Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Księża przepraszają, kuria reaguje

Oświadczenie kurii archidiecezjalnej warszawskiej ws. Mszy za Bronisława Komorowskiego.

"Wczoraj Arcybiskup Warszawski spotkał się z ks. prałatem Aleksandrem Seniukiem. Ks. Seniuk zapewnił, że swoją wypowiedzią w żaden sposób nie chciał przeciwstawić się stanowisku wyrażonemu przez Episkopat Polski. Kard. Kazimierz Nycz przypomina wszystkim księżom Archidiecezji Warszawskiej o obowiązku strzeżenia przestrzeni sakralnej przed wszelkimi podejrzeniami o zaangażowanie polityczne" - czytamy w komunikacie prasowym kurii warszawskiej.

Spotkanie było wynikiem kontrowersyjnych słów wypowiedzianych przez ks. Seniuka podczas Mszy sprawowanej w miniony czwartek w intencji ustępującego prezydenta Bronisława Komorowskiego.

- W ostatnim czasie spotkało pana, panie prezydencie, wiele niesprawiedliwości, także bardzo podłych. I niestety były one wypowiadane przez ludzi, których nazywamy ludźmi Kościoła. Zostały przez nich samych wypowiedziane i innych, z ich błogosławieństwem. Słowa, które nigdy nie powinny się pojawić w ustach takich ludzi. Święte słowa miłość i miłosierdzie były poniewierane wśród słów nikczemnych. I nikt mnie nie przekona, że taki język może płynąć z serca przemienionego. Płynie z serca kamiennego - mówił ks. Seniuk.

- My, tzn. Andrzej Luter, Staszek Opiela, Kazik Sowa, i jeszcze inni, którzy mi zgłaszali z przykrością, że nie mogą przybyć (...), nie jesteśmy episcopoi (z gr. biskupi-PAP), my jesteśmy presbyteroi - kapłani (...) i czujemy odpowiedzialność za te niesprawiedliwości rzucane na pana (...).  Więc proszę przyjąć, panie prezydencie, pani Anno (...) i mówię to w imieniu, myślę, wielu kapłanów - przepraszamy was, prosimy o wybaczenie nam i także tym wszystkim, którzy nie wiedzą, co czynią - dodał.

Słowa księdza Seniuka zostały przez wielu ludzi odebrane jako wyraz politycznego zaangażowania koncelebransów oraz wyraz werbalnego buntu wobec swoich kościelnych przełożonych, a także stawianie w opozycji prezbiterów i biskupów.

Jak tłumaczył wczoraj na łamach "Gazety Wyborczej" ks. Kazimierz Sowa: w sformułowaniu "nie jesteśmy episkopoi (biskupami), my jesteśmy presbyteroi (kapłanami)" chodziło o to, żeby nikt z obecnych nie myślał, że ma do czynienia z wykładnią nauczania Kościoła, opinią wypowiadaną w imieniu Kościoła. Jesteśmy księżmi, którzy tak, a nie inaczej oceniają pewne zjawiska, dlatego tak się wypowiedzieliśmy.

« 1 »

Zobacz także

Reklama

  • AHAWA
    12.08.2015 09:00
    powinni stracić sakrę biskupią to po pierwsze po drugie powinni zostać zawieszeni w swojej kapłańskiej posłudze po trzecie powinni zacząć się zastanawiać nad zawieszeniem sobie u szyi kamienia młyńskiego ...
    doceń 0
  • Kopyrda
    12.08.2015 15:53
    Sprawa jest jasna. Kiedy ksieza i biskupi publicznie popieraja prawice i namawiaj do glosowania na nia, to po prostu korzystaja ze swoich praw obywatelskich. Natomiats kiedy krytykuja mieszanie sie w.w. ksiezy i bisukow do polityki, a takze sposob w jaki to robia - naruszaja przekraczaja granice sakralnej przestrzeni
    doceń 5
  • MacBlacker
    12.08.2015 16:33
    Wszystko wskazuje na to że ktoś się przeliczył, myślał że "posttępsckie" media wezmą go w ochronę, a nie dostrzegł że czasy się zmieniły i dla łżelit Komorowski przestał się liczyć, tym bardziej jego obrońcy...
    doceń 2
  • Utu
    12.08.2015 20:44
    Nie presbyteroi, a politici.
    doceń 0

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy