• facebook
  • rss
  • Współcześni jaskiniowcy

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 29/2015

    dodane 16.07.2015 00:00

    Zabawny monolog małżeński to doskonała terapia. Bo kiedy oglądamy sytuacje żywcem wzięte z życia, wydają nam się nagle błahe i nieistotne.

    Podtytuł spektaklu „W obronie jaskiniowca”, który możemy obejrzeć w Teatrze Kamienica, brzmi: „Zwierzenia pantoflarza”. Zapewne mało kto wie, że ten monodram w wykonaniu Emiliana Kamińskiego grany jest w 150 miastach w 30 krajach na całym świecie. Teatr Kamienica wznowił to przedstawienie na usilne prośby publiczności, która albo nie zdążyła go obejrzeć, albo chciała raz jeszcze śmiać się z tych samych dowcipów, gagów, anegdot. Dzięki licencji Theatr Mogul z Islandii po raz kolejny możemy skonfrontować prawdziwość stereotypów, zapożyczonych z naszego dnia powszedniego, oczyścić się z agresji, jaką niekiedy bezzasadnie wywoływały nieistotne drobiazgi. Bo kiedy oglądamy sytuacje żywcem wzięte z naszego życia, kiedy słyszymy pełne zaciekłości słowa, tu wydają nam się nagle błahe i nieistotne. Można by więc powiedzieć, że ten zabawny monolog pełni wobec nas funkcję terapeutyczną.

    I nie musimy płacić za zwierzenia na kozetce. Temat stary jak samo życie – relacje damsko-męskie – pokazujący odwieczny konflikt płci. Temat, który dziś ubieramy w uczone definicje, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. Okazuje się wszakże, że wszystko to wzięło swój początek z… jaskini. Gdy mężczyzna wracał z maczetą, ale bez łupu, a kobieta nie uwarzyła na czas strawy – awantura była gotowa. Bo jak mówi Emilian Kamiński: „Pomimo całego rozwoju cywilizacji, lotów w kosmos, klonowania, coraz szybszych komputerów, rozwój uczuć i praw rządzących naturą człowieka nie następuje tak szybko, mimo że człowiek zamienił jaskinię na przytulne M4”. I tu też pobrzmiewają małżeńskie pretensje: Dlaczego nie wyrzuciłeś śmieci? Nie byłeś z psem na spacerze? Gdzie moje białe koszule?. Bywa i ostrzej, jak w spektaklu, „stary” i „głupi” to najłagodniejszy epitet. Można tak w nieskończoność, tylko po co? Na szczęście Emilian Kamiński ma wyraźnie do tych konfliktów dystans. Może dlatego, że jak ćwierkają wróble na mieście, tworzy ze swoja żoną znakomite stadło, na czym zyskują ich synowie. Konflikt więc, jaki prezentuje nam teatr, możemy spokojnie wziąć w nawias.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół