• facebook
  • rss
  • W białych rękawiczkach

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 06/2016

    dodane 04.02.2016 00:00

    Spektakl pokazuje, jak niewiele liczy się uczucie, gdy w grę wchodzą pieniądze.

    To na pewno zjawisko znamienne i pozytywne, że w XXI wieku teatry sięgają po klasykę, i to klasykę polską. Często, jak w przypadku „Fantazego”, ten sam dramat ukazuje się na dwóch stołecznych scenach. Kilka miesięcy temu w Teatrze Powszechnym Michał Zadara wystawił „Fantazego” (obok „Lilli Wenedy”) i obydwie te inscenizacje doczekały się nagród.

    Ostatnia premiera Teatru Współczesnego nosi tytuł „Niepoprawni (Fantazy)” i jest to realizacja znanego dramatu naszego romantyka. Spektakle różnią się jednak nie tylko tytułem. Zgodnie z zamysłem poety reżyser „Fantazego” na scenie przy ul. Mokotowskiej, Maciej Englert, poprowadził swoich aktorów w stronę tragikomedii. Do podupadającego dworku hrabiów Respektów na Podolu przyjeżdża wprost z Rzymu światowiec, Fantazy Dafnicki, z zamiarem poślubienia córki gospodarzy, Dianny. Ze świadomością zresztą, że panna go nie kocha. Ale transakcja jest ustalona poza nią. Możemy się więc umówić, że nie o miłość tu chodzi, ale o pieniądze. Trochę jak u Fredry. Jeśli gdzieś tli się miłość w sercach bohaterów, to bez szans na połączenie się stęsknionych dusz. Tekst łączy więc satyrę z powagą, współczucie z szyderstwem. Słowacki bawi się tradycją i konwencją tragedii szekspirowskiej, nawiązuje też do mitologii. Ale na Fantazego czeka zakochana w nim hrabina Idalia, w którą świetnie wcieliła się Katarzyna Dąbrowska. Fantazy szydzi z pozorów dostatku, gdzie „nie tyle lokajów, ile posągów”, a „panny jak dryjady albo amazonki”, jednak postawa dziewczyny zmuszonej do zamążpójścia zaczyna budzić w nim szacunek. „Mój Hrabio, wcale po kupiecku zbliżyłeś się po towar/ Gdzie łokieć i gdzie są szalki” – pyta Dianna. Nie kryje, że jeśli jej ofiara ocali dwór i lud, zgodzi się do tego zamążpójścia przychylić. Puentą tej rozmowy są słynne słowa Fantazego: „Duchowi memu dała w pysk i poszła”. Tragizm w „Fantazym” jest napuszony, a ironia bierze górę. Zresztą Słowacki miał zawsze tendencję do ironizowania. Bardzo wysoko cenił tę sztukę Tadeusz Boy-Żeleński, mówiąc po przetłumaczeniu tekstu: „Przecież ta komedia to jest cud, jakiego nie ma i nie miała Europa”. Jak zawsze z dużym profesjonalizmem wystawił „Fantazego” Teatr Współczesny, obsadzając starannie wszystkie role. Intryga toczy się żywo aż do przewidywalnego finału.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół