• facebook
  • rss
  • Don Juan, czyli kto?

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 14/2015

    dodane 01.04.2015 00:00

    Mix Moliera z Bergmanem stanowi zaskakujące, ale klarowne przedstawienie.

    Ponieważ teatr należy niewątpliwie do rozrywek umysłowych, niektórzy twórcy proponują widzom intelektualne łamigłówki. Do takich należy spektakl „Don Juan” na scenie „Przodownik” należącej do Teatru Dramatycznego, w którym skojarzone zostały dwie materie: sztuka Moliera pod owym tytułem i scenariusze filmowe Ingmara Bergmana.

    Nie trzeba się długo zastanawiać, by odkryć powinowactwa: zarówno bohater „Don Juana”, jak i bohaterowie filmów szwedzkiego reżysera uwikłani byli w wieczny głód doznań. Nie zawsze były to doznania szlachetnego rodzaju. Niewolnicy uciech cielesnych, ale też i wiecznego głodu jawią się nam jako ofiary niespełnienia.

    Byłaby to zresztą w przypadku Don Juana ocena zbyt łagodna. Narcyz, który sprawdza siłę swego uroku, ale też cynik odrzucający wszelkie świętości. Prowokujący Boga z nadzieją, że zostanie przez niego pokonany, a może tylko przekonany. Anarchista i skandalista. A przecież wie, że wcześniej czy później przyjdzie mu stanąć twarzą w twarz ze Śmiercią.

    A bohaterowie Bergmana? Na ile prowokatorzy, na ile złaknieni sacrum, które ignorują w swoim życiu? Pewne, że – jak bohater Moliera – niezdolni do wierności, wiecznie nienasyceni, opętani przez zmysły. Szukają metafizycznego ładu bez nadziei i wiary w jego istnienie. Więc czy jednocześnie nieszczęśni? Libertyni i bluźniercy, jak więc mamy im współczuć? A może jedynie neurotyczni, okaleczeni, niezdolni sami sobie pomóc?

    Metoda collage’u stosowana w Teatrze Malabar Hotel, z którym Teatr Dramatyczny od lat współpracuje, pozwala wprowadzić nowe środki inscenizacyjne. Sam Bergman zafascynowany był Don Juanem i realizował tę sztukę wielokrotnie, ale czy znalazł do niej klucz? Reżyser spektaklu Ewa Piotrowska wprowadza na scenę marionetki, ale nie są to tradycyjne lalki w dosłownym znaczeniu. Taką wielką Marionetą jest kreacja Ireny Jun w roli Śmierci, przerażająca i moralizatorska zarazem. Podwójna rola Marcina Bartnikowskiego Sganarela i Bergmana też stanowi rodzaj stylistycznej figury. Czy owe marionetki mogą stanowić sugestię, że oglądani przez nas bohaterowie są jak pociągane za sznurki swoich zmysłów bezwolne kukły? Przedstawienie jest interesujące, dynamiczne i dobrze odbierane przez publiczność. A więc to, co stanowi intelektualną zagadkę, prowadzi widza w stronę istotnego przesłania. A o to przecież w teatrze chodzi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół