• facebook
  • rss
  • Święta od każdej biedy

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    Gość Warszawski 38/2015

    dodane 17.09.2015 00:00

    O relikwie postarały się parafianki z Woli. Przy ich pomocy chcą w stolicy rozwinąć kult specjalistki od ludzkich problemów.

    Święta Rita z Cascii jest jedną z popularnych świętych, kobiecym odpowiednikiem św. Judy Tadeusza. Młodzi powierzają jej egzaminy, narzeczeni swoje przyszłe rodziny, rodzice modlą się do niej w problemach małżeńskich i wychowawczych, chorzy i starsi szukają wsparcia w trudach życia. Jednak jej czciciele najczęściej wzdychają do niej prywatnie.

    Jedynym miejscem w Warszawie, gdzie spotykają się regularnie, jest kościół Dzieciątka Jezus na Żoliborzu, przed jej obrazem otoczonym wotami. Poza stolicą św. Rita jest popularna w Lipkowie. W tamtejszym kościele św. Rocha znajdują się jej relikwie, przywiezione dwa lata temu z pielgrzymki do Włoch. – Kiedy zaczęłam mówić znajomym o mojej przyjaźni ze św. Ritą, okazało się, że wielu z nich też jest jej cichymi czcicielami. Szczególnie kobiety, którym jest bliska jako żona, matka, wdowa, zakonnica. Szukamy u niej wsparcia, bo ona sama wiele w życiu przeszła – mówi Bogumiła Jądrzyk z parafii Miłosierdzia Bożego i św. Faustyny na Woli. Bogumiła pomyślała, że skoro w Warszawie jest ich spora grupa, warto postarać się o relikwie świętej, żeby jeszcze bardziej rozpowszechnić jej kult. Wraz z ks. Łukaszem Urbankiem i Martą Mędrzak pojechali do Krakowa, do augustiańskiego kościoła św. Katarzyny, który jest głównym ośrodkiem kultu św. Rity w Polsce. Tam 22 czerwca, mimo dnia powszedniego, wakacji i południowej pory, zobaczyli ogromny kościół wypełniony po brzegi czcicielami świętej. We wszystkich miejscach kultu św. Rity 22. dzień miesiąca jest uroczyście obchodzony jako pamiątka jej śmierci, która nastąpiła 22 maja 1457 r., a także „cudu róż”. Na pamiątkę róży, która dla s. Rity zakwitła zimą, jej czciciele przynoszą na comiesięczne nabożeństwa czerwone róże.

    Małgorzata zwana Ritą

    Właściwie nazywała się Margarita, zdrobniale nazywano ją jednak Ritą. Nie miała łatwego życia. Może dlatego – jak nikt inny rozumiała różne ludzkie problemy – słucha o nich także teraz, w niebie. Słucha i bardzo skutecznie wyprasza łaski u Boga. Nie była szczęśliwą małżonką, bo w wieku 12 lat, wbrew swojej woli, poślubiła człowieka porywczego, gwałtownego, mającego wielu wrogów. Wymodliła mu nawrócenie przed tragiczną śmiercią. Prosiła też za swoich osieroconych synów, którzy chcieli pomścić śmierć ojca. Synowie zmarli, wcześniej żałując za swoje zamiary i pojednawszy się z Bogiem. Już jako samotna wdowa wiele razy pukała do klasztoru augustianek z prośbą o przyjęcie, ale za każdym razem otrzymywała odmowę. Wreszcie – według najbardziej znanej opowieści o cudach związanych ze św. Ritą – sam Pan Jezus otworzył jej drzwi upragnionej klauzury. Jako mniszka posłusznie wykonywała ciężkie prace, prowadziła surowe, pokutne życie, z pokorą zniosła 15-letni okres odosobnienia, kiedy po otrzymaniu łaski w postaci ciernia z korony ukrzyżowanego Jezusa, z wywołanej nim rany wydobywała się trudna do zniesienia woń. Ostatnie lata przed śmiercią spędziła w łóżku, przykuta ciężką chorobą. Po śmierci jej ciało zaczęło wydawać przyjemny zapach i nie uległo rozkładowi. Można je oglądać w szklanej trumnie w kościele w Cascii. Zmarła zakonnica od razu zasłynęła wypraszanymi łaskami, zwłaszcza w sprawach trudnych.

    Przyjdź z różą na Żytnią

    Marta Mędrzak o niezwykłej świętej dowiedziała się tuż przed maturą. – Bardzo się stresowałam i ktoś podpowiedział mi, żebym się pomodliła do świętej od spraw beznadziejnych – mówi z uśmiechem Marta. – Z maturą się udało, a nawet poszło dalej. Zdobyłam doktorat. O wszystkich ważnych sprawach, nie tylko zawodowych, rozmawiam ze św. Ritą, jak kobieta z kobietą. Ona nigdy mnie nie zawiodła. Do krakowskiego klasztoru sióstr augustianek i kościoła św. Katarzyny co miesiąc spływają setki próśb za wstawiennictwem św. Rity. Także z Warszawy. Sporo osób ze stolicy jeździ do Krakowa na comiesięczne Msze św. i nabożeństwo do świętej. Teraz podobny kult chce rozwinąć parafia na Woli. – Pojechaliśmy do Krakowa tylko złożyć pismo z prośbą o relikwie, a wróciliśmy już z nimi. Po prostu to św. Rita chciała z nami przyjechać do stolicy – mówi ks. Łukasz Urbanek. O tym, jak niezwykłym orędownikiem jest święta zakonnica, ks. Urbanek przekonał się cztery dni później w drodze do Częstochowy po relikwiarz. Pociąg, którym jechał, pod Piotrkowem Trybunalskim uderzył w stojącego na torach tira. Zmieciona z toru część samochodu wbiła się w pobliski dom. Jego mieszkaniec właśnie oglądał telewizję, ale na chwilę wyszedł do kuchni. To ocaliło mu życie. Nie ucierpiał też żaden z 270 pasażerów wykolejonego pociągu. – Wszyscy mówili, że to cud. Kiedy ochłonąłem, wyjąłem z marynarki relikwie św. Rity. Powiedziałem pasażerom w przedziale, że jestem przekonany, iż to ona nas uratowała. Okazało się, że jechałem w towarzystwie osób, które mają do niej wielkie nabożeństwo – mówi ks. Łukasz. Relikwie św. Rity zostaną uroczyście wprowadzone do parafii Miłosierdzia Bożego i św. Faustyny (ul. Żytnia 1) 22 września, podczas Mszy św. o godz. 18. Po Eucharystii rozpocznie się „Uwielbienie z Maryją”, któremu oprawę muzyczną zapewni zespół Guadalupe.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół