• facebook
  • rss
  • Księża przepraszają, kuria reaguje

    wt /archidiecezja.warszawa.pl

    dodane 11.08.2015 12:17

    Oświadczenie kurii archidiecezjalnej warszawskiej ws. Mszy za Bronisława Komorowskiego.

    "Wczoraj Arcybiskup Warszawski spotkał się z ks. prałatem Aleksandrem Seniukiem. Ks. Seniuk zapewnił, że swoją wypowiedzią w żaden sposób nie chciał przeciwstawić się stanowisku wyrażonemu przez Episkopat Polski. Kard. Kazimierz Nycz przypomina wszystkim księżom Archidiecezji Warszawskiej o obowiązku strzeżenia przestrzeni sakralnej przed wszelkimi podejrzeniami o zaangażowanie polityczne" - czytamy w komunikacie prasowym kurii warszawskiej.

    Spotkanie było wynikiem kontrowersyjnych słów wypowiedzianych przez ks. Seniuka podczas Mszy sprawowanej w miniony czwartek w intencji ustępującego prezydenta Bronisława Komorowskiego.

    - W ostatnim czasie spotkało pana, panie prezydencie, wiele niesprawiedliwości, także bardzo podłych. I niestety były one wypowiadane przez ludzi, których nazywamy ludźmi Kościoła. Zostały przez nich samych wypowiedziane i innych, z ich błogosławieństwem. Słowa, które nigdy nie powinny się pojawić w ustach takich ludzi. Święte słowa miłość i miłosierdzie były poniewierane wśród słów nikczemnych. I nikt mnie nie przekona, że taki język może płynąć z serca przemienionego. Płynie z serca kamiennego - mówił ks. Seniuk.

    - My, tzn. Andrzej Luter, Staszek Opiela, Kazik Sowa, i jeszcze inni, którzy mi zgłaszali z przykrością, że nie mogą przybyć (...), nie jesteśmy episcopoi (z gr. biskupi-PAP), my jesteśmy presbyteroi - kapłani (...) i czujemy odpowiedzialność za te niesprawiedliwości rzucane na pana (...).  Więc proszę przyjąć, panie prezydencie, pani Anno (...) i mówię to w imieniu, myślę, wielu kapłanów - przepraszamy was, prosimy o wybaczenie nam i także tym wszystkim, którzy nie wiedzą, co czynią - dodał.

    Słowa księdza Seniuka zostały przez wielu ludzi odebrane jako wyraz politycznego zaangażowania koncelebransów oraz wyraz werbalnego buntu wobec swoich kościelnych przełożonych, a także stawianie w opozycji prezbiterów i biskupów.

    Jak tłumaczył wczoraj na łamach "Gazety Wyborczej" ks. Kazimierz Sowa: w sformułowaniu "nie jesteśmy episkopoi (biskupami), my jesteśmy presbyteroi (kapłanami)" chodziło o to, żeby nikt z obecnych nie myślał, że ma do czynienia z wykładnią nauczania Kościoła, opinią wypowiadaną w imieniu Kościoła. Jesteśmy księżmi, którzy tak, a nie inaczej oceniają pewne zjawiska, dlatego tak się wypowiedzieliśmy.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • AHAWA
      12.08.2015 09:00
      powinni stracić sakrę biskupią to po pierwsze po drugie powinni zostać zawieszeni w swojej kapłańskiej posłudze po trzecie powinni zacząć się zastanawiać nad zawieszeniem sobie u szyi kamienia młyńskiego ...
    • Kopyrda
      12.08.2015 15:53
      Sprawa jest jasna. Kiedy ksieza i biskupi publicznie popieraja prawice i namawiaj do glosowania na nia, to po prostu korzystaja ze swoich praw obywatelskich. Natomiats kiedy krytykuja mieszanie sie w.w. ksiezy i bisukow do polityki, a takze sposob w jaki to robia - naruszaja przekraczaja granice sakralnej przestrzeni
    • MacBlacker
      12.08.2015 16:33
      Wszystko wskazuje na to że ktoś się przeliczył, myślał że "posttępsckie" media wezmą go w ochronę, a nie dostrzegł że czasy się zmieniły i dla łżelit Komorowski przestał się liczyć, tym bardziej jego obrońcy...
    • Utu
      12.08.2015 20:44
      Nie presbyteroi, a politici.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół