• facebook
  • rss
  • Dom Niewidomego Dziecka

    dodane 04.09.2014 00:00

    Jedyna taka placówka w Polsce działająca na Saskiej Kępie może przestać istnieć w obecnej postaci. Urzędnicy muszą szybko znaleźć wspólny język i sposób, jak pogodzić dobro najmłodszych ze sztywnymi przepisami.

    Dom dla niewidomych dzieci działa w stolicy od 30 lat. Podlega Towarzystwu Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Gdy do tej podwarszawskiej placówki kierowano coraz więcej dzieci w wieku przedszkolnym, które z powodu złożoności schorzeń nie nadawały się jeszcze do rozpoczęcia edukacji, powstał pomysł, żeby utworzyć dla nich specjalne miejsce. Trochę to trwało, zanim znalazł się odpowiedni budynek i tymczasowo przeznaczono na ten cel przedwojenny dom na Saskiej Kępie. Organizacją placówki zajęła się Cecylia Czartoryska, wychowawczyni z internatu w Laskach.


    Początek kłopotów


    Problemy dla placówki zaczęły się tuż przed wakacjami. Wojewoda mazowiecki zwrócił uwagę, że dom działa nielegalnie, bo nie ma wymaganych zezwoleń. Wojewoda miał również zastrzeżenia co do stanu technicznego budynku. Warto podkreślić, że zarządcą budynku jest miasto. Jego pierwotny właściciel Kazimierz Sztajer deklarował przekazanie nieruchomości niewidomym. Przed śmiercią nie zdążył jednak przygotować testamentu. A nieruchomość przejął Skarb Państwa. Niedawno wygasła 28-letnia dzierżawa, na mocy której Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach mogło korzystać z budynku. Żeby uporządkować ten stan rzeczy, towarzystwo złożyło w sądzie wniosek o zasiedzenie.
Rzeczniczka wojewody Ivetta Biały zapewnia, że jego intencją nie jest likwidacja placówki, a jedynie uporządkowanie prawne. – Chodzi o to, by dostosować ten dom do europejskich standardów. To nie muszą być warunki superluksusowe – tłumaczy rzeczniczka wojewody.
Władysław Gołąb, prezes Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach, podkreśla, że zapewnienie warunków wskazanych przez wojewodę nie jest takie proste. Samo towarzystwo może to przerosnąć. Zapowiada, że kierowana przez niego instytucja zrobi wszystko, żeby poprawić elementy wskazane przez wojewodę. Mówi też, że nie każde zmiany są dobre dla dzieci. – Mają one przygotować się do życia w normalnych warunkach. Uczą się więc także zmagania ze schodami. W ich przypadku proponowana winda nie musi być koniecznością, są ważniejsze rzeczy – wyjaśnia Władysław Gołąb.


    Co zrobi miasto?


    Obecnie w domu na Saskiej Kępie przebywa dziewięcioro niewidomych dzieci. Większość z dodatkowymi dysfunkcjami. Pytanie, czy przenosiny w inne miejsce w Warszawie, co proponowały władze stolicy, czy tym bardziej wyjazd do jakiegoś innego domu w Polsce jest dla nich najlepszym rozwiązaniem. Dzieci nazywają siebie rodziną. – Staramy się, by to miejsce było dla nich domem. Potrzeba im nie tylko dobrego sprzętu, ale przede wszystkim miłości, stabilności i ciepła – mówi kierownik domu Elżbieta Bochnak. A Władysław Gołąb dodaje, że placówka z Saskiej Kępy ma osiągnięcia w pomaganiu dzieciom niewidomym. – Niektóre z nich były bez żadnego kontaktu wzrokowego czy werbalnego. Po roku pracy z nimi było już widać efekty. Wracały do sprawności, niektóre kończyły szkołę średnią – mówił.
Mali mieszkańcy domu przy ul. Obrońców mają zostać rozdzieleni. Czwórka z nich wkrótce ma trafić do Rabki w powiecie nowotarskim. Pozostałe, te, które już uczą się w Laskach, zostaną w willi na Saskiej Kępie lub w internacie. Ma to być tymczasowe rozwiązanie, dopóki nie zostaną uregulowane kwestie własnościowe. Trudno jednak przewidzieć, jak te sprawy będą przebiegać dalej i czy towarzystwo z Lasek przejmie budynek na własność.
Mieszkańcy dzielnicy zebrali ponad 2 tys. podpisów pod petycją do prezydenta Polski, wojewody mazowieckiego i prezydent Warszawy. „Nie zgadzamy się na eksmisję dzieci, likwidację domu pod tym adresem” – piszą w niej. Domagają się podjęcia przez władze działań, które pomogą w utrzymaniu placówki w dotychczasowej formie. Sprawie przygląda się również Biuro Rzecznika Praw Dziecka. Będzie to robić, dopóki sprawa zawiłości związanych z Domem Niewidomego Dziecka nie zostanie wyjaśniona.
Przez 30 lat działalności placówka dała wiele dowodów na to, że jest potrzebnym miejscem. Narzuca się pytanie, jak to się stało, że przez tak długi czas żaden urząd nie zgłaszał poważniejszych zastrzeżeń, a towarzystwo z Lasek nie dbało o uregulowanie tej trudnej sytuacji. Jednak na razie pilniejsze niż odpowiedź na to pytanie jest znalezienie porozumienia między władzami miasta, wojewodą mazowieckiem i Towarzystwem Opieki nad Ociemniałymi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół