• facebook
  • rss
  • Recepta na dobry nastrój

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 45/2016

    dodane 03.11.2016 00:00

    Urok głównej bohaterki jest w stanie zwalczyć wszystkie przeciwności losu.

    Aby odtworzyć atmosferę ostatniej premiery w Teatrze Współczesnym, zatytułowanej przekornie „Lepiej już było”, trzeba posłużyć się piórkiem kolibra, a więc zapożyczyć lekkość stylu od autorki. Tak naprawdę Cat Delaney bawi się z nami jak kot z myszką. Bo jaki podtekst ma choćby sam tytuł?

    Pesymistyczny czy optymistyczny? Że lepiej już nie będzie? A przecież żyć trzeba. Ale jak żyć, jeśli skończyło się 80 lat, a codziennie trzeba dokonywać wyboru: czy wykupić leki, czy zapłacić czynsz. A jak zapewnić sobie choćby najskromniejsze pieniądze na życie? I gdy nagle odchodzi od nas najlepszy przyjaciel, kot Marlin? Kto nam zamruczy kołysankę? Jak sprawić pogrzeb puchatemu pupilowi? Gdy tego nie dosyć, gospodarz wypowiada nam mieszkanie, a na pracę nie mamy perspektyw. A jednak Esmeralda Quipp, emerytowana szekspirowska aktorka, nie traci ducha. Od czego jest fantazja? Rzeczywistość, tak jak w teatrze, łatwo pomylić z fikcją i… Esmeralda napada na bank. Wszystko idzie jak z płatka. Znów ma własny – więzienny – dach nad głową, wikt, opierunek i nowe przyjaciółki, których uczy dobrych manier. Wprawdzie to panienki lekkich obyczajów, ale recytują jak z nut… Szekspira. Jej wdzięk zjednuje sobie wszystkich. Strażniczkę, adwokata, pracownicę socjalną, która zdobywa dla niej filiżankę z kruchej porcelany, bo Esmeralda nie lubi pić kawy w papierowym kubku. Oryginalna to recepta na mizerię codziennego życia. Dialog skrzy się humorem, pod którym jednak tli się współczucie autorki dla samotnych, wyrzuconych na margines życia. Nie jest to bowiem tekst bezrefleksyjny. Marta Lipińska w roli Esmeraldy zdobywa swoim urokiem publiczność i nowych przyjaciół. Jest jak ciastko, które chciałoby się zjeść, a jednocześnie mieć. Uczy optymizmu, czaruje i zaklina los, który w istocie się odmienia. Cały zespół bawi się świetnie. Każdy z aktorów gra co najmniej trzy role. Kogo więc wymienić? Może Agnieszkę Pilaszewską w roli Gladys, która za sprawą zabawnej metamorfozy wciela się w surową Sędzinę? Czy Katarzynę Dąbrowską, która zanim skończyła na ulicy, miała za sobą przeszłość… aktorki, czy surową na pozór policjantkę, Monikę Kwiatkowską, miłośniczkę psów. Wszyscy oni robią składkę na pochówek dla Marlina. Zbigniew Suszyński pobił rekord, wcielając się aż w pięć postaci. A nad tym szalonym światem czuwa reżyser Wojciech Adamczyk. I jak tu nie skorzystać z teatralnej recepty na dobry nastrój?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół