• facebook
  • rss
  • Przyjaciel z kolejki po zupę

    Agata Ślusarczyk

    |

    Gość Warszawski 46/2015

    dodane 12.11.2015 00:00

    Bezdomni związani z Fundacją Kapucyńską już szósty raz spotkali się na modlitwie za dusze tych, którzy przed nimi odeszli. Rodziców, kolegów, przyjaciół z Jadłodajni….

    Kapucyńska Jadłodajnia przy ul. Miodowej na co dzień pachnie zupą. Każdego dnia kuchnia dla ubogich wydaje ok. 300 posiłków. 6 listopada stołówka przypominała kościelną kaplicę – przygaszone światła, na środku pulpit ze Słowem Bożym. Na czarnym materiale ustawiono fotografie zmarłych bezdomnych. Wspomnienia rodziców, kolegów ze szkolnych lat i przyjaciół każdy przyniósł ze sobą – w sercu.

    Bezdomni związani z Fundacją Kapucyńską już szósty raz spotkali się na modlitwie za dusze tych, którzy przed nimi odeszli. W tym roku po raz pierwszy „Zaduszki Bezdomnych” przygotowała nowo powstała grupa teatralna „Bez przydziału” złożona z podopiecznych Fundacji. Modlitwy przeplatane były wspomnieniami o zmarłych bezdomnych. Mirek i Michał poznali się na Miodowej w kolejce po zupę. Rozmawiali o tym, co ich cieszyło, kłopoty odkładali na bok. Michał mieszkał w samochodzie szefa, potem dostał mieszkanie, znalazł sobie dziewczynę. – Wydawało się, że jest naprawdę szczęśliwy. Ufał Bogu, że i z choroby go wyprowadzi – wspominał Mirek. Zadusił się podczas jednego z ataków. Miał 36 lat. – Zapaliłem znicz na jego grobie. Miałem wrażenie, że lepiej mu się zrobiło tam, gdzie jest – wspominał podczas Zaduszek w Jadłodajni. Bezimienne groby na Cmentarzu Południowym szybko zarastają trawą. Już trzeci raz przed świętem zmarłych, podopieczni Fundacji, w ramach akcji „Bezdomni dla bezimiennych”, czyszczą te mogiły. Czasem robią to także wolontariusze. W tym roku przy wyjątkowo deszczowej pogodzie. Zygmunt zatrzymał się przy nagrobku z krzywym krzyżem. W słoiku po ogórkach stały wyblakłe kwiaty. Na nagrobku napis: mężczyzna ok. 50 lat, data śmierci i dwie liter NN – „nazwisko nieznane”. „Może to ktoś, kto przychodził do naszej Jadłodajni” – zaczął się zastanawiać. W myślach odmawiał litanię tych, których dawno nie widział… Cmentarz opuszczał z mocnym postanowieniem: ucieszyć się każdą twarzą, którą następnego dnia zobaczy w kolejce po posiłek. Spieszyć się kochać… Swoim doświadczeniem wizyty na bezimiennych grobach także dzielił się podczas Zaduszek. Historie przeplatał śpiew psalmów i chwila zadumy. W intencji zmarłych bezdomnych, ich rodzin, bliskich i przyjaciół została odmówiona Koronka do Bożego Miłosierdzia. Brat Michał Gawroński OFMCap, duszpasterz bezdomnych, rozważając przypowieść o wdowim groszu, zachęcił do ufności w Bożą Opatrzność, jaką wykazała się uboga wdowa. – Nikt nie jest na tyle biedny, by nie miał drugiemu co ofiarować – choćby swój czas, pomoc, dobrą radę. Niech to Słowo pomoże nam czynić dobro – mówił. Do Jadłodajni wolontariusze Fundacji wnieśli tace z ciastami własnej roboty. Zrobiło się miło. – Zaduszki to dla bezdomnych ważny czas. Wspólna modlitwa buduje poczucie wspólnoty. Poznajemy ich poprzez historie ich bliskich zmarłych, które opowiadają. Często bardzo wzruszające. Z zewnątrz można patrzeć na osobę bezdomną stereotypowo, kiedy się jej posłucha okazuje się, że to taki sam człowiek, jak każdy z nas – mówi Alicja Szuba z Fundacji Kapucyńskiej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół