• facebook
  • rss
  • Św. Bosko – ratuj, ratuj!

    Agata Ślusarczyk

    |

    Gość Warszawski 06/2016

    dodane 04.02.2016 00:00

    …wołają wolontariusze z praskiego oratorium. Bo bez świętego spokoju, cierpliwości i miłości nie można stworzyć domu, którego tak bardzo potrzebują młodzi prażanie.

    Momentami dzieciaki nieźle dokazują: padają przekleństwa, krzyki, ktoś próbuje rozmontować gaśnicę lub w inny sposób zwrócić na siebie uwagę. My odpowiadamy miłością – mówi Anna Górka, wolontariuszka z salezjańskiego Oratorium im. św. Jana Bosco, które mieści się przy bazylice Najświętszego Serca Jezusowego przy ul. Kawęczyńskiej. Salezjanie od ponad 80 lat w duchu świętego patrona wychowują praską młodzież. Teraz chcą wyjść do niej z mocną, duchową propozycją.

    Ocalić życie

    Szesnastej jeszcze nie ma. Na korytarzu, przy zamkniętych drzwiach oratorium stoi chłopiec. Przychodzi pierwszy – codziennie. Ostatni też wychodzi. Do domu mu się nie śpieszy. Mama pije. – Zdecydowana większość naszych podopiecznych to dzieci z dysfunkcyjnych rodzin. One szczególnie potrzebują miłości, uwagi, akceptacji i dobrego wzorca. Staramy się dać im to, czego najbardziej potrzebują – dom. Wiem, że oratorium niejednemu „ocaliło życie” – mówi ks. Sławomir Szczodrowski SDB, kierownik salezjańskiej placówki. Do praskiego oratorium codziennie od 16 do 20 przychodzi prawie setka dzieci – od podstawówki, przez gimnazjum do liceum. Głównie z okolicznych kamienic. Te, które jak 16-letni Michał, doświadczyły pomocy, choćby w odrabianiu lekcji, zachęcają do przyjścia innych. – Lepiej być tu, niż siedzieć w domu – mówią. W budynku jest świetlica, stołówka, bilard i trampolina. Można pograć w planszówki i gry na komputerze. Prowadzone są zajęcia manualne, teatralne i muzyczne. Wieczorami przychodzą dorośli, by pograć w ping-ponga lub obejrzeć mecz. – Nie chodzi o to, żeby zająć czymś dzieci, ale żeby im towarzyszyć, wsłuchiwać się w ich potrzeby i troski. To nie jest łatwa praca, wielu wolontariuszy szybko rezygnuje. Wciąż mamy deficyt rąk do pracy. Ale żeby stworzyć domową atmosferę, potrzebne jest prawdziwe powołanie – mówi salezjanin.

    Troska ojca

    Domową atmosferę czuć niemal od progu. W ośrodku pachnie jarzynową z koperkiem. Krzysztof Jankowski, wolontariusz z Pragi, nalewa dzieciom zupę. Choć to prozaiczne zajęcie, nie ma w nim automatyzmu. Za to jest coś z troski ojca. Wolontariuszem jest dopiero od października, a już zdobył wśród podopiecznych uznanie. Do oratorium trafił przez przypadek. – Zostałem, bo poczułem się przyjęty. Teraz dzielę się z dziećmi swoimi talentami i tym, co sam tu dostałem: akceptacją – mówi. W salezjańskiej placówce oprócz przygotowywania podwieczorków, prowadzi także lekcje gry na gitarze i organizuje koncerty. W środy zajęcia w „świetlicy Matusi Małgorzaty” prowadzi Anna Górka. Na co dzień pracuje na wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej. Salezjańskie oratoria zna od podszewki, dzieciństwo spędziła w bydgoskim ośrodku. – Zależy mi, żeby dobro, które dostałam, poszło dalej w świat – mówi. Dzieciom stara się przekazać dużo ciepła i radości. Konsekwentnie wykorzeniać „podwórkowe” nawyki, stawiać granice i… kochać. – Często to się udaje, choć bez stałego nadzoru wychowawczego dzieci szybko wracają do swoich przyzwyczajeń. Dlatego tak ważna jest obecność i praca wolontariuszy – mówi. Na szyi nosi medalik z wizerunkiem św. Jana Bosko. – Czasami mam ochotę zapytać go, jak on sobie radził, kiedy po ludzku brakowało sił – mówi. W każdym pomieszczeniu wisi krzyż lub wizerunek patrona oratorium. Przy figurce św. Jana Bosko codziennie odbywa się wspólna modlitwa. Dla niektórych pierwsza od wielu lat…

    Promieniować na zewnątrz

    Ks. Sławomir Szczodrowski właśnie wrócił z kolędy. Zna dobrze Pragę i praskie życie. Zanim został kierownikiem oratorium, pracował w bazylice na Kawęczyńskiej blisko 10 lat. – Praga się zmieniła, jest więcej ofert dla młodych. Ale wciąż brakuje duchowej propozycji, dlatego cyklicznie wraz z Fundacją „Chrześcijańskie Granie” planujemy robić w bazylice „Uwielbienia na Pradze” i tworzyć przy oratorium duszpasterstwo – mówi salezjanin. Samo Oratorium może w przyszłości stać się nie tylko ośrodkiem wychowawczym, ale i miejscem, które swoją ewangelizacyjną działalnością promieniuje na zewnątrz. – Potrzebny jest gruntowny remont pomieszczeń, ale też pomysł na otwarcie się na dzielnicę. Jak na razie planujemy wykorzystać odnowioną salę teatralną do organizowania ogólnodostępnych przedstawień, projekcji filmowych czy koncertów. Niedawno powstała grupa „Teatr Młodych”, którą opiekuje się Jacek Schmidt ze swoją córką Anią – mówi Jarosław Witaszczyk, aktor, wolontariusz i dyrektor oratoryjnego teatru. Oratorium im. św. Jana Bosko (ul. Kawęczyńska 53, tel. 22 818 65 51) poszukuje wolontariuszy szczególnie z przygotowaniem pedagogicznym i psychologicznym.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół