• facebook
  • rss
  • Ratujmy „Kamienicę”

    Tomasz Gołąb

    |

    Gość Warszawski 41/2015

    dodane 08.10.2015 00:00

    Ten teatr ma wszystko, czego potrzebuje dobra scena: świetną lokalizację, oddany zespół utalentowanych aktorów, repertuar, który wypełnia widownię spragnionymi sztuki widzami. Ale wszystko może przepaść.

    Od 14 lat nie wychodzę niemal z tego teatru, by to miejsce utrzymać. Płacimy olbrzymi czynsz, prawie 40 tys. zł. Same pensje pracowników to 150 tys. zł miesięcznie. Nie jest łatwo – przyznaje Emilian Kamiński. Wszystko przez pewnego biznesmena, który robi wszystko, by wykurzyć teatr z kamienicy przy ul. Solidarności – To biznesmen w cudzysłowie, Adrian Accordi-Krawiec. Zarząd wspólnoty sprzedał mu 1000 mkw. strychu. Na podstawie zakłamanych aktów notarialnych miał przeprowadzić remonty i dostać na własność strych kamienicy. Nie zrobił nic, ale właścicielem i tak został, rejestrując na poddaszu osiem spółek. Kolejnych 300 prowadzi gdzie indziej. W ten sposób chce też przejąć kilkanaście innych kamienic w Warszawie – żali się Emilian Kamiński.

    Czuje się skrzywdzony – i jako człowiek, i jako dyrektor teatru. Nie tylko dlatego, że w „Kamienicę” włożył zarówno serce, jak i cały swój majątek. Adrian Accordi-Krawiec, który nie poczuwa się do winy i zapowiada kroki prawne przeciwko Emilianowi Kamińskiemu, działając wspólnie z dwoma członkami zarządu wspólnoty mieszkaniowej, przegłosował uchwały dające mu prawo także do piwnic, w których urządzono teatr. I wyrzucił dyrektora teatru z zarządu wspólnoty. Jakimś cudem (bo chyba nie inaczej), „biznesmen” załatwił ze stołecznym konserwatorem zabytków nakaz zamurowania wejścia do teatru. Udało się tego uniknąć dzięki interwencji Hanny Gronkiewicz-Waltz, która uchyliła decyzję podwładnego. Ale Accordi-Krawiec nie ustaje w próbach eksmitowania „Kamienicy”. Do tej pory zarząd wspólnoty, sterowany przez niego, podjął 13 podobnych uchwał, łamiąc paragrafy, co dostrzegł Zarząd Gospodarki Nieruchomościami Śródmieście, który zgłosił sprawę do prokuratury. Dziwnym zbiegiem okoliczności oryginały akt sprawy trafiły do Wrocławia, a prokurator zajmujący  się sprawą przeszedł na emeryturę. – Historia zatoczyła koło. W latach 80. XX wieku, gdy walczyłem w opozycji, podczas przesłuchania w pobliskim Pałacu Mostowskich odbito mi nerkę. Ale teraz w jeszcze gorszy sposób jakiś bezczelny cwaniak próbuje odbić mi teatr – mówi Kamiński. Teatr aktora Emiliana Kamińskiego ruszył 27 marca 2009 r. Przy ul. Solidarności 93 działają cztery sceny: Oficyna (na ponad 300 widzów), Parter (ponad 100 miejsc) i Piwnica Warszawa na 80 miejsc, a także Nasza Warszawa, która pomieści ponad 60 osób. Przed budynkiem stoi wagon zabytkowego tramwaju, bo scena chce stać się, jak mówi Kamiński, „enklawą warszawskości”. Dlatego w jednym z pomieszczeń powstała ogromna makieta przedwojennej stolicy. Placówka w al. Solidarności to jednak więcej niż teatr. Emilian Kamiński z żoną Justyną Sieńczyłło znani są z miękkiego serca. Więc w tym samym miejscu funkcjonuje też Teatr Osób Niepełnosprawnych. Teatr Kamienica ma się bardzo dobrze: jest wypłacalny, robi kolejne premiery, z których utrzymuje się łącznie 300 rodzin pracowników. – To, co mnie spotyka, to zwyczajne plugastwo – mówi dyrektor. – Jako człowiek teatru mam tylko jedną odtrutkę – sztukę. Dlatego 24 października zapraszam na kolejną premierę „Człowieka z La Manchy”. Cervantes też stracił teatr. Żeby pokonać rozpacz, wymyślił Don Kichota.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół