• facebook
  • rss
  • Grać czy nie grać


    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 36/2014

    dodane 04.09.2014 00:00

    Gdy konflikt zawisł w powietrzu, zespół teatralny przestał być monolitem. Pojawiło się pytanie, czy wychodzić na scenę. I argumenty, 
które pokazały studium różnych charakterów.

    Okazuje się, że komedia może zawierać istotne przesłanie. Może wówczas nabierać charakteru publicystyki, co publiczności nie tylko nie musi przeszkadzać, ale wręcz może ją wciągać do poważnej dyskusji. Tak jest w przypadku wystawionej w OCH-Teatrze sztuki francuskiego autora Frederica Sabrou „Uwaga... publiczność”.
Kilku entuzjastów, jak to i u nas bywa, powołuje do życia teatr, mając nadzieję, że ciekawy repertuar i artystyczny zamysł przyciągną publiczność.

    Niestety, ze sponsorami jest gorzej. Grają więc najczęściej do pustej sali, czekając na lepsze czasy. Nieoczekiwanie któregoś wieczoru sala wypełnia się szczelnie widzami. Nikt nie wie, o co chodzi. Radość szybko zamienia się w szok. Okazuje się, że zgromadzeni w teatrze widzowie to członkowie partii politycznej o skrajnych poglądach. Nieważne, jakie partia ma barwy. Aktorów oburza fakt, że bez uzgodnienia z zespołem politycy zawłaszczyli sobie tytuł i wymowę sztuki. Zaczynają się nerwy i dylemat: grać czy nie grać. Odwołanie przedstawienia wiąże się z kosztami. Aktorzy klepią biedę, ale odzywa się w nich poczucie godności i świadomość misji. „Nie możemy się sprzedać dla paru groszy, zwłaszcza gdy te grosze nie są takie marne” – argumentują jedni. Inni uważają, że powinnością aktora jest grać, niezależnie od okoliczności.
Jak wybrnąć z sytuacji? Niezależnie od zacietrzewienia, w jakie popadają na co dzień przyjaźniący się ze sobą aktorzy, pojawiają się dylematy moralne. Problem wolności sztuki, solidarności zespołowej, pojęcie zapomnianego toposu artysty. To bardzo bliskie temu, co się na co dzień dzieje w środowisku artystycznym. Śmiejemy się więc, ale i czekamy w napięciu, jak zakończy się ta sytuacja.
Odbiór spektaklu i jego wydźwięk ułatwiają dobrze dobrani aktorzy. Na wysokości zadania stanęli świadoma poczucia misji Marta Kurzak i Szymon Kuśmider jako reżyser zespołu. Do tego świetni w komediowej konwencji Otar Saralidze i Andrzej Pieczyński oraz Maria Seweryn, zaangażowana emocjonalnie w konflikt zespołu, pewnie tak, jakby się angażowała w podobne sytuacje we własnym teatrze. Reżyser Edward Wojtaszek doskonale balansował między żartem a powagą, udanie przenosząc ducha francuskiej sztuki w realia polskie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół