdy ostrzał był mniejszy, nakładały na głowę granatowy fartuch, żeby zasłonić rzucający się w oczy biały kornet. W ciągu pierwszych trzech tygodni walk dom poważniej nie ucierpiał. W miarę jak Niemcy opanowywali Powiśle, niebezpieczeństwo jednak rosło. Z pancernego pociągu ostrzeliwali zajęte przez powstańców budynki elektrowni i ubezpieczalni. Pod koniec sierpnia pod zmasowanym ostrzałem znalazły się klasztor i ogród klasztorny. Zginęły wtedy dwie siostry zakonne, pochowane na klasztornym wirydarzyku.

    Bóg ocalił

    4 września do klasztoru przybyli księża salezjanie z ul. Lipowej wraz z wychowankami, 40 chłopcami w wieku 10–15 lat. Pierwszą noc spędzili w budynku szkolnym, w który następnej nocy trafiła bomba. Na szczęście ks. Stefan Pruś wiedziony przeczuciem umieścił całą grupę w piwnicy pod głównym gmachem. Następnego dnia klasztor przeżył zmasowane naloty i bombardowanie. Wydawało się, że tym razem nikt nie ocaleje. Ksiądz Stefan Pruś opowiadał, że nie mogąc znieść okropnego hałasu i gwizdu pocisków, wybiegł z piwnicy i znalazł się na pustym korytarzu wokół wirydarza. Okna drżały, ściana się kołysała. Nagle zauważył siostrę szarytkę w charakterystycznym białym kornecie, s. Marię Sidor. W ręku trzymała obrazek Pana Jezusa Miłosiernego. Biegnąc przez korytarz, siostra robiła znak krzyża w kierunku sufitu, jakby chciała go podeprzeć i krzyczała nieprawdopodobnym głosem: „Jezu, miłosierdzia! Jezu, miłosierdzia!”. Za chwilę świst pikowania ustał i zrobiła się niesamowita cisza: dom nadal stał. Nie uderzyła ani jedna bomba.

    Zemsta za powstańców

    6 września Niemcy otoczyli klasztor i kontynuowali atak z powietrza. Powstańcy zdecydowali się na opuszczenie placówki. Wywieszono białą flagę. Po raz kolejny siostry szarytki stanęły w obronie najsłabszych, chorych i rannych mieszkańców Powiśla. Główną bronią była powszechna modlitwa. Siostra wizytatorka Eufemia Kakowska powtarzała bez wytchnienia: „O Maryjo Niepokalana, niebieska strażniczko nasza, opiekuj się nami!” „O, Jezu, Jezu pozostań z nami i miej nas zawsze przy sobie!”. Chwilę przed wkroczeniem Niemców udało się jeszcze uratować s. Weronikę Matusiak, której ubranie zapaliło się od pocisku. Kilka sióstr w pośpiechu usuwało ślady po powstańcach, zbierając granaty i butelki z benzyną. Niemcy rozbiegli się po korytarzach i piwnicach. Wśród chorych znaleźli dwóch rannych powstańców, których natychmiast rozstrzelali. Kiedy wydawało się, że jest szansa uratowania klasztoru, Niemcy znaleźli paczkę z mundurem i powstańczymi opaskami. Wpadli w szał. Wypędzili 27 seminarzystek i 33 siostry „kornetowe” oraz prawie wszystkich pracowników świeckich zakładu. Pozostawili ciężko chorych, staruszki oraz grupę sióstr „kornetowych”, których nie zauważyli w zakamarkach kompleksu budynku, wśród nich wychowawczynię s. Marię Sidor.

    Podpalacze

    Ledwo niemieckie oddziały szturmowe wyszły za bramę, pojawili się tzw. podpalacze z miotaczami ognia. Weszli do zakładu dla dzieci i zeszli do piwnic, w których były zgromadzone bielizna pościelowa, ubrania i obuwie dzieci. Siostra Maria stanęła w obronie sierocego dobra: tłumaczyła, wymyślała... Wreszcie chwyciła jednego z Niemców i zaczęła nim potrząsać, domagając się, żeby cała ekipa „podpalaczy” pomogła jej przenieść tobołki w bezpieczne miejsce, wywołując takie zdumienie, że ulotnili się, pozostawiając budynek dzieci w spokoju. Wychodząc, podpalili jednak budynek pracowników, kapelankę i budynek szkolny, w którym ogień strawił całe 1. piętro. Dyżurujące przy płonącej szkole siostry pilnowały, by ogień nie przeniósł się na inne budynki. Dom centralny nadal funkcjonował. Pochowano zabitych w trakcie ataku, odprawiano Msze św., odbywały się spowiedzi. Siostra wizytatorka Eufemia Kakowska postanowiła trwać na posterunku i nie opuszczać znajdujących się w domu chorych i rannych. Każdego dnia przy zrujnowanej furcie pojawiali się własowcy rabujący resztki mienia i poszukujący młodych dziewcząt.

    Wody!

    Teren nadal był ostrzeliwany przez pociski zapalające. 17 września wybuch wywołał pożar budynku centralnego. Gdy w płomieniach stanął cały strych, zabrakło wody, przynoszonej z odległej pompy. Z płonącej kaplicy w ostatniej chwili wyniesiono Najświętszy Sakrament. Spłonęły refektarz, izba zgromadzenia i izba rekolekcyjna, z której w pośpiechu wynoszono chorych. Bohaterskie siostry i ich cywilni pomocnicy ratowali co się dało. „Przygasa już płomień. Pozostały tylko okopcone mury. (...) Zbolała siostra wizytatorka patrzy, jakby oczom nie wierząc, na to zniszczenie.(...) Dom centralny, w którym postanowiła zostać do końca, teraz prawie cały w gruzach i zniszczeniach. Ale dziękuje Bogu, że są jeszcze szczątki, że życie się w nich kołacze, że nikt się nie spalił... Tymczasem wracają do swej sali chorzy. Ociemniali idą sami z wyciągniętymi rękami... Ktoś się czołga, bo ma złamane obydwie nogi. Niektórzy upadają bezsilnie, więc mocniejsi biorą ich na nosze... Chorych jest tak wielu, że nie starcza łóżek, brak jest też miejsc na sali, więc leżą na noszach w kuchni i na korytarzu. Niektórzy leżą wprost na gołej ziemi i jęczą” – wspominała s. Maria Sidor. 26 września Niemcy wydali bezwzględny rozkaz opuszczenia domu. Wcześniej udało się ewakuować chorych. Towarzyszące im siostry miłosierdzia znalazły tymczasowe schronienie w Milanówku. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół