• facebook
  • rss
  • Chcę zobaczyć Antka w niebie

    Jarosław Wróblewski

    |

    Gość Warszawski 15/2015

    dodane 09.04.2015 00:00

    Katarzyna i Mikołaj Jasińscy nigdy nie byli tak blisko Chrystusowego Krzyża, jak wówczas, gdy zmarł ich 10-letni syn.

    Ksiądz Michał Miecznik z parafii św. Jana Kantego na Żoliborzu właśnie rozdzielał ministranckie funkcje. Antkowi Jasińskiemu przypadła służba przy ołtarzu. To była ostatnia ministrancka zbiórka przed Triduum Paschalnym. Dla Antka ostatnia w życiu.

    Wypadek

    Był 15 kwietnia 2014 r., około 20.20. Antek wraz z dwa lata starszym bratem Tadziem i dwoma ministrantami przed wyjściem z kościoła przyklęknęli jeszcze przed Najświętszym Sakramentem. Antek powiedział wtedy: Pan Jezus patrzy na nas wszystkich. Pożegnali się przy z skrzyżowaniu ulic Krasińskiego i Broniewskiego. Bracia Jasińscy przebiegali przez pasy, spiesząc się na nadjeżdżający tramwaj. Antek biegł drugi. To w niego uderzył pędzący samochód. – Według biegłych kierowca jechał z prędkością ponad 90 km/h. Oni byli na pasach na zielonym świetle. Lekarz powiedział, że w momencie uderzenia nastąpiło zniszczenie pnia mózgu – mówi mama, Katarzyna Jasińska.

    Modlitwa o wskrzeszenie

    – Tadzik zadzwonił do nas z miejsca wypadku. Gdy się tam zjawiłam, Antek był już reanimowany. Nie pozwolono mi go zobaczyć – opowiada mama.

    Karetka zawiozła go do szpitala przy ul. Litewskiej. Ks. Michał Miecznik udzielił mu namaszczenia chorych i odpustu zupełnego na godzinę śmierci.

    – Modliłem się o cud: „Panie Jezu, jeśli wskrzesiłeś Łazarza, to możesz postawić na nogi Antka” – mówi ks. Michał, który rozsyłał znajomym SMS-y o modlitwę za chłopca.

    Żarliwie modlił się też ojciec.

    – Nie darowałbym sobie, gdybym Pana Boga nie poprosił o wskrzeszenie syna. Wierzyłem, że to jest możliwe – wspomina.

    Ze szpitala zadzwonili o 3.35, mówiąc, że Antoś zmarł przed pięcioma minutami.

    Rodzice ubłagali lekarza, aby ciała chłopca nie odwożono do kostnicy, by z Antkiem mogła pożegnać się trójka jego rodzeństwa.

    Triduum Paschalne

    W Wielki Czwartek i Wielki Piątek ojciec Antka służył przy ołtarzu. Czytał wówczas czytanie z Księgi Izajasza, z proroctwem o Jezusie jako Słudze Pańskim.

    – Pilnowałem się, żeby nie pęknąć, nie rozpłakać się. Nigdy nie byłem tak blisko Jezusowego krzyża. To było silne doświadczenie męki. Męki Maryi jako rodzica. To było wtedy doświadczenie tak bardzo własne – wspomina Mikołaj Jasiński.

    Podczas innej Eucharystii nie dawała mu spokoju myśli, żeby wyjść z kościoła, iść szybko do kostnicy, aby Antosia nakarmić i przykryć.

    – Podczas Przeistoczenia bardzo modliłem się, abym nie oszalał – wspomina.

    – Człowiek może przejść przez makabryczny czas nie dlatego, że sam przechodzi, ale że jest przeniesiony przez Pana Boga. Ja zostałam tak przeniesiona – dodaje matka Antka.

    Msza i pogrzeb

    – Gdy składaliśmy go do trumny w komży, to wiedziałem, że tam nie leży już mój syn, tylko jego ciało, które niosło go po ziemi – mówi Mikołaj.

    Na Mszę, którą koncelebrowało 12 kapłanów, przybyło mnóstwo ludzi.

    Jasińscy chcieli, aby liturgia nie była pogrzebowa, ale Wielkanocna.

    – Wiele osób mówiło, że ta Msza św. za Antka była najważniejszym wydarzeniem ich życia – wspomina Kasia.

    W Wielką Sobotę, kiedy święcili pokarmy, do rodziny Jasińskich podeszła kobieta. Powiedziała, żeby źle jej nie zrozumieć, ale chce podziękować za Antka. Powiedziała, że od dłuższego czasu modliła się o nawrócenie swojego dorosłego syna. Śmierć Antka spowodowała, że jej syn teraz klęczał w konfesjonale.

    – Miałam wtedy taką refleksję: Boże, czy ty aż takich rzeczy potrzebujesz, aby kogoś nawrócić? – pytała Katarzyna Jasińska.

    Postanowienie

    10-letni koledzy i koleżanki z klasy Antka, uczniowie IV a Szkoły Podstawowej nr 92 na Żoliborzu, zasadzili kasztanowiec jego imienia obok szkolnego boiska. Rodzina także stara się poradzić sobie ze stratą.

    – Staramy się spędzać jak najwięcej czasu razem, bardziej być dla siebie niż wcześniej – mówi tata Antka.

    Nie ukrywają przed dziećmi, że zadają Bogu trudne pytania, ale też od Niego nie odeszli. – Nie miałam wcześniej postanowienia, że wiem, dokąd idę. Teraz już wiem, że chcę zobaczyć Antka w niebie – mówi Kasia. I dodaje:

    – Mam wrażenie, że Antek już nie jest nasz. Mam taką potrzebę, żeby mówić ludziom o nim, że był świetnym chłopakiem, który nie wstydził się być ministrantem i przyznawać do Kościoła. Dawać o nim świadectwo.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół