• facebook
  • rss
  • Szukanie miłości

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 11/2016

    dodane 10.03.2016 00:00

    Lęk przed niespełnieniem nie pozwala młodym bohaterom zbliżyć się do siebie. Widz czeka jednak na happy end.

    Tytuł spektaklu „Mgnienia”, granego w foyer teatru Polonia (dobra tradycja tej sceny, zwanej wdzięcznie „Fioletowe pończochy”), oddaje istotę tego, co w spotkaniu dwojga młodych ludzi stanowi ogniwo związku. Jeżeli to można w ogóle nazwać związkiem. Przynajmniej na początku. Dwoje nadwrażliwców, którzy spotykają się przypadkowo, ucieka od dosłowności.

    Mało tego, ucieka od siebie. Od spotkań, od rozmów, które mogłyby przynieść zawód. Od banału, który mógłby przynieść rozczarowanie i którego boją się oboje tak samo. Dlaczego? Chociaż mają po niespełna 20 lat, ich życie przebiegało w samotności, a może raczej w izolacji. Każdy kontakt mógł ranić i pewnie ranił, choć niewiele o nich wiemy. Jonasz przebywał w zamkniętej wspólnocie religijnej, Sophie na wyspie. Gdy miała dwa latka, zmarła jej matka. W dwójnasób brak matki zastąpił tata. Ale i on zmarł po ciężkiej chorobie. Gdy przeniosła się do gwarnego, obcego Londynu, odczuwała samotność i potrzebę bliskości, której jej zabrakło. Oboje przeżywali lęk przed niespełnieniem. W mieście dzieli ich jedno piętro. Jonasz wynajmuje mieszkanie, w którym niegdyś mieszkał ojciec Sophie. Oboje są nieprzystosowani do miejskiej dżungli i nieustannie się o siebie „ocierają”. Zachowują dystans, niepozwalający im się do siebie zbliżyć. Jeżdżą tym samym metrem, ale w odrębnych częściach wagonu. Chodzą do tych samych muzeów, ale wybierają różne galerie. W restauracjach siadają przy oddalonych stolikach. Czekają na to niezwykłe mgnienie, które pozwoliłoby pokonać wewnętrzny dystans. Im silniej czują rodzącą się miłość, tym bardziej się jej lękają. A przecież są jakby stworzeni dla siebie. Nawet widz czuje, że to zderzenie jest nieuchronne. Adam Sajnuk, reżyser, który nieraz dał dowód temu, że umie prowadzić zamkniętych wewnętrznie aktorów, wydobywa z tych młodych ludzi najgłębsze niuanse. Justyna Ducka, tuż po studiach, na paluszkach zbliża się do uczucia, którego się lęka. Wydaje się, że nieraz zaskoczy widzów. Podobnie delikatnie rysuje swoją postać Adrian Brząkała, student Państwowej Szkoły Filmowej. Scenografia Katarzyny Adamczyk buduje klaustrofobiczną przestrzeń, w jakiej poruszają się młodzi aktorzy. Obrotowa scena i podwieszane do sufitu łóżka to szczyt pomysłowości teatralnej. Atmosferę zagęszcza także muzyka Michała Lamży, dozując dystans, a jednocześnie pragnienie bliskości, które żywią Sophie i Jonasz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół