• facebook
  • rss
  • Kolejka do serca

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    Gość Warszawski 06/2015

    dodane 05.02.2015 00:00

    Ponad 30 lat zbierania i 8 budowania, żeby pociągi mknęły po 160-metrowych torach makiety w skali HO.

    Dwunastometrową makietę, zbudowaną przez warszawskiego inżyniera budowy samochodów i emerytowanego pracownika handlu zagranicznego Janusza Cyndeckiego, można właśnie oglądać w Muzeum Kolejnictwa. Już po raz drugi. W ubiegłym roku cieszyła się tak dużą popularnością, że Muzeum postanowiło zaprezentować ją powtórnie. – W latach 40., kiedy mieszkaliśmy na ziemiach odzyskanych, jako dziecko zazdrościłem kolegom, którzy bawili się poniemieckimi kolejkami – mówi Janusz Cyndecki. – To uczucie we mnie narastało aż do czwartego roku studiów na politechnice. Wtedy na Marszałkowskiej, w Centralnej Składnicy Harcerskiej, pojawiły się pierwsze kolejki PIKO. Studiowałem i pracowałem, więc już było mnie stać na kupowanie składów.

    Najpierw budowałem małe modele, potem coraz większe – wyjaśnia. Do teraz kompletowanie kolejek, budowa makiet to kosztowna i ucząca wytrwałości pasja. Niektórych ich elementów miesiącami szuka się w specjalistycznych sklepach i na kolekcjonerskich giełdach. Zdobywanie materiału to jedna trudność, drugą – nie mniej pracochłonną – jest jego obrabianie, dopasowywanie, wkomponowywanie w całą makietę. Potem jeszcze trzeba ukryć kilometry kabli oświetlających i uruchamiających różne elementy modelu. W przypadku tego prezentowanego w Muzeum Kolejnictwa pociągi, stacja, miasteczko przenoszą oglądających na południe Niemiec, w lata 1910–1930. Wszystkie elementy, od budynków zaczynając, a skończywszy na szczegółach ubioru miniaturowych ludzików, muszą pasować do epoki. Nawet firanki w oknach domów, które wkleja się zaraz po „wprawieniu” szyb. Pod szkłami powiększającymi powstają postacie – z dziesiątków milimetrowych tułowi, rąk, nóg, głów, ustawionych w różnych pozach. Ponieważ za 15 pomalowanych ludzików można kupić sto niepomalowanych, kolekcjonerzy pędzelkami cienkimi niczym włos, malują szczegóły twarzy i całe postacie. – Na mojej makiecie panowie akurat budują drogę, a pomaga im w tym walec parowy – maszyna już dzisiaj nieużywana. Można też zobaczyć kolej wąskotorową i pociąg sanitarny z czasów I wojny światowej – wylicza autor makiety. Trudno nawet zliczyć, ile kosztowała budowa makiety, po której na trzech poziomach torów jeździ sześć składów kolejowych. Dla konstruktora liczy się przede wszystkim włożone w nią serce… – Szkoda tylko, że nie mam następców. Wnuki wolą siedzieć przy komputerach… – wzdycha pan Janusz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół