• facebook
  • rss
  • Osmańska krew w tych żyłach

    Piotr Otrębski

    dodane 14.09.2015 17:51

    Czy rzeczywiście w 1683 r. staremu kontynentowi groziła islamizacja? Czy zdobycie Wiednia przez Osmanów byłoby końcem chrześcijańskiej Europy? Powszechnie tak się uważa, choć różne alternatywne scenariusze historii, która się nie wydarzyła każą przypuszczać, że mogło być zupełnie inaczej. Może nawet lepiej, przynajmniej dla losów Rzeczypospolitej.

    Prawda historyczna jest jednak taka: 12 września 1683 r. polski król, Jan Sobieski, odpowiadając na wezwanie cesarza Leopolda, przybył ze swoim wojskiem pod oblegany Wiedeń.

    Zdążył w ostatniej chwili. Tureccy saperzy od tygodni, jak krety drążyli tunele, którymi docierali pod wiedeńskie fortyfikacje. Kolejne miny osłabiały obwarowania miejskie. Do zdobycia fortecy pozostała dosłownie jeden wybuch. Habsburska stolica została jednak ocalona. Wielki Wezyr Kara Mustafa poniósł spektakularną klęskę, za którą w Stambule zapłacił życiem. Został skazany na uduszenie zielonym sznurem.

    Sobieski przez cały czas zdawał się działać opieszale. Do Wiednia jechał, zatrzymując się na Jasnej Górze i w Piekarach Śląskich – przed słynącymi z łask obrazami. Przez ziemie austriackie zmierzał też nieśpiesznie, przez lasy i bezdroża. Kiedy stanął na wzgórzu Kahlenberg, czekał. Rankiem 12 września uczestniczył we Mszy św. odprawionej przez legata papieskiego Marka z Aviano. Potem, puszczając ze stoku husarię, przepędził Turków spod Wiednia.

    Wkrótce sława polskiego króla obiegła Europę. W glorii chwały i z łupami z tureckiego obozu powracał do Krakowa a następnie do Warszawy. To właśnie w syrenim grodzie pozostawił po sobie znaczącą spuściznę – związaną także z wiktorią wiedeńską.

    W Wilanowie znajduje się rzeźbiarski cykl Triumf Jana III. Wielki wódz przedstawiony jest jako rzymski wojownik zasiadający na rydwanie zaprzężonym w cztery rumaki. Rydwan powożą ulatające putta, trzymające tarczę z herbem Janina. Dalej następuje pochód zwycięskich wojsk spod Wiednia, a za nim grupa spętanych jeńców – pokonana armia turecka.

    I rzeczywiście, Jan III przywiózł ze sobą łupy, ale przywiózł też jeńców. Turcy sprowadzeni do Warszawy osiedli się w dobrach wilanowskich. W ciągu dziesięcioleci zasymilowali się z miejscową ludnością. Dziś nie brakuje warszawian, w których żyłach płynie krew osmańska - Turków pojmanych pod Wiedniem. To Sobieski z bitwy przywiózł też do Rzeczypospolitej turecki przysmak czyli kawę, w której się rozsmakował i którą spopularyzował.

    W przestrzeni miejskiej Warszawy obecne są artefakty, które ściśle wiążą się z wiedeńskim zwycięstwem. To wota dziękczynne. Najbardziej znanym jest figura Matki Bożej Passawskiej z Krakowskiego Przedmieścia. Wykonał ją królewski artysta Józef Belotti. Pierwotnie obiecał Maryi figurę za łaskę ocalenia jego i rodziny z zarazy morowej. Kiedy dowiedział się jednak o sukcesie Sobieskiego, pośpiesznie dopisał drugą intencję, a rzeźbę Madonny ofiarował królowi.

    Wotami dziękczynnymi są także dwa kościoły – ss. sakramentek na Nowym Mieście – fundacji Marii Kazimiery Sobieskiej oraz kościół oo. Kapucynów przy ul. Miodowej – fundacji samego króla. To właśnie tam spoczęło królewskie serce. Obie świątynie projektował słynny Tylman z Gameren.

    14 września 1788 r., na pamiątkę sławnych wyczynów Sobieskiego pod Wiedniem, na Agrykoli odsłonięto pomnik króla. Lud Warszawy z nostalgią wspominał walecznego monarchę, przeklinając fircyka - panującego króla Stasia.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół