• facebook
  • rss
  • Kłamliwa ekspiacja

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 28/2016

    dodane 07.07.2016 00:00

    Niestety, zakończenie sezonu w Teatrze Polskim nie należy do udanych. Poczynając już od tytułu sztuki, „Szkoda, że jest nierządnicą”, który w żaden sposób nie przystaje do treści.

    Tekst brytyjskiego dramaturga Johna Forda z XVII wieku jest swoistą obroną praw człowieka i jego wyborów wobec norm narzuconych przez doktryny religijne, a respektowanych przez ogół społeczeństwa. Szkoda tylko, że do opisania obrony owych praw wybrał związek kazirodczy.

    Chcąc oczyścić młodych kochanków, na których owa kazirodcza namiętność spadła, nieoczekiwanie, pokazuje ich miłość wyidealizowaną, a więc czystą i wierną na tle moralnego rozkiełznania środowiska, w jakim żyją. Zdrady, intrygi, chciwość – oto, co łączy, a ściślej: dzieli związki najczęściej pozamałżeńskie, a więc naganne. Kiedy kardynał Bonaventura próbuje nawrócić na drogę cnoty młodych kochanków, jego słowa wydają się puste i nieprawdziwe wobec przykładów, jakie oglądamy na scenie. W istocie są to antywzorce. Jeśli nawet Giovanni, odwrotnie niż Annabella, próbuje wyrzec się tego, co stanowi sens jego życia, próbując pokuty i umartwiania, szybko zaczyna zastanawiać się, w imię czego ma porzucić uczucie, które jemu samemu nie wydaje się grzeszne. Gdy Annabella zgadza się poślubić niekochanego mężczyznę, by zmazać opinię, jaka ciąży na kochankach, zazdrość jej męża doprowadza szybko do tragedii. Cóż to zresztą za ekspiacja, jeśli jest oparta na kłamstwie? Widz podświadomie doświadcza współczucia dla pary nieszczęśników zamiast naturalnej w tej sytuacji odrazy. Wszystko to mało przekonujące. W dodatku reżyser używa bezzasadnej ekspresji. Szczególnie natarczywie głośna muzyka grozi widowni wręcz głuchotą, więc trudno się dziwić, że wielu widzów zatyka uszy. Jeżeli teatr tak pojmuje nowoczesność, to straci część swojej widowni, a nie zyska nowej. Nie przypuszczam, żeby Teatr Polski, który celebruje przekaz, jaki znajdujemy w Biblii, aranżując cykliczne czytanie Pisma Świętego, chciałby się wpisywać w niebezpieczne dla sztuki trendy. Jeśli współczesny świat akceptuje wszelkie dewiacje, sztuka nie musi podążać podobnym tropem. Czy potrzebna do tego jest twórczość zapomnianego, być może słusznie, XVII-wiecznego autora? Nierówny w swoich dokonaniach brytyjski reżyser Dan Jemmett nie ułatwia zadania, z jakim próbuje się uporać widz. Aktorzy wydają się równie zagubieni, chociaż grają z intencją, jaką narzucił im reżyser. Grają więcej niż poprawnie, a wśród nich można wymienić Martę Kurzak, Maksymiliana Rogackiego czy Lidię Sadową. Ale już zupełnie niezrozumiała jest groteskowa koncepcja roli znakomitego przecież aktora Krzysztofa Kwiatkowskiego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół