• facebook
  • rss
  • Ogień, smutek i łzy

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 39/2014

    dodane 25.09.2014 00:00

    Flamenco to mowa ciała, przekaz emocji, dramat, który przekazuje się gestem i ruchem.

    Grany plenerowo w czasie wakacji, rozgrzeje publiczność także podczas jesiennej lub zimowej aury. W repertuarze Teatru Polonia nie można przeoczyć, granego z rzadka pod dachem, porywającego gorącymi rytmami przedstawienia „Flamenco namiętnie”. Na estradzie dwie artystki i dwóch muzyków. To za ich sprawą prześledzimy historię gorącego, a krótkotrwałego romansu. Właściwie banał. Poznali się, pokochali, ale los ich szybko rozdzielił. On miał żonę, od której nie mógł lub nie chciał odejść. Pozostaje cierpienie, tęsknota wyrażona bez słów, za to pełnym ekspresji językiem ciała. Każdym gestem, drgnieniem, grymasem, skłonem głowy wyczuwamy radość, a potem rozpacz tego, co się spełnić miało, a co się nie spełniło i nigdy nie spełni.

    Scenę wypełnia bez reszty mistrzyni tańca flamenco, Anna Iberszer, absolwentka Akademii Muzycznej, choreograf, od dwunastu lat na scenie w Europie, USA, Argentynie, a także na wielu polskich scenach. Cała gruntowna edukacja nie zdałaby się na nic, gdyby nie wcieliła się bez reszty w ducha flamenco, w coś, co nie jest do końca przetłumaczalne, a co Hiszpanie nazywają duende. Bo flamenco to coś więcej niż taniec, to — jak mówią jego wyznawcy – ogień, smutek, łzy, to sposób życia i odczuwania świata. Dlatego też publiczność wodzi wzrokiem za Anną jak zaczarowana. Nazwa „flamenco”, jak chcą niektórzy, wywodzi się od słowa flamma – ogień, a jak utrzymują inni, od ptaka flaminga zwanego po hiszpańsku właśnie flamenco. Na scenie jest jeszcze druga artystka, Magda Navarrete, jedyna śpiewaczka flamenco w Polsce, która komentuje uczucia Anny.

    Liderka zespołu „Noche do boleros”, na scenie od dziewiątego roku życia. Obie doskonalące swoje rzemiosło w Sewilli i w Buenos Aires łączą elementy tanga argentyńskiego, kubańskiego bolero i rumby. Anna ze stanem swoich emocji zestraja imponujące kostiumy: suknia zielona, kolor nadziei, czerwień – namiętność, by zamknąć swój dramat kolorem czerni.A wszystko to muzycznie oprawia Andrzej Lewocki, który gra jak najprawdziwszy andaluzyjski Cygan. Ten spektakl uświadamia nam, dlaczego taką popularnością cieszą się lekcje latynoskiego tańca, na które z pasją chodzą młode dziewczęta, gospodynie domowe, zapracowane urzędniczki, zaniedbujące obowiązki domowe matki. Bo wracają naładowane energią i chęcią do życia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół