• facebook
  • rss
  • Jednak nie podpalili

    Mariusz Majewski

    dodane 14.12.2014 12:10

    Marsz 13 grudnia trudno deprecjonować jako oszołomski i "pisowski", bo taki nie był. Ale trudno też mieć nadzieję, że to obywatelskie poruszenie, które raz-dwa zmieni Polskę.

    Mainstreamowe media powtarzały, że sobotni marsz będzie kryterium ulicznym PiS. Jeśli przyjąć taką optykę, to największa partia opozycyjna może czuć się wygrana. Chociaż pewnie nie była to najliczniejsza z demonstracji, jakie w ostatnich latach maszerowały ulicami stolicy, to wzięło w niej udział mnóstwo ludzi, których należy liczyć w dziesiątkach tysięcy. Bardzo dużo miało biało-czerwone flagi i róże w takich samych kolorach. Nie było burd i obraźliwych haseł.

    Przekrój wiekowy był różny. To nie były wyłącznie „mohery”. Rozmawiałem z młodymi małżeństwami z dziećmi, widziałem grupki licealistów. Swoją reprezentację mieli studenci. Gdy pytałem o motywację, najczęściej słyszałem, że przyszli na marsz w proteście przeciwko nieprawidłowościom podczas wyborów samorządowych, a także żeby uczcić ofiary stanu wojennego.

    Nie wiem, czy wybory zostały ordynarnie i cynicznie sfałszowane. Jak na razie, nie ma na to twardych dowodów. Ale też nie trzeba ich mieć, by zwracać uwagę na całą masę dziwnych sytuacji podczas nich, których skala przekroczyła margines błędów w normalnym państwie w XXI w., co pozwala już stawiać pytanie o ich rzetelność. Dlatego mam wielki szacunek dla tych kilkudziesięciu tysięcy ludzi, którzy mogli narzekać na Polskę, nie wychodząc przy tym z domu. Idąc ulicami Warszawy, dali jednak jasny sygnał, że chcą uczestniczyć w życiu publicznym. Chcą mieć wpływ na wybieranie władzy, a potem patrzeć jej na ręce. Tylko tyle i aż tyle.

    Nie boję się tłumów, które wychodzą na ulicę. Bardziej obawiam się władzy, która przymyka oczy na ewidentne nieprawidłowości wyborcze, a inaczej myślących spycha w narożnik „odmętów szaleństwa”, nazywając podpalaczami Polski.

    Frekwencja i spokojny przebieg demonstracji pokazały, że organizatorzy marszu mają potencjał, aby mobilizować Polaków. Biorąc to wszystko pod uwagę, na miejscu liderów opozycji i organizatorów marszu nie popadałbym jednak w bezkrytyczny zachwyt. Sprawa w tym przypadku wygląda podobnie, jak z wyborami. Można wygrać i przegrać jednocześnie. Wygrała frekwencja, przegrał przekaz dla młodych. Podczas końcowych przemówień można było usnąć z nudów. Z całym szacunkiem dla ludzi, którzy je wygłaszali, a których zasług dla Polski nie śmiałbym podważać. Jeden przedstawiciel młodego pokolenia, znany raper Tadek Polkowski, i to puszczony z głośników, a nie na żywo, jeszcze wiosny nie czyni.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Piotr_Adamczyk
      14.12.2014 20:06
      Demonstrować dziś już każdy może, jeden mądrzej, drugi gorzej.
      Pozostaje jednak fakt, że była to demonstracja dla poparcia kłamstwa.

      Pan Majewski narzeka jedynie że "podczas końcowych przemówień można było usnąć z nudów".

      Cóż, kto śpi, nie grzeszy. Obyśmy się nie obudzili w państwie Kaczyńskiego, z ręką w nocniku.

      Wtedy, nie daj Boże, pan Majewski zrozumie, co to znaczy inwigilacja dziennikarzy.
    • Scott
      14.12.2014 22:10
      To co się stało to kolejny krok na przód. Spokojny ale i zdecydowany. I właśnie takimi krokami polska prawica kreowana na kołchozo-skansen, powoli ale ustawicznie zdobywa poparcie w Narodzie. Odbuduje Polskę silną, Polskę na wartościach. To będzie nasze zwycięstwo, nas wszystkich.

      Bo dzieją się rzeczy których komentować się nie da:

      http://media.wpolityce.pl/cache/13/24/1324ca73ae55dfcdb9fd4c8f5202fb07.jpg
    • Fryderyk
      15.12.2014 20:48
      Młodzieńcze Mariuszu Majewski. Nie wiem jak długo jesteś w dziennikarskim fachu, ale z tego co piszesz widzę, że niedługo. Jeżeli chcesz wydawać wyroki à la prezes Jarosław Kaczyński to powinieneś sobie poszukać innego zajęcia na tym bożym świecie. Obrażasz bowiem tysiące członków obwodowych komisji wyborczych, którzy w znakomitej większości są uczciwymi ludźmi. Jeżeli chciałeś redaktorze napisać solidny artykuł o wyborach to powinieneś wpierw zorganizować sobie spotkanie z najbliższym terytorialnie dyrektorem delegatury Państwowej Komisji Wyborczej i porozmawiać z nim czym te wybory różniły się w zasadzie od innych organizowanych w wolnej Polsce. Odpowiem nie różniły się niczym. Jeżeli bowiem zostały sfałszowane jak twierdzi brat Lecha Kaczyńskiego to wszystkie inne wybory po 1989 roku również zostały sfałszowane. Nie jestem zwolennikiem polskich partii politycznych, bo wszystkie są marnej konduity, ale od czasu kiedy popełniłem błąd głosując na Lecha Kaczyńskiego nie głosuję za kimś kto ma cokolwiek wspólnego z Kaczyńskimi. Prezydent Lech Wałęsa wystawił im kiedyś właściwe świadectwo.
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół