• facebook
  • rss
  • Pomnik cara

    Piotr Otrębski

    dodane 08.01.2015 18:05

    Czy aby na pewno Aleksander święty? Warszawski kościół otrzymał patrona na cześć cara. W tym czasie także plac nosił imię św. Aleksandra. Tak stolica czciła swojego króla.

    Aleksander miał krew na rękach… I to, jak wiele na to wskazuje, krew własnego ojca. Paweł I objął tron po śmierci Katarzyny zwanej Wielką. Rządził krótko. Padł ofiarą spisku. Uduszono go w jego własnej sypialni. Aleksander wiedział o planowanym zamachu – wkrótce sam został carem.

    Kiedy, jak mówił Napoleon na kartach „Wysp Bezludnych” Waldemara Łysiaka, na Kongresie Wiedeńskim ukuto Europie nowe kraty, car stał się królem, władcą Królestwa Polskiego. Warszawa stała się stolicą wasalnego względem Rosji bytu polityczno-terytorialnego.

    Jeszcze w 1815 r. Aleksander przyjechał nad Wisłę. Witany był z honorami przez ówczesnych dygnitarzy i z entuzjazmem przez znaczną część warszawiaków. Wiedział jak zyskać sympatię – paradował w polskim mundurze. Nie przyjął kluczy do miasta od prezydenta Warszawy Stanisława Węgrzeckiego. Wymowny gest skomentował: „nie przyjechałem do Polski jako jej zdobywca, ale jako opiekun i przyjaciel”.

    W 1815 r. na dzisiejszym placu Trzech Krzyży wystawiono na cześć Aleksandra bramę tryumfalną. Jednocześnie trwała zbiórka pieniędzy na trwały pomnik ku czci petersburskiego jaśnie pana. Pierwotna brama – utrwalona przez ikonografię – była efektowna, ale wykonana z nietrwałych materiałów. W przyszłości miała zastąpić ją podobna konstrukcji – mocna i wieczna. Sprzeciwił się temu sam Aleksander, który zebrane środki kazał przeznaczyć na budowę... kościoła katolickiego! To był gest! Do pracy wziął się Chrystian Aigner, który szukając inspiracji w Rzymie dokonał parafrazy słynnego Panteonu. Tylko skala była inna. Patronem kościoła i placu został – jakże by inaczej – św. Aleksander. Zresztą, projekt Aigner miał już niemal gotowy – kilkanaście lat wcześniej budował kościół w Puławach – musiał zatem dokonać tylko drobnych korekt.

    Pod koniec XIX wieku okazało się, że aignerowska budowla nie wytrzymuje próby czasu – a raczej próby wiary parafian. Kościół okazał się po prostu zbyt mały. Nad papierami pochylił się tym razem doświadczony w dziedzinie sakralnej architekt Józef Pius Dziekoński. Pierwotny kościół znacznie rozbudował, wywyższając jego kopułę i dodając dwie wieże flankujące portyk.

    Taki obraz świątyni utrwalił się w pamięci późniejszych pokoleń – towarzyszył Warszawie do wybuchu II wojny. Został niemal doszczętnie zniszczony przez Niemców. 

    Nowe władze, lubujące się neoklasycystycznych formach XVIII i pierwszej połowy XIX wieku zdecydowały o odtworzeniu budowli pierwotnej. Projekt Aignera, wprowadzając drobne zmiany, powtórzył architekt Stanisław Marzyński.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół