• facebook
  • rss
  • Wojna o pokoje

    Jakub Jałowiczor

    |

    Warszawski 37/2016

    dodane 08.09.2016 00:00

    Odcinają nam wodę, gaz i prąd, bo chcą się nas pozbyć – skarżą się lokatorzy. W całej Warszawie zreprywatyzowane kamienice są skupowane przez „czyścicieli”. Dla mieszkańców może to oznaczać eksmisję.

    Wykorzystują system, często płacąc jedynie 100–150 zł miesięcznie za czynsz w dużym mieszkaniu zlokalizowanym w centrum. Robią to od lat i nie mają z tym problemu moralnego. Nie mamy problemu z powiedzeniem ludziom, których stać na wynajem mieszkania po rynkowych stawkach, że skończył się układ, w którym tkwili – mówił w 2013 r. w wywiadzie dla magazynu „The City” prezes jednej z firm znanej ze skupowania zreprywatyzowanych nieruchomości. W ten sposób tłumaczył, dlaczego podnosi lokatorom czynsze. Ale podwyżki są duże. Czasem nie do zniesienia.

    Czynsz w górę

    Trzy podwórka, w tym dwie „studnie”. Od strony ulicy wygląd nie tak elegancki jak w przypadku sąsiedniej kamienicy, ale przyzwoity. Na klatce schodowej ruina. To tu, przy ul. Poznańskiej 14, mieszka Andrzej Matan, emeryt wojskowy. W 1998 r. przyznano mu mieszkanie komunalne. Czynsz za 28-metrowy lokal wynosił wtedy niecałe 47 zł. Z biegiem czasu opłaty rosły, ale były możliwe do zapłacenia. W 2013 r., kiedy kamienica była jeszcze własnością miasta, na jego koszt przeprowadzono remont – podłączono ciepłą wodę (wcześniej trzeba ją było grzać piecykami gazowymi). Wkrótce potem doszło do reprywatyzacji i część budynku przejął nowy właściciel. Lokatorzy nic o tym nie wiedzieli. Po prostu pewnego dnia dostali wypowiedzenia umowy najmu podpisane przez mecenasów Janusza Piecyka i Roberta Nowaczyka. Aktualni właściciele kamienicy dawali mieszkańcom trzy lata na opuszczenie mieszkań. Większość lokatorów musiała się jednak wynieść wcześniej, bo zaczęto podnosić czynsze. Opłata za lokal Andrzeja Matana wzrosła najpierw do 436 zł, potem – od 1 listopada 2014 r. – do 621 zł, a od początku 2016 r. – do 909 zł. Sam czynsz wynosi teraz 25 zł za 1 m kw, czyli prawie 700 zł. – Dopóki to było 14 zł za metr, miałem potknięcia. Przy 25 nie mogę wyrobić, choć biorę nadgodziny w ochronie – tłumaczy Andrzej Matan. Jest mu tym trudniej, że ma ok. 7 tys. zł długu. Jak mówi, musiał go zaciągnąć, żeby mieć na leczenie bliskiej osoby. Zaległości w opłatach za mieszkanie wynoszą dziś prawie 3,5 tys. zł. W marcu br. obecny właściciel budynku, spółka Jowisz, kazał lokatorowi opuścić mieszkanie i wyremontować je na własny koszt. Sprawa trafiła do sądu. W pierwszej instancji Andrzej Matan przegrał. Zapowiada apelację.

    Gra na zmęczenie?

    Kłopoty mieszkańców kamienicy nie skończyły się na podwyżkach. W opuszczonych lokalach zaczęły się uciążliwe remonty. – Wiercą tak, że mam wrażenie, iż sufit mi spadnie na głowę – żali się jedna z mieszkanek. Od pewnego czasu na klatce schodowej nie ma też światła. Andrzej Matan jest jednym z ostatnich lokatorów mieszkań komunalnych, którzy nie wyprowadzili się jeszcze z Poznańskiej 14. – Obok nas mieszkała wdowa po doktorze. Powiedzieli jej, że darują jej dług, jeśli się wyprowadzi. Zgodziła się. Mówiła, że chce spokojnie przeżyć starość – opowiada emerytowany żołnierz. Nie wszyscy kapitulowali tak szybko. Część mieszkańców założyła stowarzyszenie w obronie swoich praw. Lokatorzy twierdzili, że reprywatyzacja była nieuczciwa, bo prawowici spadkobiercy właścicieli jeszcze żyją. Przegrali jednak osiem spraw sądowych. Właściciel kamienicy uważa, że postępuje właściwie. – Przy okazji postępowań eksmisyjnych następuje weryfikacja, czy lokatorzy faktycznie są w trudnej sytuacji życiowej i wymagają pomocy od społeczeństwa, czy tylko wykorzystują sytuację, która jest dla nich źródłem dochodu – oświadczył w przesłanym nam e-mailu Artur Sadowski z Fenix Group, do której należy spółka Jowisz. – Nigdy nikogo nie skrzywdziliśmy i nie zamierzamy krzywdzić. Artur Sadowski tłumaczy, że podwyżki są konieczne, by kamienica przy ul. Poznańskiej mogła zostać odnowiona. – Wszystkie nieruchomości Fenix Group nabywa z myślą o ich rewitalizacji – tłumaczy. – Niestety czynsz (często zresztą niepłacony) na poziomie kilku złotych za metr kwadratowy nie pozwala nawet na bieżące utrzymanie kamienic, nie mówiąc już o wykonaniu remontów, które naprawią skutki dziesiątek lat niedoinwestowania. A chyba wszyscy chcą, żeby zaniedbane od wielu lat przedwojenne kamienice odzyskały swój dawny blask.

    Perełki z popiołu

    Z informacji ze strony internetowej Fenixa wynika, że rewitalizacja budynków to jego specjalność. „W Fenix Group wierzymy, że można cofnąć czas i sprawić, aby to, co zapomniane, odzyskało dawny blask” – czytamy. W innym miejscu: „Obiekty mieszkaniowe, biurowe i handlowe będące w sferze zainteresowań Fenix Group znajdują się w najlepszych lokalizacjach w Warszawie. Spółki posiadają również budynki w Łodzi i Wrocławiu”. Grupa chwali się eleganckimi nieruchomościami przy ul. Koszykowej 49a, ul. Kopernika 15 czy ul. Górnośląskiej 7a. Do Fenixa należy też secesyjna kamienica przy ul. Noakowskiego. Mieści się tu zarówno jego własna siedziba, jak i siedziba Jowisza (to dość oczywiste, bo prezes Jowisza kieruje też całą grupą, a wiceprezes zasiada we władzach innych powiązanych z grupą spółek, takich jak Odyseusz czy Prometeusz). Z reprywatyzacją budynku przy Noakowskiego wiązały się duże kontrowersje. Jak pisały tygodniki „Wprost” oraz „wSieci”, kamienica została odzyskana przez osoby z rodziny prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz i wkrótce potem sprzedana Fenixowi. Pisma sugerowały, że rodzina pani prezydent w rzeczywistości nie miała praw do kamienicy, dlatego sprzedała ją po zaniżonej cenie, zanim ktoś zdążył podważyć słuszność reprywatyzacji.

    Bez skrupułów

    Kłopoty z nowymi właścicielami kamienic – różnymi firmami – zdarzają się nie tylko przy ul. Poznańskiej. W całej stolicy mieszkańcy zreprywatyzowanych i sprzedanych później nieruchomości skarżą się, że właściciele chcą się ich pozbyć. Podwyższanie czynszu to norma. W kamienicy położonej przy ul. Karolkowej opłaty wzrosły do 20 zł za m kw. Lokatorzy twierdzili ponadto, że nowy właściciel, przedsiębiorstwo słynące z „czyszczenia” budynków, odciął im wodę, a także światło na klatce schodowej. „Czyszczony” z lokatorów miał być także stary dom przy ul. Jagiellońskiej na Pradze. „Lokatorom odebrano dostęp do piwnic, co oznacza, że przyszłej zimy nie będą oni mieli możliwości składowania węgla (kamienica pozbawiona jest ogrzewania centralnego, a mieszkańcy grzeją w piecach węglowych)” – pisał w 2010 r. branżowy portal lokatorzy.info. „Czynsze podwyższono o 100 proc., a nielicznym lokatorom, którzy wykupili niegdyś mieszkania, podwyższono opłaty z funduszu remontowego tak, że niektórzy muszą płacić 3 tys. zł miesięcznie za swój lokal! W tym samym czasie nie widać, by w budynku były wykonywane jakiekolwiek remonty”. Także w przypadku stojącej naprzeciwko kamienicy Pod Sowami prace prowadzone pod hasłem rewitalizacji okazały się gehenną dla mieszkańców, której większość nie wytrzymała. W 2008 r. liczącą ponad 100 lat nieruchomość odzyskała spadkobierczyni dawnych właścicieli, Monika Massalska-Dobrowolska. Lokatorzy dobrze ją wspominali. Później jednak musiała sprzedać dom, a nowi właściciele natychmiast trzykrotnie podnieśli czynsz. Po jakimś czasie znowu go podwoili. Na początku tego roku dziennik „Metro” opisywał sytuację jednego z ostatnich lokatorów, którzy zostali. Twierdził on m.in., że jego mieszkanie zostało w dziwnych okolicznościach zalane, przez co zalęgła się w nim pleśń. Dostał też dokumenty, z których wynikało, że część lokalu sprzedano, zanim jeszcze się z niego wyprowadził. Podobnie jak w przypadku Poznańskiej 14, walkę o swoje podjęli kilka lat temu mieszkańcy budynku przy ul. Nabielaka 9. Budynek zreprywatyzowano w 2006 r. Mieszkańcy uznali, że nowy właściciel ich szykanuje, więc zorganizowali ruch lokatorski, na czele którego stanęła emerytka Jolanta Brzeska. Ona sama opowiadała w mediach, że jest zastraszana. W 2011 r. zginęła. W Lesie Kabackim znaleziono jej spalone ciało. Biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Sehna w Krakowie, którzy pracowali nad portretem psychologicznym zabójcy, uznali, iż „można przypuszczać, że sprawcy byli osobami związanymi ze sprawą odzyskiwania nieruchomości lub zostali wynajęci przez takie osoby”. Podczas specjalnej sesji rady miasta prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz przekonywała, że starała się pomóc lokatorom w trudnej sytuacji. Jak wyliczała, zapewniła wsparcie 3,4 tys. eksmitowanych rodzin, rozwijała budownictwo socjalne i wyremontowała 14 tys. pustostanów. W sytuacji Andrzeja Matana szanse na pomoc nie są wielkie. Sąd uznał, że jego dochody – emerytura i pensja ochroniarza to nieco ponad 3 tys. zł – są zbyt wysokie, by przyznać mu lokal socjalny. Zadłużenie i choroba bliskiej osoby nie były wystarczającym argumentem. Pozostaje zatem walka sądowa.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół