• facebook
  • rss
  • Daj nam deszcz, Panie…

    Agata Ślusarczyk

    |

    Gość Warszawski 36/2015

    dodane 03.09.2015 00:00

    W obydwu dłoniach zazwyczaj mieszczą się trzy jabłka. W tym roku można wziąć ich aż dziewięć. A wszystko przez suszę.


    Od tygodni dzień sadowniczej rodziny Przybylskich z Warki wygląda tak samo. Rano, w południe i wieczorem podlewanie drzew. Z przerwą na modlitwę – o deszcz. 


    Wielkości orzecha 


    Beczka z wodą przymocowana jest do ciągnika, a do beczki rynna. Gospodarz z „wodnym pogotowiem” wyjeżdża do 6-hektarowego sadu kilka razy dziennie. W największe upały poszło ponad 400 tys. litrów wody. Sad ciągnie się prawie po horyzont, wszystkiego i tak podlać się nie da…
– Straty trudno oszacować. Do końca nie wiadomo, ile drzew zaowocuje. Robimy, co możemy, żeby uratować zbiory. Wiele owoców nadawać się będzie tylko do produkcji przemysłowej – martwi się Izabela Przybylska i bierze do ręki owoce. 
Jabłka są małe, z przypieczoną skórką, w środku watowate, suche. Niektóre są wielkości włoskiego orzecha. 
Upały wytrzymują tylko stare jabłonie. Nie gubią przedwcześnie liści, owocują – głęboki korzeń wilgoć czerpie z ziemi, a rozłożysta korona chroni go przed upałem. Gruby pień ma jeszcze jedną zaletę – wytrzymuje wichury, które co chwila nawiedzają sadowniczy region. Tego typu drzewa to już raczej rzadkość, bo nowe odmiany przynoszą nawet trzykrotnie większy plon. Suszy jednak nie wytrzymują – korzeń jest zbyt płytko. 
– Strat nie poniosą ci, którzy mają system kropelkowego nawodnienia korzeni drzew i chłodnie do przechowywania owoców – przyznaje gospodyni. System nawodnienia ma tylko jedna czwarta gospodarstw w regionie.


    Wielkie szacowanie strat


    W Urzędzie miejskim w Warce drzwi się nie zamykają. Dziennie przychodzi ok. 70 osób z wnioskiem o szacowanie strat. 
– Do tej pory wpłynęło około 700 podań, spodziewamy się, że może ich być nawet ok. 1200 na ok. 2200 gospodarstw w naszej gminie – mówi Marcin Chojnacki, kierownik Wydziału Gospodarki Przestrzennej Komunalnej i Mieszkaniowej UM w Warce. I dodaje, że sadownicy najczęściej szacują straty w zbiorach na poziomie 40–50 proc. Ich rzeczywistą wartość będzie badać specjalnie powołana komisja. 
Jednostki szacujące straty działają już w ponad połowie gmin na Mazowszu, na powołanie kolejnych czeka następne 30 gmin. I jeśli deszcz nie spadnie, będą kolejne. 
Zdaniem wojewody mazowieckiego susza może dotknąć jedną piątą upraw w regionie, a z powodu braku wody może ucierpieć nawet 70–80 tys. gospodarstw. 
Siedem na 170 powołanych komisji zakończyło już prace, według ich szacunków szkody w uprawach wyniosły 22,5 mln zł. Komisje mają zakończyć prace do końca września. Tymczasem mieszkańcy już czują suszę w kieszeni. Od początku lipca kapusta, fasolka czy ogórek zdrożały prawie o połowę. 
– Niektórzy klienci pytają o cenę i odchodzą – mówi pracownica warzywniaka znajdującego się nieopodal wareckiego rynku.


    Kropla w morzu


    Państwo Przybylscy o wizycie premier Ewy Kopacz w Warce dowiedzieli się od sąsiadów. Już po fakcie.
– Choć to zaledwie kilka gospodarstw dalej, jakoś nie było o tym słychać – mówią.
Doglądając wyschniętych owoców, premier zapowiedziała, że rząd pomoże sadownikom. Pomógł. Gospodarstwa sadownicze, ubezpieczone od chociaż jednego ryzyka, otrzymają dopłatę 800 zł na hektar, rolnicy 400 zł/ha. Nieubezpieczeni mogą liczyć jedynie na połowę kwoty wsparcia. Straty muszą wynieść co najmniej 30 proc. średniorocznej produkcji z trzech lat. 
– Mało kogo stać na ubezpieczenie – przyznają sadownicy. – W sezonie wydajemy 26 tys. zł na same opryski. Dopłata to kropla w morzu potrzeb. 
Rządowa pomoc to nie tylko same dopłaty. Resort rolnictwa będzie ubiegał się także o pomoc z UE.
– Tymczasem poszkodowani sadownicy mogą skorzystać z kredytów preferencyjnych na wznowienie produkcji, umorzenia lub odroczenia składek KRUS czy odroczenie spłat kredytów. Mogą też liczyć na pomoc Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa – wylicza Marcin Chojnacki. 
Sadownicy z Warki codziennie z uwagą słuchają prognoz pogody. Czekają na informacje o opadach deszczu. I ciągle nic.
– Mamy nadzieję, że w końcu popada. Zbiory może jeszcze uratować kilkudniowy deszcz. Modlimy się o to – mówią państwo Przybylscy.
Prośby o deszcz zanoszą także miejscowi księża. Sami z siebie, z potrzeby serca, współczucia. O modlitwę w intencji deszczu apelują też warszawscy duchowni. Na witrynie internetowej parafii Matki Bożej Różańcowej zamieszczono ogłoszenie: „Prosimy o modlitwę w intencji deszczu, o udział we Mszach św. i adoracji”. Daj nam deszcz, Panie…

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół