• facebook
  • rss
  • Portret wieloznaczny

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 33/2015

    dodane 13.08.2015 00:00

    Czy przyjazd Bogusławskiego do Wilna uratuje polski teatr? Aktorzy i widzowie oczekują finału z napięciem.

    Jeśli mianem szalbierza autor sztuki określił tytułowego bohatera, zaprawdę dziwny to szalbierz. Bo najbardziej znaczące zdanie jakie pada z ust Mistrza brzmi: „Tylko jedna rzecz potrafi oddziałać na widownię – szczerość”. Chyba że w zawód aktora jest wpisane owo nieuchwytne szalbierstwo, co akceptuje zarówno artysta, jak i widz. Jesteśmy oszukiwani i temu oszustwu się poddajemy. Oszustwu, czyli magii sztuki.

    
Dziwny to zresztą spektakl, który wprowadził do swego repertuaru Teatr Dramatyczny. Tekst stanowiący portret ojca sceny polskiej, Wojciecha Bogusławskiego, napisany przez autora węgierskiego György Spiró i przez węgierskiego reżysera zrealizowany. Zrealizowany po mistrzowsku. A zadanie nie było łatwe, jak zawsze gdy mamy do czynienia z teatrem w teatrze.
Za chwilę odbędzie się premiera. Niezwykła, bo udział w niej zapowiedział człowiek-legenda, Wojciech Bogusławski. Teatr polski w Wilnie liczy na to, że przedstawienie „Świętoszka” uratuje scenę od bankructwa. Całe miasto wybiera się na przedstawienie, bilety wyprzedane, a wszystko wisi na włosku. Mistrz prowadzi negocjacje na temat honorarium. Szybko okazuje się, że Bogusławski nie jest wyrachowanym skąpcem, a zrujnowanym człowiekiem, który za długi odsiedział już niejeden raz w areszcie. Zaczyna się próba. Bogusławski z wnikliwością analizuje każdą scenę. W aktorów wstępuje twórczy duch. Wznoszą się na wyżyny, o jakie sami siebie nie podejrzewali. Podobny to casus jak w „Orkiestrze” Felliniego. Wiara dyrygenta w zespół wydobywa schowane na co dzień zdolności.
Zespół Teatru Dramatycznego też wydaje się odmieniony. Najdrobniejsza rola zagrana jest po mistrzowsku, dopracowana w każdym detalu. Tekst skrzy się dowcipem, a jednocześnie pokazuje drugie dno. Wiodącą rolę w „Szalbierzu” gra Witold Dębicki. Jego Bogusławski jest niejednoznaczny, nie ma w nim śladu pozy, a jednocześnie wydobywa to, co w tej postaci najszlachetniejsze: patriotyzm. Jest odważny, nie boi się narazić, wyczuwa szpiclów i konformistów, nobilituje ambitnych, zasługuje na szacunek, choć miał to być portret krytyczny. Trudno wymienić wszystkie role, ale na pewno na uznanie zasługują: Sławomir Grzymkowski, Mariusz Drężek, Małgorzata Rożniatowska, Agnieszka Warchulska, ale też zabawne kreacje przedstawicieli obsługi technicznej, choćby Aleksander Trąbczyński. To on wręcza Bogusławskiemu rodzinną szablę z napisem „Honor i ojczyzna” jako wyraz najwyższego uznania.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół